Cześć moi kochani. (przeczytaj do końca)
Jeju, nie wiem od czego zacząć, najlepiej chyba od początku...
Więc, najpierw bardzo mocno Was przepraszam, że tyle czasu nie ma rozdziału, ale nie mam weny, jeszcze ostatnio trochę się u mnie dzieje + maj i czerwiec to były miesiące poprawek, miałam zagrożenie z matematyki, więc musiałam się z tego wygrzebać, udało się oczywiście.
Zakończenie roku: chciałam zacząć wakacje od napisania rozdziału, tak wiecie, żeby mieć to już za sobą i iść dalej, ale nie, coś, a raczej ktoś, zawsze musiał mi to zepsuć. Tym razem, to była moja mama, po prostu zniszczyła mi tą 'magię' wakacji, której i tak sporo nie było, ale mniejsza, nie będę pisała co mi zrobiła, bo to jest trochę dla mnie przykre.
W wakacje siedzę cały czas w domu, na fejsbugu i na tłiterze, bo nie mam co robić, hah. Wyszłabym ze znajomymi, ale albo mi się nie chce, albo im się nie chce, albo mama mnie nie chce wypuścić z domu. No nieważne... chodzi o to, że mam mnóstwo czasu na pomyślenie nad blogiem, wiecie o czym dokładniej ma być i tak dalej.
Hm... jest mi trudno to pisać, wiedząc, że część z Was będzie myślała, że napisałam to, żeby nie wiem, zapowiedzieć kolejny rozdział, czy coś, eh... niestety, musicie poczekać ;/
Naprawdę nieraz powtarzałam sobie, że rzygam tym, ż nie ma jeszcze rozdziału, ale nie mogłam się pozbierać, żeby go napisać ;c
Po prostu brak weny = brak pisania :/
Także ten, ogłaszam coś takiego, jak konkurs ;D
Chodzi o to, że jest mi ciężko pisać to samej, zadowalając Was przy tym... więc, jeżeli ktoś byłby zainteresowany pisaniem ze mną tego bloga, proszę o skontaktowanie się ze mną za pomocą fanpage'a >KLIK< lub za pomocą twittera >KLIK<
Zasady są proste:
1. Musisz napisać mi na priv lub na tt (co będzie raczej trudne) krótkie opowiadanie. Nie ważne, czy będzie tam Justin, czy nie, nie muszą być te same imiona, co tutaj. TY TWORZYSZ!
2. Musisz mi napisać, jak sobie wyobrażasz dalsze losy Justina i Katie (tak wiem, mam wymagania)
3. Musisz po prostu mieć chęci na pisanie tego bloga. ;D
4. Musisz mieć jakieś pseudo, którego będziesz używać.
I JUŻ! DO DZIEŁA! NA ZGŁOSZENIA CZEKAM DO 13.07.2013. MACIE 10 DNI! (jeżeli nikt się nie zgłosi niestety będziecie musieli czekać na rozdziały długo ;c)
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca ;D
Jeszcze raz przepraszam :C /Paulla
wtorek, 2 lipca 2013
poniedziałek, 27 maja 2013
środa, 22 maja 2013
Rozdział szósty
*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła. Siedziałem tak całą noc.
Otworzyła oczy i spojrzała na nasze dłonie, i na mnie.
- Jak długo trzymasz tak tą rękę. - zaśmiała się
- Właściwie to całą noc. - uśmiechnąłem się
- Jak to całą noc? Nie spałeś? - spytała zdziwiona
- Nie, nie spałem. Ty spałaś strasznie burzliwie, coś ci się śniło?
- Nie pamiętam. - złapała się za głowę i wytrzeszczyła oczy - nie pamiętam, jakim cudem?
- Może po prostu byłaś zbyt zmęczona, żeby pamiętać?
- Hmmm... możliwe... - powiedziała i w tym samym momencie wszedł lekarz
- Witam, panno Willson. Jak się czujesz?
- Dobrze, nie narzekam.
- Dobrze, więc dzisiaj cię wypuścimy. - uśmiechnął się
- Okej. - w odpowiedzi również się uśmiechnęłam
- No to teraz pomóż mi się podnieść. - wyciągnęła do mnie rękę i zachichotała
- No nie wiem, jesteś całkiem ciężka. - próbowałem się nie śmiać, a ona uderzyła mnie w ramię
- Jakoś przy noszeniu mnie nie miałeś większych problemów. - przechytrzyła mnie. Nie pomyślałem, że tero użyje.
Ponownie wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem bez gadanie jej pomogłem. Usiadła z grymasem na twarzy i złapała się za głowę.
- Ałć, moja głowa.
- Co jest? - spytałam podtrzymując ją
- Nic, to normalne po takich rzeczach. - tylko przytaknąłem.
Wciąż ją podtrzymywałem i wszedł lekarz.
- O, widzę, że pański chłopak pomógł. Myślałem, że nie wpadniecie na pomysł próby wstania. - zaśmiał się.
*Katie*
On nazwał Justina moim chłopakiem. Co?! On moim chłopakiem?
- Emm... my nie jesteśmy parą. - wtrąciłam
- Aha, to w takim razie przepraszam. - powiedział jakby nie dowierzając moim słowom.
Przewróciłam oczami i zaczęłam:
- Kiedy mnie pan wypuści?
- Po południ będziesz wolna. - uśmiechnął się - boli cię coś? Głowa, brzuch, coś?
- Trochę głowa, ale jest okej. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Lekarz wyszedł, a Justin wybuchł śmiechem.
Popatrzyłam na niego, jak na idiotę.
- A tobie co? - zapytałam śmiejąc się z niego
- On nazwał nas parą. - znów wybuchł śmiechem, a ja się tylko zarumieniłam
- Haha, tak, to było dość dziwne. - podrapałam się po karku
- Znaczy wiesz, jak chcesz, to jestem do wzięcia. - poruszył śmiesznie brwiami z zadziornym uśmiechem, za co dostał w ramię. Znów.
- Spadaj. Ty mógłbyś być moim bratem, nie chłopakiem.
- Bratem? Jak chcesz mogę być twoim starszym bratem. - znów poruszył brwiami
- Nie, dzięki. Byłbyś takim bratem, który by mi wszystkiego zabraniał. - założyłam ręce na piersiach
- Haha, tak, dokładnie tak. - uśmiechnął się ukazując przy tym bielutkie zęby.
Oberwał za to poduszką.
- Oooo... pożałujesz! - powiedział ze śmiechem i zaczął mnie łaskotać.
Mówiłam mu, żeby przestał, ale on nic! Co za wariat!
Serio chciałabym mieć takiego brata. Jest strasznie troskliwy, chociaż myślałam, że będzie straszny. Znaczy, jeszcze go nie znam, ale wydaje się na prawdę fajny. I żeby nie było; nie, nie zakochałam się! Po prostu on był dla mnie cholernie miły. No sorry, przywiózł mnie w to cholerne miejsce, gdy złamałam nogę i wczoraj, gdy zemdlałam. Poza tym, chciało mu się mnie nosić tyle razy na rękach, a do najlżejszych to ja nie należę.
Przestał, wreszcie...
- Przeproś - wskazał na swój policzek
- Za co?
- Za rzucenie we mnie poduszką. No dalej, przeproś. - znów nadstawił policzek
- Okej, sam tego chciałeś. - wzruszyłam ramionami, pocałowałam dłoń i uderzyłam go w twarz.
Jego mina. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
- Ej, a to co?! - złapał się za policzek
- Przeprosiny. - powiedziałam niewinnym głosem.
- Ugh, za karę masz mnie przytulić! - wyciągnął do mnie wskazujący palec i nim pomachał przed moją twarzą
- Hahaha, sam się przytul, wariacie! - zaśmiałam się
- Okej, ale ty też masz mnie przytulić. - postawił warunek
- Okeeej. - powiedziałam, a on serio sam siebie przytulił.
To wyglądało tak uroczo.
- Już, teraz twoja kolej. - rozłożył ramiona, a ja się w nie wtopiłam.
- Dziękuję, że jesteś tutaj. - wyszeptałam mu do ucha
- Co? - spytał ze zdezorientowaniem. Popatrzył mi w oczy trzymając ręce wciąż na mojej talii, moje zaś były oplecione na jego szyi.
- No dziękuję, że jesteś tu. Matki nie ma, w sumie dobrze, ojciec też nie wykazuje zainteresowania, a ty tu jesteś, mimo tego, że znasz mnie kilka dni. - uśmiechnęłam się patrząc w jego bursztynowe oczy.
Zabrałam ręce z jego szyi i odwróciłam wzrok, ale jego ręce były cały czas na moich biodrach.
____________________________________________________
Witajcie! Mamy szósty rozdział!
No więc tak... zastanawiałam się ostatnio, czy nie zrobić strony tego bloga na fb. Wiecie, informowałabym tam o nowych rozdziałach, moglibyście pisać do mnie na priv. :D
Co Wy na to?
Liczę na komentarze!
Jeszcze jedno... dzięki za wyświetlenia, liczę na coraz więcej!
Miłego czytania. <3 / Paulla
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła. Siedziałem tak całą noc.
~Rano~
Obserwowałem jak spokojnie się budzi, co było dziwne, bo całą noc się wzdrygała i trzęsła.Otworzyła oczy i spojrzała na nasze dłonie, i na mnie.
- Jak długo trzymasz tak tą rękę. - zaśmiała się
- Właściwie to całą noc. - uśmiechnąłem się
- Jak to całą noc? Nie spałeś? - spytała zdziwiona
- Nie, nie spałem. Ty spałaś strasznie burzliwie, coś ci się śniło?
- Nie pamiętam. - złapała się za głowę i wytrzeszczyła oczy - nie pamiętam, jakim cudem?
- Może po prostu byłaś zbyt zmęczona, żeby pamiętać?
- Hmmm... możliwe... - powiedziała i w tym samym momencie wszedł lekarz
- Witam, panno Willson. Jak się czujesz?
- Dobrze, nie narzekam.
- Dobrze, więc dzisiaj cię wypuścimy. - uśmiechnął się
- Okej. - w odpowiedzi również się uśmiechnęłam
- No to teraz pomóż mi się podnieść. - wyciągnęła do mnie rękę i zachichotała
- No nie wiem, jesteś całkiem ciężka. - próbowałem się nie śmiać, a ona uderzyła mnie w ramię
- Jakoś przy noszeniu mnie nie miałeś większych problemów. - przechytrzyła mnie. Nie pomyślałem, że tero użyje.
Ponownie wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem bez gadanie jej pomogłem. Usiadła z grymasem na twarzy i złapała się za głowę.
- Ałć, moja głowa.
- Co jest? - spytałam podtrzymując ją
- Nic, to normalne po takich rzeczach. - tylko przytaknąłem.
Wciąż ją podtrzymywałem i wszedł lekarz.
- O, widzę, że pański chłopak pomógł. Myślałem, że nie wpadniecie na pomysł próby wstania. - zaśmiał się.
*Katie*
On nazwał Justina moim chłopakiem. Co?! On moim chłopakiem?
- Emm... my nie jesteśmy parą. - wtrąciłam
- Aha, to w takim razie przepraszam. - powiedział jakby nie dowierzając moim słowom.
Przewróciłam oczami i zaczęłam:
- Kiedy mnie pan wypuści?
- Po południ będziesz wolna. - uśmiechnął się - boli cię coś? Głowa, brzuch, coś?
- Trochę głowa, ale jest okej. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Lekarz wyszedł, a Justin wybuchł śmiechem.
Popatrzyłam na niego, jak na idiotę.
- A tobie co? - zapytałam śmiejąc się z niego
- On nazwał nas parą. - znów wybuchł śmiechem, a ja się tylko zarumieniłam
- Haha, tak, to było dość dziwne. - podrapałam się po karku
- Znaczy wiesz, jak chcesz, to jestem do wzięcia. - poruszył śmiesznie brwiami z zadziornym uśmiechem, za co dostał w ramię. Znów.
- Spadaj. Ty mógłbyś być moim bratem, nie chłopakiem.
- Bratem? Jak chcesz mogę być twoim starszym bratem. - znów poruszył brwiami
- Nie, dzięki. Byłbyś takim bratem, który by mi wszystkiego zabraniał. - założyłam ręce na piersiach
- Haha, tak, dokładnie tak. - uśmiechnął się ukazując przy tym bielutkie zęby.
Oberwał za to poduszką.
- Oooo... pożałujesz! - powiedział ze śmiechem i zaczął mnie łaskotać.
Mówiłam mu, żeby przestał, ale on nic! Co za wariat!
Serio chciałabym mieć takiego brata. Jest strasznie troskliwy, chociaż myślałam, że będzie straszny. Znaczy, jeszcze go nie znam, ale wydaje się na prawdę fajny. I żeby nie było; nie, nie zakochałam się! Po prostu on był dla mnie cholernie miły. No sorry, przywiózł mnie w to cholerne miejsce, gdy złamałam nogę i wczoraj, gdy zemdlałam. Poza tym, chciało mu się mnie nosić tyle razy na rękach, a do najlżejszych to ja nie należę.
Przestał, wreszcie...
- Przeproś - wskazał na swój policzek
- Za co?
- Za rzucenie we mnie poduszką. No dalej, przeproś. - znów nadstawił policzek
- Okej, sam tego chciałeś. - wzruszyłam ramionami, pocałowałam dłoń i uderzyłam go w twarz.
Jego mina. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
- Ej, a to co?! - złapał się za policzek
- Przeprosiny. - powiedziałam niewinnym głosem.
- Ugh, za karę masz mnie przytulić! - wyciągnął do mnie wskazujący palec i nim pomachał przed moją twarzą
- Hahaha, sam się przytul, wariacie! - zaśmiałam się
- Okej, ale ty też masz mnie przytulić. - postawił warunek
- Okeeej. - powiedziałam, a on serio sam siebie przytulił.
To wyglądało tak uroczo.
- Już, teraz twoja kolej. - rozłożył ramiona, a ja się w nie wtopiłam.
- Dziękuję, że jesteś tutaj. - wyszeptałam mu do ucha
- Co? - spytał ze zdezorientowaniem. Popatrzył mi w oczy trzymając ręce wciąż na mojej talii, moje zaś były oplecione na jego szyi.
- No dziękuję, że jesteś tu. Matki nie ma, w sumie dobrze, ojciec też nie wykazuje zainteresowania, a ty tu jesteś, mimo tego, że znasz mnie kilka dni. - uśmiechnęłam się patrząc w jego bursztynowe oczy.
Zabrałam ręce z jego szyi i odwróciłam wzrok, ale jego ręce były cały czas na moich biodrach.
____________________________________________________
Witajcie! Mamy szósty rozdział!
No więc tak... zastanawiałam się ostatnio, czy nie zrobić strony tego bloga na fb. Wiecie, informowałabym tam o nowych rozdziałach, moglibyście pisać do mnie na priv. :D
Co Wy na to?
Liczę na komentarze!
Jeszcze jedno... dzięki za wyświetlenia, liczę na coraz więcej!
Miłego czytania. <3 / Paulla
piątek, 10 maja 2013
Rozdział piąty
- To może... hmmm... kino i później jakaś kolacja, czy coś? Oczywiście nie jako randka, czy coś. Po prostu zwykły wypad znajomych. Hę? Co ty na to?
- No może być. - wyszczerzyłam się
______________________________________________
*Justin*
Umówiliśmy się z Katie na 18 do kina, później na kolację. Zamierzałem zabrać ją do jakiejś restauracji, lub do mnie do domu. Zależy co ona będzie chciała.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:49, ale ten czas szybko nam zleciał.
- Katie! - zawołała ją z dołu mama
Dziewczyna wstała z łóżka, podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Tak, mamo? - odkrzyknęła
- Zejdźcie z Justinem na dół na obiad. - powiedziała jej mama.
Katie rzuciła tylko krótkie "Okej" i odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Idziemy? - zapytała wesoło, a ja przytaknąłem - ouch! - zatrzymała się i zgięła w pół przed schodami
- Wszystko okej? - zapytałem, ale ona nie odpowiedziała
*Katie*
Wyszliśmy z pokoju i zaczęliśmy kierować się w stronę schodów, gdy nagle usłyszałąm głośny trzask na dole i w mojej głowie. Wszystko zaczęło mi wirować. Doszedł do tego ból brzucha. Złapałam się za brzuch i zgięłam się w pół z bólu.
- Wszystko okej? - zapytał, nie odpowiedziałam
- Katie, wszystko okej? - powtórzył donośniejszym tonem, ale to tylko przeleciało w mojej głowie, jak przez mgłę.
Usłyszałam głośny pisk w mojej głowie. Zaczynałam mieć mroczki, było mi strasznie duszno. Moje ciało zaczęło się pocić. Zaczęłam mieć jeszcze silniejsze zawroty głowy. Wszystko w środku mi się skręciło, co wywołało jeszcze gorszy ból brzucha. Nie mogłam się w ogóle ruszyć. W tym momencie upadłam na ziemię. Przed oczami widziałam tylko zamazany obraz i pojawiającą się ciemność. Ciemność ogarnęła moje oczy. Zemdlałam.
Mieliście kiedyś tak, że po prostu od tak słyszeliście dziwne odgłosy w głowie? Od niczego robiło się wam duszno i wasze ciało się pociło? Tak właśnie było w moim przypadku, odkąd pamiętam.
Miałam 10 lat. Rodzice prawie całe dnie spędzali na kłóceniu i szarpaniu się. Już wtedy się między nimi nie układało. To było straszne widzieć moją mamę w stanie, w jakim była po kłótniach z ojcem. Było tak, że się na mnie nieźle wkurzył, nie pamiętam dokładnie za co, chyba za to, że broniłam matki. Wkurzył się i zaczął się na mnie drzeć, z największą siłą głosu, jaką potrafił. Zaczął mnie szarpać i... i w tedy zaczęło się najgorsze. Zaczął wyzywać mnie od dziwek, szmat i innych. Płakałam, pamiętam, że płakałam. Mama próbowała go ode mnie odciągnąć, ale nie udało jej się to. Odepchnął ją, a ona uderzyła plecami w ścianę i upadła z hukiem, próbowała wstać, ale na marne. Ojciec zaczął mną szarpać, walił pięściami w ściany tuż obok mojej głowy. W tedy pamiętam, że podrapałam go po poliku.
- Ty mała szmato! Jeszcze raz to zrobisz, a pożałujesz! - wykrzyczał, a ja zrobiłam to jeszcze raz, tym razem mocniej. Widziałam jak krew leci z jego ran na poliku.
Poczerwieniał ze złości. Zaczął pobudzać się jego wewnętrzny potwór. A nie, przepraszam, on już tu był. Nie widziałam ojca nigdy takiego wkurzonego jak teraz, to było straszne!
Poczułam ostre pieczenie na lewym policzku, a później również na prawym. Uderzył mnie dwa razy. DWA!
Nigdy wcześniej mnie nie bił. Czasem żartobliwie mnie szturchał, ale kończyło się na tym, że kładł mnie na łóżku i łaskotał, aż doprowadzał mnie do płaczu. Ze śmiechu rzecz jasna. Nigdy wcześniej nie wpadł w taką furię. To było najbardziej traumatyczne przeżycie jakie dziesięcioletnie dziecko może doznać.
Po prostu mam coś w rodzaju urazu na całe życie. Nienawidzę hałasu, chyba tylko głośna muzyka jest wyjątkiem i ściszony krzyk. Trochę to głupie, ale prawdziwe.
A ból brzucha? Ból brzucha mógł być spowodowany tym, że po prostu od rana nic nie jadłam i już, albo tym, że wróciły wspomnienia z tego dnia.
Mama wiedziała, że źle znoszę hałasu, Alan też to wiedział, mój ojciec również. Dlatego zachowują się przy mnie jak najciszej. Ale oczywiście czasem nie udaje się być cicho. No cóż, nie zmienię tego, co przeszłam.
- No może być. - wyszczerzyłam się
______________________________________________
*Justin*
Umówiliśmy się z Katie na 18 do kina, później na kolację. Zamierzałem zabrać ją do jakiejś restauracji, lub do mnie do domu. Zależy co ona będzie chciała.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:49, ale ten czas szybko nam zleciał.
- Katie! - zawołała ją z dołu mama
Dziewczyna wstała z łóżka, podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Tak, mamo? - odkrzyknęła
- Zejdźcie z Justinem na dół na obiad. - powiedziała jej mama.
Katie rzuciła tylko krótkie "Okej" i odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Idziemy? - zapytała wesoło, a ja przytaknąłem - ouch! - zatrzymała się i zgięła w pół przed schodami
- Wszystko okej? - zapytałem, ale ona nie odpowiedziała
*Katie*
Wyszliśmy z pokoju i zaczęliśmy kierować się w stronę schodów, gdy nagle usłyszałąm głośny trzask na dole i w mojej głowie. Wszystko zaczęło mi wirować. Doszedł do tego ból brzucha. Złapałam się za brzuch i zgięłam się w pół z bólu.
- Wszystko okej? - zapytał, nie odpowiedziałam
- Katie, wszystko okej? - powtórzył donośniejszym tonem, ale to tylko przeleciało w mojej głowie, jak przez mgłę.
Usłyszałam głośny pisk w mojej głowie. Zaczynałam mieć mroczki, było mi strasznie duszno. Moje ciało zaczęło się pocić. Zaczęłam mieć jeszcze silniejsze zawroty głowy. Wszystko w środku mi się skręciło, co wywołało jeszcze gorszy ból brzucha. Nie mogłam się w ogóle ruszyć. W tym momencie upadłam na ziemię. Przed oczami widziałam tylko zamazany obraz i pojawiającą się ciemność. Ciemność ogarnęła moje oczy. Zemdlałam.
Mieliście kiedyś tak, że po prostu od tak słyszeliście dziwne odgłosy w głowie? Od niczego robiło się wam duszno i wasze ciało się pociło? Tak właśnie było w moim przypadku, odkąd pamiętam.
Miałam 10 lat. Rodzice prawie całe dnie spędzali na kłóceniu i szarpaniu się. Już wtedy się między nimi nie układało. To było straszne widzieć moją mamę w stanie, w jakim była po kłótniach z ojcem. Było tak, że się na mnie nieźle wkurzył, nie pamiętam dokładnie za co, chyba za to, że broniłam matki. Wkurzył się i zaczął się na mnie drzeć, z największą siłą głosu, jaką potrafił. Zaczął mnie szarpać i... i w tedy zaczęło się najgorsze. Zaczął wyzywać mnie od dziwek, szmat i innych. Płakałam, pamiętam, że płakałam. Mama próbowała go ode mnie odciągnąć, ale nie udało jej się to. Odepchnął ją, a ona uderzyła plecami w ścianę i upadła z hukiem, próbowała wstać, ale na marne. Ojciec zaczął mną szarpać, walił pięściami w ściany tuż obok mojej głowy. W tedy pamiętam, że podrapałam go po poliku.
- Ty mała szmato! Jeszcze raz to zrobisz, a pożałujesz! - wykrzyczał, a ja zrobiłam to jeszcze raz, tym razem mocniej. Widziałam jak krew leci z jego ran na poliku.
Poczerwieniał ze złości. Zaczął pobudzać się jego wewnętrzny potwór. A nie, przepraszam, on już tu był. Nie widziałam ojca nigdy takiego wkurzonego jak teraz, to było straszne!
Poczułam ostre pieczenie na lewym policzku, a później również na prawym. Uderzył mnie dwa razy. DWA!
Nigdy wcześniej mnie nie bił. Czasem żartobliwie mnie szturchał, ale kończyło się na tym, że kładł mnie na łóżku i łaskotał, aż doprowadzał mnie do płaczu. Ze śmiechu rzecz jasna. Nigdy wcześniej nie wpadł w taką furię. To było najbardziej traumatyczne przeżycie jakie dziesięcioletnie dziecko może doznać.
Po prostu mam coś w rodzaju urazu na całe życie. Nienawidzę hałasu, chyba tylko głośna muzyka jest wyjątkiem i ściszony krzyk. Trochę to głupie, ale prawdziwe.
A ból brzucha? Ból brzucha mógł być spowodowany tym, że po prostu od rana nic nie jadłam i już, albo tym, że wróciły wspomnienia z tego dnia.
Mama wiedziała, że źle znoszę hałasu, Alan też to wiedział, mój ojciec również. Dlatego zachowują się przy mnie jak najciszej. Ale oczywiście czasem nie udaje się być cicho. No cóż, nie zmienię tego, co przeszłam.
~Parę godzin później~
- Katherine! Katherine, słyszysz mnie? - usłyszałam gruby, męski głos. Powoli starałam się otworzyć oczy, ale zostałam oślepiona przez biel tego miejsca.
- Katherine, otwórz oczy. - nienawidziłam gdy mówiono do mnie pełnym imieniem, ale nic.
- Katie, otwórz oczy. - powiedział damski głos. Rozpoznałam go, to była mama.
Posłusznie starałam się otworzyć moje oślepione oczy. Otworzyłam je i przykryłam ręką. Poczułam ból głowy.
- Katie, otwórz oczy. - usłyszałam ten sam, troskliwy głos, co wtedy, kiedy złamałam palec. To Justin. Co on tutaj w ogóle robił?
- Katherine, otwórz oczy. - nienawidziłam gdy mówiono do mnie pełnym imieniem, ale nic.
- Katie, otwórz oczy. - powiedział damski głos. Rozpoznałam go, to była mama.
Posłusznie starałam się otworzyć moje oślepione oczy. Otworzyłam je i przykryłam ręką. Poczułam ból głowy.
- Katie, otwórz oczy. - usłyszałam ten sam, troskliwy głos, co wtedy, kiedy złamałam palec. To Justin. Co on tutaj w ogóle robił?
Otworzyłam w całości oczy i zaczęłam się rozglądać wokół siebie.
- Gdzie jestem? - spytałam zachrypniętym, słabym głosem
- Jesteś w szpitalu, zemdlałaś w domu. - powiedziała mama z lekkim uśmiechem
- Coś tam pamiętam.
- To dobrze, opowiesz mi zaraz wszystko, co pamiętasz. - powiedział lekarz, a ja przytaknęłam. Wyszedł z sali, zostałam z mamą i Justinem.
- Jak się czujesz, słonko? - zapytała ciepło mama
- Jakoś. Trochę mnie głowa jeszcze boli. Czemu zemdlałam? - popatrzyłam na mamę i na Justina
- Hałas... - powiedziała, a ja wiedziałam o co chodzi
- Jak to hałas? - wyrwał się ze zdezorientowaniem Justin
- Nieważne, długa historia. - powiedziałam i spojrzałam na niego znacząco, żeby o to nie pytał. Pokiwał tylko głową na zgodę.
Po chwili wrócił lekarz i wyprosił z pokoju Justina i mamę. Zaczął mnie wypytywać co pamiętam, co się stało w domu i tak dalej. Opowiedziałam mu wszystko co pamiętam z tego zajścia.
- Dobrze, nie będę cię już męczył pytaniami. - odchrząknął i wstał z miejsca - zostaniesz na obserwacje, a jutro wrócisz do domu. - uśmiechnął się
- Dobrze. - pokiwałam głową, a lekarz odwrócił się i wyszedł.
Do pokoju wszedł sam Justin. Chciałam już coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził.
- Kazałem twojej mamie jechać do domu, bo jest późno.
- Okej. Ty też jedź, jest naprawdę późno. - popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 21:12. Jakim cudem tyle godzin tu siedzę? Nieważne.
- Nie, posiedzę to z tobą. Dla towarzystwa. - uśmiechnął się
- Naprawdę nie trzeba, będziesz zmęczony. Jedź już.
- Moje towarzystwo ci przeszkadza? - zapytał i uniósł brwi w górę
- Nie o to chodzi. Po prostu nie chcę, żebyś był później zmęczony.
- Odeśpię w dzień.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami
- Ty powinnaś iść spać, oczy ci się zamykają. - szepnął po chwili
- Możliwe, ale głupio jest zostawić cię tak samego i pójść spać.
- Spokojnie, idź spać, ja pewnie oprę się o ścianę na krześle i też zasnę. - mrugnął do mnie
- Oh, okej. - powiedziałam i ułożyłam się wygodnie w szpitalnym łóżku.
*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła.
_____________________________________________
To tyle na rozdział piąty.
Czy choć trochę podobała Wam się opowieść Katie o dzieciństwie? :D
Moglibyście zostawić chociaż jeden komentarz :c
To naprawdę motywuje do dalszej pracy.
Nie wiem, czy Wam się to podoba, czy nie.
Nie wiem ile osób to czyta :c
Zostawcie opinię, nawet tą negatywną.
To tyle na dzisiaj...
... a nie, jeszcze jedno, daję dedyka Adze <33
Do następnego! :D
/ Paulla
- Gdzie jestem? - spytałam zachrypniętym, słabym głosem
- Jesteś w szpitalu, zemdlałaś w domu. - powiedziała mama z lekkim uśmiechem
- Coś tam pamiętam.
- To dobrze, opowiesz mi zaraz wszystko, co pamiętasz. - powiedział lekarz, a ja przytaknęłam. Wyszedł z sali, zostałam z mamą i Justinem.
- Jak się czujesz, słonko? - zapytała ciepło mama
- Jakoś. Trochę mnie głowa jeszcze boli. Czemu zemdlałam? - popatrzyłam na mamę i na Justina
- Hałas... - powiedziała, a ja wiedziałam o co chodzi
- Jak to hałas? - wyrwał się ze zdezorientowaniem Justin
- Nieważne, długa historia. - powiedziałam i spojrzałam na niego znacząco, żeby o to nie pytał. Pokiwał tylko głową na zgodę.
Po chwili wrócił lekarz i wyprosił z pokoju Justina i mamę. Zaczął mnie wypytywać co pamiętam, co się stało w domu i tak dalej. Opowiedziałam mu wszystko co pamiętam z tego zajścia.
- Dobrze, nie będę cię już męczył pytaniami. - odchrząknął i wstał z miejsca - zostaniesz na obserwacje, a jutro wrócisz do domu. - uśmiechnął się
- Dobrze. - pokiwałam głową, a lekarz odwrócił się i wyszedł.
Do pokoju wszedł sam Justin. Chciałam już coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził.
- Kazałem twojej mamie jechać do domu, bo jest późno.
- Okej. Ty też jedź, jest naprawdę późno. - popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 21:12. Jakim cudem tyle godzin tu siedzę? Nieważne.
- Nie, posiedzę to z tobą. Dla towarzystwa. - uśmiechnął się
- Naprawdę nie trzeba, będziesz zmęczony. Jedź już.
- Moje towarzystwo ci przeszkadza? - zapytał i uniósł brwi w górę
- Nie o to chodzi. Po prostu nie chcę, żebyś był później zmęczony.
- Odeśpię w dzień.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami
- Ty powinnaś iść spać, oczy ci się zamykają. - szepnął po chwili
- Możliwe, ale głupio jest zostawić cię tak samego i pójść spać.
- Spokojnie, idź spać, ja pewnie oprę się o ścianę na krześle i też zasnę. - mrugnął do mnie
- Oh, okej. - powiedziałam i ułożyłam się wygodnie w szpitalnym łóżku.
*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła.
_____________________________________________
To tyle na rozdział piąty.
Czy choć trochę podobała Wam się opowieść Katie o dzieciństwie? :D
Moglibyście zostawić chociaż jeden komentarz :c
To naprawdę motywuje do dalszej pracy.
Nie wiem, czy Wam się to podoba, czy nie.
Nie wiem ile osób to czyta :c
Zostawcie opinię, nawet tą negatywną.
To tyle na dzisiaj...
... a nie, jeszcze jedno, daję dedyka Adze <33
Do następnego! :D
/ Paulla
niedziela, 28 kwietnia 2013
Rozdział czwarty
Zerknęłam na telefon, była 23:40, nastawiłam budzik na 7:20 i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
___________________________________________________
*Justin*
Wróciłem około 24 od Katie. Kurde, ta dziewczyna to ma farta. Haha, złamać palec, a jutro zapieprzać do szkoły. Spoko.
Po ogarnięciu się przed snem wczołgałem się zmęczony do łóżka i nastawiłem budzik na 7:00. Oczywiście wstanę pewnie około 7:40, ale to szczegół.
*RANO*
Budzik zaczął dzwonić punktualnie o 7:00, przestawiłem go na 7:30 i o równej 7:30 wstałem, a raczej zwlekłem się z łóżka w stronę łazienki. Po porannej toalecie postanowiłem wybrać jakieś ubrania. Stanąłem przed szafą z dylematem. W co się ubrać?! Po dłuższym namyśle wybrałem niebieskie spodnie z niskim krokiem, białą bokserkę, czarną bluzę i czarne supry. Chyba wyglądałem dosyć przyzwoicie. Podszedłem do lustra i ułożyłem włosy. Popatrzyłem na wyświetlacz mojego telefonu, który wskazywał godzinę 8:00. Miałem mało czasu. Zbiegłem więc po schodach do przedpokoju. Zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i wziąłem klucze do mojego samochodu. Odblokowałem pojazd i wsiadłem do środka, wsadziłem kluczyki do stacyjki po czym odpaliłem auto. Wyruszyłem z podjazdu z piskiem opon, tak, jak lubiłem. Haha, to jest to. Jechałem dość szybko po Katie, bo była 8:10, a za dziesięć minut powinienem być pod jej domem.
Punktualnie dwadzieścia po ósmej wjechałem na podjazd domu Katie. Dziewczyna jeszcze nie było, zdziwiło mnie to, bo to ona kazała mi przyjechać punktualnie. Zaparkowałem na podjeździe i zgasiłem samochód. Wysiadłem z niego i podszedłem do drzwi po czym zapukałem. Z kilka minut zobaczyłem Katie w wejściu.
- Witaaam. - przeciągnąłem z zadziornym uśmiechem, a ona się zarumieniła
- No cześć. - wyszczerzyła się ślicznie
- Gotowa? Możemy jechać?
- Emmm... tak właściwie to lekcje zaczynamy o 9:40...
- Hahaha, to po co miałem tu być o tak wcześnie.
- Bo jesteś mi potrzebny.
- Hę? W czym?
- W dotrzymaniu towarzystwa. - wyszczerzyła się
- Hahaha, skoro tak mówisz, to zgoda, zostanę.
- No ja myślę. Poza tym, pomyślałam, że skoro mam cię oprowadzać po szkole i tak dalej, to powinniśmy wiedzieć o sobie więcej, niż swoje imiona i to, że mój ojciec i twoja mama są razem. - zaproponowała
- Emm...no czemu nie. Ale może jak wejdziemy do środka?
- No taak. - uśmiechnęła się ukazując rządek białych zębów
Podeszliśmy do środka. Katie weszła do domu, a ja tuż za nią zamknąłem drzwi za nami. Katie zaczęła się krzywić...
- Co ci jest? - spojrzałem na nią zaniepokojony
- Nic, po prostu noga mnie strasznie boli.
- Może nie powinnaś iść dzisiaj do szkoły, co?
- Dam radę, spokojnie. Patrz... - wstała i zaczęła iść z kulami krzywiąc się jeszcze bardziej - nie, jednak nie dam rady.
- Może zostać z tobą? - zaproponowałem
- Nie, ty musisz iść do szkoły. Twoja matka nie wybaczyłaby mi tego, że nie poszedłeś tam.
- Katie, moja matka cię uwielbia, uwierz. Poza tym, po co mam iść do tej szkoły? Nie znam tam nikogo, nie wiem gdzie mam klasy, nie mam książek.
- No racja. - zachichotała uroczo. Kurde, niee...ona mi się podoba? Niee...nie możliwe!
- To co będziemy robić cały dzień?
- My? Ty serio chcesz zostać ze mną?
- No jasne, czemu nie? W końcu mieliśmy się poznawać, prawda?
- Aa, tak, prawda. - uśmiechnęła się - chcesz coś do picia?
- Jasne. - powiedziałem, a Katie wstała i poczłapała po szklanki i colę
- Proszę. - wręczyła mi z lekkim uśmiechem szklankę - wolisz iść do mnie, czy do salonu?
- Możemy iść do ciebie - powiedziałem, a ona westchnęła i skrzywiła się patrząc na schody.
- To będzie męczarnia, ale dam radę. - powiedziała i zaczęła iść w kierunku schodów
- Może cię zanieść? - zaproponowałem, a ona się do mnie odwróciła
- Nie, no coś ty. Już się mnie nadźwigałeś wczoraj. Dam radę. - powiedziała, a ja podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce
- Justin, serio, dałabym radę.
- Nie sądzę, skarbie.
*Katie*
On mnie nazwał swoim skarbem?! Nie no, to takie urocze. Hhaha. To miło z jego strony, że chciało mu się mnie nieść. Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Justin cały czas miał mnie na rękach, postawił mnie dopiero przy łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło
- Z co?
- Za to, że mnie tu wniosłeś.
- Aaa...umm...nie ma za co, zawsze do usług. - wyszczerzył się ślicznie
- Co będziemy robić? - zapytałam po chwili ciszy
- Nie wiem, co chcesz. Za dużego wyboru nie mamy. - zaśmiał się wskazując na mój gips
- Hha, no racje. - zaśmiałam się z nim
- No nie wiem, co możemy porobić? Możemy poopowiadać sobie o sobie.
- O, okej. To co chcesz o mnie wiedzieć?
- Emm...nie wiem...wszystko? - zachichotał i spojrzał na mnie
- Wszystkiego na pewno się nie dowiesz. - szturchnęłam go w ramię
- No okeej. - udał obrażonego
- Hahaha, wyglądasz jak małe dziecko. - zaśmiałam się złośliwie
- Hahaha, serio, dziecko? - spojrzał na mnie ze śmiechem
- Tak, dziecko. które nie dostało wymarzonej zabawki. - drażniłam się z nim
- Hahaha. Dobra, opowiadaj mi o sobie.
- No okeej. Więc, jestem Katie Willson, 6 marca będę miała pełne 17 lat, mam tylko 160 cm wzrostu, moi rodzice się rozwiedli gdy miałam 6 lat, moim najlepszym przyjacielem jest Alan i to chyba wszystko...a jeszcze jedno, nie mam chłopaka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam z jakim zaciekawienie patrzy na mnie teraz Justin - dobra, teraz ty. Opowiedz mi coś o sobie.
- Okeej. To jestem Justin Bieber, moje drugie imię to Drew, mam 18 lat, ale chodzę, do pierwszej liceum, bo byłem młody, głupi i nie chodziłem do szkoły. Mam 180 cm wzrostu. W tym mieście nie mam znajomych, no oprócz ciebie. Poprzednio mieszkałem w Kanadzie, ale przeprowadziłem się tu z rodzicami jakieś 2 lata temu. Moi rodzice nie są razem od ponad pół roku. Moja matka umawia się z twoim ojcem. Mam dwójkę rodzeństwa; Jazmyn - młodsza - starsza siostra i Jaxon - młodszy brat. Nie mam dziewczyny, bo według wszystkich jestem chujem bez serca. - popatrzył na mnie, a ja miałam szeroko otwarte oczy, tak z zaciekawienia - wybacz za to określenie, ale tak mnie prawie wszystkie nazwały.
- Nie no, spoko. Po prostu się zdziwiłam, że cię tak nazwały, bo wydajesz się być całkiem fajny. - moje policzki pokryły się rumieńcem, a on zachichotał
- Powiedzieć ci coś głupiego? - zaproponował szatyn
- Haha, no dawaj.- wyszczerzyłam się
- Uwielbiam, jak dziewczyna się rumieni. - powiedział, a moje policzki zróżowiały jeszcze bardziej - haha, tak, jak ty teraz. - uśmiechnął się chyba najśliczniej jak potrafił.
- No nie, weź, mnie wkurza, jak się rumienię, bo wtedy mam takie okropne, czerwone policzki. - skrzywiłam się
- Nie, nie są okropne, są urocze.
- Nie, one są okropne. - droczyłam się z nim
- Urocze.
- Okropne!
- Urooocze. - przeciągnął
- Okrooopnee. - zrobiłam to samo
- Nie kłóć się ze mną, skarbie. - skrzywiłam się z uśmiechem - coś się stało? Twoja mina była dość dziwna.
- Nie...znaczy, bo...już drugi raz nazwałeś mnie skarbem.
- Haha, no racja. Przeszkadza ci to? - podrapał się niezręcznie po szyi
- Emmm...chyba nie... - uśmiechnęłam się, a moje policzki pokryły się znów rumieńcem. Szybko zakryłam je rękoma.
- Co ty robisz? - zapytał Justin i zdjął mi ręce z policzków po czym się uśmiechnął - znów się rumienisz. Czy to ja na ciebie tak wpływam? - poruszył zabawnie brwiami
- Hahah, nie. - udałam poważną
- Jasne, jasne. - myślał, że tego nie słyszałam
- Słyszałam to. - szturchnęłam go w ramię
- Hahaha, ale co? - udawał idiotę
- Niee, nic. - wystawiłam mu język. - to co robimy?
- Nie wiem, a co chcesz?
- Też nie wiem, wiemy o sobie już chyba wszystko.
- W sumie to nie powiedziałem ci jednego.
- A mianowicie?
- Gram na gitarze, tworzę piosenki i trochę śpiewam.
- Łoooo... ja ci nie powiedziałam, że amatorsko śpiewam.
- Serio? Zaśpiewaj mi coś.
- Nie, wolę nie.
- No prooooszę. - wręcz błagał
- Nie, Justin, nie zaśpiewam. - powiedziałam, a on wstał z łóżka i klęknął przede mną.
- Będę robił z siebie idiotę dopóki mi nie zaśpiewasz. - powiedział i zaczął błagać
- Ughhh...dobra...zaśpiewam, ale ty śpiewasz ze mną. - powiedziałam, a on się uśmiechnął po czym skrzywił, wstał i pocałował mnie w policzek. - a to za co? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem
- Za to, że nie muszę już robić z siebie idioty i za to, że zgodziłaś się mi zaśpiewać.
- Co mam ci zaśpiewać?
- Znasz piosenkę "Beneath youf beautiful" ?
- Pewnie, że znam!
- To śpiewaj.
- Emmm...miałeś ze mną śpiewać, więc zaczynasz. - wyszczerzyłam się
- No dobraaa...masz gitarę?
- Po co ci?
- Do podegrania nam.
- Aaa...ummm...mam gitarę. Tam stoi. - wskazałam na gitarę na końcu pokoju. Justin wstał, podszedł do gitary, chwycił ją i wrócił do mnie.
- Zaczynamy? - zapytał
- Tak, zaczynaj.
- Okeej... - powiedział i zaczął grać, a ja się uśmiechnęłam -
You tell all the boys no,
Makes your feel good, yeah.
I konw you're out of my league,
But that won't scare me,
away oh no.
You've carried on so long,
You couldn''t stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautifiul?
Would let me see beneat you"re perfect?
Take it off now girl,
Take it off now girl,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Ale on ma śliczny głooos..." - pomyślałam - "kurde, kurde, kurde, teraz jaaa...na pewno mnie wyśmieje"
You let all the girls go,
Makes you feel good,
Don't it?
Behind your Brodway show,
I heard a voice say please don't hurt me.
You've carried on so long,
You couldn't stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautiful?Would let me see beneat you"re perfect?Take it off now boy,
Take it off now boy,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Yeeeey, wreszcie duet!" - haha, moje myśli
I'm gonna climb on top,
Your every tower,
I'm hold your hand and we'll jump right out.
Ja: We'll be fallin, fallin,
Razem: But that's okay.
On :I'll be right here,
I just wanna love.
Would you let me see beneath you're beautiful?
Would you let me see beneath you're perfect?
Razem: Take it off now girl/boy,
Take it off now girl/boy,
Cos I wanna see you say...
On: Would you let me see beneath you're beautifull tonight?
Razem: Oh tonight, we ain't perfect,
We ain't perfect.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
- Brawo, brawo. - zerwaliśmy się, a w drzwiach zobaczyliśmy moją matkę.
- Mamo, co ty tu robisz? - zapytałam - miało cię chyba nie być.
- Też się cieszę, że cię widzę - zaśmiała się, a my jej zawtórowaliśmy
- Witam. Justin. - wyciągnął do niej rękę
- Witam. Matka Katie. - uścisnęła jego rękę. - To było piękne. Pięknie grasz na gitarze i w ogóle bardzo dobrze się zgraliście.
- To racja, Justin ślicznie grał i pięknie śpiewał, a ja? Bleh!
- Nie gadaj głupot, Katie. Było ślicznie! - powiedział Justin
-Mój głos nie jest tak ładny, jak twój.
- Jest lepszy... - powiedział
- Nie, nie jest i nie kłóć się ze mną!
- Będę, bo kłamiesz!
- Nie, nie kłamię! - powiedziałam i uderzyłam go poduszką w ramię. On mi ją zabrał i zaczęła się wielka bitwa!
- Hahaha, przestań, ja mam nogę w gipsie!
- Sama zaczęłaś! - bawiliśmy się tak dobrze, że nawet nie zauważyliśmy jak moja mam wyszła z pokoju. Justin odłożył poduszki i zaczął mnie łaskotać. Niestety nie wiedział jeszcze, że nie mam łaskotek. Znaczy mam, ale tylko w jednym miejscu.
- Co ty robisz, Justin? - popatryłam na jego ręce, które znajdowały się na moich żebrach
- Nie masz łaskotek? - wysunął dolną wargę do przodu
- Może mam, może nie mam. A ty masz? - zapytałam i dźgnęłam go w żebra - ahaha, maaaasz! - przeciągnęłam i zaczęłam go łaskotać
- Przestaaań! - śmiał się
- Nie, nie przestanę!
- Ach tak? - powiedział i położył nade mną na łóżku, i położył ręce po obu moich stronach - i co teraz? - wymruczał
- Nie boję się ciebie...
- A teraz? - przybliżył twarz do mojej
- Haha, też nie.
- Jesteś tego pewna? - przybliżył się tak, że czułam jego oddech przy swoim uchu
- Tak, jestem pewna. - zaśmiał się, złożył pocałunek na mojej szyi i się odsunął
- Co chcesz robić?
- Nie wieem.
- Hahha, zaproponuj coś.
- Nie mam żadnego pomysłu.
- To może...hmmm...kino i później jakaś kolacja, czy coś? Oczywiście nie jako randka, czy coś. Po prostu zwykły wypad znajomych. Hę? Co ty na to?
- No może być. - wyszczerzyłam się
_______________________________________
Hue hue, mamy 4 rozdział!
Przepraszam, że tak długo to pisałam, ale akurat dzisiaj naszła mnie taka weena! *-*
Nawet ja uważam, że rozdział jest w miarę ciekawy. Co Wy na to?
Liczę na komentarze! :D
Pis joł! /Paulla
___________________________________________________
*Justin*
Wróciłem około 24 od Katie. Kurde, ta dziewczyna to ma farta. Haha, złamać palec, a jutro zapieprzać do szkoły. Spoko.
Po ogarnięciu się przed snem wczołgałem się zmęczony do łóżka i nastawiłem budzik na 7:00. Oczywiście wstanę pewnie około 7:40, ale to szczegół.
*RANO*
Budzik zaczął dzwonić punktualnie o 7:00, przestawiłem go na 7:30 i o równej 7:30 wstałem, a raczej zwlekłem się z łóżka w stronę łazienki. Po porannej toalecie postanowiłem wybrać jakieś ubrania. Stanąłem przed szafą z dylematem. W co się ubrać?! Po dłuższym namyśle wybrałem niebieskie spodnie z niskim krokiem, białą bokserkę, czarną bluzę i czarne supry. Chyba wyglądałem dosyć przyzwoicie. Podszedłem do lustra i ułożyłem włosy. Popatrzyłem na wyświetlacz mojego telefonu, który wskazywał godzinę 8:00. Miałem mało czasu. Zbiegłem więc po schodach do przedpokoju. Zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i wziąłem klucze do mojego samochodu. Odblokowałem pojazd i wsiadłem do środka, wsadziłem kluczyki do stacyjki po czym odpaliłem auto. Wyruszyłem z podjazdu z piskiem opon, tak, jak lubiłem. Haha, to jest to. Jechałem dość szybko po Katie, bo była 8:10, a za dziesięć minut powinienem być pod jej domem.
Punktualnie dwadzieścia po ósmej wjechałem na podjazd domu Katie. Dziewczyna jeszcze nie było, zdziwiło mnie to, bo to ona kazała mi przyjechać punktualnie. Zaparkowałem na podjeździe i zgasiłem samochód. Wysiadłem z niego i podszedłem do drzwi po czym zapukałem. Z kilka minut zobaczyłem Katie w wejściu.
- Witaaam. - przeciągnąłem z zadziornym uśmiechem, a ona się zarumieniła
- No cześć. - wyszczerzyła się ślicznie
- Gotowa? Możemy jechać?
- Emmm... tak właściwie to lekcje zaczynamy o 9:40...
- Hahaha, to po co miałem tu być o tak wcześnie.
- Bo jesteś mi potrzebny.
- Hę? W czym?
- W dotrzymaniu towarzystwa. - wyszczerzyła się
- Hahaha, skoro tak mówisz, to zgoda, zostanę.
- No ja myślę. Poza tym, pomyślałam, że skoro mam cię oprowadzać po szkole i tak dalej, to powinniśmy wiedzieć o sobie więcej, niż swoje imiona i to, że mój ojciec i twoja mama są razem. - zaproponowała
- Emm...no czemu nie. Ale może jak wejdziemy do środka?
- No taak. - uśmiechnęła się ukazując rządek białych zębów
Podeszliśmy do środka. Katie weszła do domu, a ja tuż za nią zamknąłem drzwi za nami. Katie zaczęła się krzywić...
- Co ci jest? - spojrzałem na nią zaniepokojony
- Nic, po prostu noga mnie strasznie boli.
- Może nie powinnaś iść dzisiaj do szkoły, co?
- Dam radę, spokojnie. Patrz... - wstała i zaczęła iść z kulami krzywiąc się jeszcze bardziej - nie, jednak nie dam rady.
- Może zostać z tobą? - zaproponowałem
- Nie, ty musisz iść do szkoły. Twoja matka nie wybaczyłaby mi tego, że nie poszedłeś tam.
- Katie, moja matka cię uwielbia, uwierz. Poza tym, po co mam iść do tej szkoły? Nie znam tam nikogo, nie wiem gdzie mam klasy, nie mam książek.
- No racja. - zachichotała uroczo. Kurde, niee...ona mi się podoba? Niee...nie możliwe!
- To co będziemy robić cały dzień?
- My? Ty serio chcesz zostać ze mną?
- No jasne, czemu nie? W końcu mieliśmy się poznawać, prawda?
- Aa, tak, prawda. - uśmiechnęła się - chcesz coś do picia?
- Jasne. - powiedziałem, a Katie wstała i poczłapała po szklanki i colę
- Proszę. - wręczyła mi z lekkim uśmiechem szklankę - wolisz iść do mnie, czy do salonu?
- Możemy iść do ciebie - powiedziałem, a ona westchnęła i skrzywiła się patrząc na schody.
- To będzie męczarnia, ale dam radę. - powiedziała i zaczęła iść w kierunku schodów
- Może cię zanieść? - zaproponowałem, a ona się do mnie odwróciła
- Nie, no coś ty. Już się mnie nadźwigałeś wczoraj. Dam radę. - powiedziała, a ja podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce
- Justin, serio, dałabym radę.
- Nie sądzę, skarbie.
*Katie*
On mnie nazwał swoim skarbem?! Nie no, to takie urocze. Hhaha. To miło z jego strony, że chciało mu się mnie nieść. Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Justin cały czas miał mnie na rękach, postawił mnie dopiero przy łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło
- Z co?
- Za to, że mnie tu wniosłeś.
- Aaa...umm...nie ma za co, zawsze do usług. - wyszczerzył się ślicznie
- Co będziemy robić? - zapytałam po chwili ciszy
- Nie wiem, co chcesz. Za dużego wyboru nie mamy. - zaśmiał się wskazując na mój gips
- Hha, no racje. - zaśmiałam się z nim
- No nie wiem, co możemy porobić? Możemy poopowiadać sobie o sobie.
- O, okej. To co chcesz o mnie wiedzieć?
- Emm...nie wiem...wszystko? - zachichotał i spojrzał na mnie
- Wszystkiego na pewno się nie dowiesz. - szturchnęłam go w ramię
- No okeej. - udał obrażonego
- Hahaha, wyglądasz jak małe dziecko. - zaśmiałam się złośliwie
- Hahaha, serio, dziecko? - spojrzał na mnie ze śmiechem
- Tak, dziecko. które nie dostało wymarzonej zabawki. - drażniłam się z nim
- Hahaha. Dobra, opowiadaj mi o sobie.
- No okeej. Więc, jestem Katie Willson, 6 marca będę miała pełne 17 lat, mam tylko 160 cm wzrostu, moi rodzice się rozwiedli gdy miałam 6 lat, moim najlepszym przyjacielem jest Alan i to chyba wszystko...a jeszcze jedno, nie mam chłopaka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam z jakim zaciekawienie patrzy na mnie teraz Justin - dobra, teraz ty. Opowiedz mi coś o sobie.
- Okeej. To jestem Justin Bieber, moje drugie imię to Drew, mam 18 lat, ale chodzę, do pierwszej liceum, bo byłem młody, głupi i nie chodziłem do szkoły. Mam 180 cm wzrostu. W tym mieście nie mam znajomych, no oprócz ciebie. Poprzednio mieszkałem w Kanadzie, ale przeprowadziłem się tu z rodzicami jakieś 2 lata temu. Moi rodzice nie są razem od ponad pół roku. Moja matka umawia się z twoim ojcem. Mam dwójkę rodzeństwa; Jazmyn - młodsza - starsza siostra i Jaxon - młodszy brat. Nie mam dziewczyny, bo według wszystkich jestem chujem bez serca. - popatrzył na mnie, a ja miałam szeroko otwarte oczy, tak z zaciekawienia - wybacz za to określenie, ale tak mnie prawie wszystkie nazwały.
- Nie no, spoko. Po prostu się zdziwiłam, że cię tak nazwały, bo wydajesz się być całkiem fajny. - moje policzki pokryły się rumieńcem, a on zachichotał
- Powiedzieć ci coś głupiego? - zaproponował szatyn
- Haha, no dawaj.- wyszczerzyłam się
- Uwielbiam, jak dziewczyna się rumieni. - powiedział, a moje policzki zróżowiały jeszcze bardziej - haha, tak, jak ty teraz. - uśmiechnął się chyba najśliczniej jak potrafił.
- No nie, weź, mnie wkurza, jak się rumienię, bo wtedy mam takie okropne, czerwone policzki. - skrzywiłam się
- Nie, nie są okropne, są urocze.
- Nie, one są okropne. - droczyłam się z nim
- Urocze.
- Okropne!
- Urooocze. - przeciągnął
- Okrooopnee. - zrobiłam to samo
- Nie kłóć się ze mną, skarbie. - skrzywiłam się z uśmiechem - coś się stało? Twoja mina była dość dziwna.
- Nie...znaczy, bo...już drugi raz nazwałeś mnie skarbem.
- Haha, no racja. Przeszkadza ci to? - podrapał się niezręcznie po szyi
- Emmm...chyba nie... - uśmiechnęłam się, a moje policzki pokryły się znów rumieńcem. Szybko zakryłam je rękoma.
- Co ty robisz? - zapytał Justin i zdjął mi ręce z policzków po czym się uśmiechnął - znów się rumienisz. Czy to ja na ciebie tak wpływam? - poruszył zabawnie brwiami
- Hahah, nie. - udałam poważną
- Jasne, jasne. - myślał, że tego nie słyszałam
- Słyszałam to. - szturchnęłam go w ramię
- Hahaha, ale co? - udawał idiotę
- Niee, nic. - wystawiłam mu język. - to co robimy?
- Nie wiem, a co chcesz?
- Też nie wiem, wiemy o sobie już chyba wszystko.
- W sumie to nie powiedziałem ci jednego.
- A mianowicie?
- Gram na gitarze, tworzę piosenki i trochę śpiewam.
- Łoooo... ja ci nie powiedziałam, że amatorsko śpiewam.
- Serio? Zaśpiewaj mi coś.
- Nie, wolę nie.
- No prooooszę. - wręcz błagał
- Nie, Justin, nie zaśpiewam. - powiedziałam, a on wstał z łóżka i klęknął przede mną.
- Będę robił z siebie idiotę dopóki mi nie zaśpiewasz. - powiedział i zaczął błagać
- Ughhh...dobra...zaśpiewam, ale ty śpiewasz ze mną. - powiedziałam, a on się uśmiechnął po czym skrzywił, wstał i pocałował mnie w policzek. - a to za co? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem
- Za to, że nie muszę już robić z siebie idioty i za to, że zgodziłaś się mi zaśpiewać.
- Co mam ci zaśpiewać?
- Znasz piosenkę "Beneath youf beautiful" ?
- Pewnie, że znam!
- To śpiewaj.
- Emmm...miałeś ze mną śpiewać, więc zaczynasz. - wyszczerzyłam się
- No dobraaa...masz gitarę?
- Po co ci?
- Do podegrania nam.
- Aaa...ummm...mam gitarę. Tam stoi. - wskazałam na gitarę na końcu pokoju. Justin wstał, podszedł do gitary, chwycił ją i wrócił do mnie.
- Zaczynamy? - zapytał
- Tak, zaczynaj.
- Okeej... - powiedział i zaczął grać, a ja się uśmiechnęłam -
You tell all the boys no,
Makes your feel good, yeah.
I konw you're out of my league,
But that won't scare me,
away oh no.
You've carried on so long,
You couldn''t stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautifiul?
Would let me see beneat you"re perfect?
Take it off now girl,
Take it off now girl,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Ale on ma śliczny głooos..." - pomyślałam - "kurde, kurde, kurde, teraz jaaa...na pewno mnie wyśmieje"
You let all the girls go,
Makes you feel good,
Don't it?
Behind your Brodway show,
I heard a voice say please don't hurt me.
You've carried on so long,
You couldn't stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautiful?Would let me see beneat you"re perfect?Take it off now boy,
Take it off now boy,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Yeeeey, wreszcie duet!" - haha, moje myśli
I'm gonna climb on top,
Your every tower,
I'm hold your hand and we'll jump right out.
Ja: We'll be fallin, fallin,
Razem: But that's okay.
On :I'll be right here,
I just wanna love.
Would you let me see beneath you're beautiful?
Would you let me see beneath you're perfect?
Razem: Take it off now girl/boy,
Take it off now girl/boy,
Cos I wanna see you say...
On: Would you let me see beneath you're beautifull tonight?
Razem: Oh tonight, we ain't perfect,
We ain't perfect.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
- Brawo, brawo. - zerwaliśmy się, a w drzwiach zobaczyliśmy moją matkę.
- Mamo, co ty tu robisz? - zapytałam - miało cię chyba nie być.
- Też się cieszę, że cię widzę - zaśmiała się, a my jej zawtórowaliśmy
- Witam. Justin. - wyciągnął do niej rękę
- Witam. Matka Katie. - uścisnęła jego rękę. - To było piękne. Pięknie grasz na gitarze i w ogóle bardzo dobrze się zgraliście.
- To racja, Justin ślicznie grał i pięknie śpiewał, a ja? Bleh!
- Nie gadaj głupot, Katie. Było ślicznie! - powiedział Justin
-Mój głos nie jest tak ładny, jak twój.
- Jest lepszy... - powiedział
- Nie, nie jest i nie kłóć się ze mną!
- Będę, bo kłamiesz!
- Nie, nie kłamię! - powiedziałam i uderzyłam go poduszką w ramię. On mi ją zabrał i zaczęła się wielka bitwa!
- Hahaha, przestań, ja mam nogę w gipsie!
- Sama zaczęłaś! - bawiliśmy się tak dobrze, że nawet nie zauważyliśmy jak moja mam wyszła z pokoju. Justin odłożył poduszki i zaczął mnie łaskotać. Niestety nie wiedział jeszcze, że nie mam łaskotek. Znaczy mam, ale tylko w jednym miejscu.
- Co ty robisz, Justin? - popatryłam na jego ręce, które znajdowały się na moich żebrach
- Nie masz łaskotek? - wysunął dolną wargę do przodu
- Może mam, może nie mam. A ty masz? - zapytałam i dźgnęłam go w żebra - ahaha, maaaasz! - przeciągnęłam i zaczęłam go łaskotać
- Przestaaań! - śmiał się
- Nie, nie przestanę!
- Ach tak? - powiedział i położył nade mną na łóżku, i położył ręce po obu moich stronach - i co teraz? - wymruczał
- Nie boję się ciebie...
- A teraz? - przybliżył twarz do mojej
- Haha, też nie.
- Jesteś tego pewna? - przybliżył się tak, że czułam jego oddech przy swoim uchu
- Tak, jestem pewna. - zaśmiał się, złożył pocałunek na mojej szyi i się odsunął
- Co chcesz robić?
- Nie wieem.
- Hahha, zaproponuj coś.
- Nie mam żadnego pomysłu.
- To może...hmmm...kino i później jakaś kolacja, czy coś? Oczywiście nie jako randka, czy coś. Po prostu zwykły wypad znajomych. Hę? Co ty na to?
- No może być. - wyszczerzyłam się
_______________________________________
Hue hue, mamy 4 rozdział!
Przepraszam, że tak długo to pisałam, ale akurat dzisiaj naszła mnie taka weena! *-*
Nawet ja uważam, że rozdział jest w miarę ciekawy. Co Wy na to?
Liczę na komentarze! :D
Pis joł! /Paulla
sobota, 13 kwietnia 2013
Rozdział trzeci
- No tak, wiem coś o rozbitej rodzinie. - powiedziałam i spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła słona łza, którą zaraz wytarłam.
_________________________________
- Ej, mała, nie płacz. - przytulił mnie mocno do siebie tata
- Jest dobrze, na prawdę. Nic mi nie jest. Hahah. - uśmiechnęłam się i lekko zachichotałam.
Razem z ojcem siedziałam już tu około 15 minut i tak rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nagle sobie o czymś przypomniałam:
- Emm...tato, chyba miałeś do mnie... - nie dokończyłam, bo przeszkodziło mi pukanie do drzwi. To Pattie.
- Cześć wam. O czym to tak rozprawiacie? - powiedziała ciepło kobieta i się uśmiechnęła, a ja to odwzajemniłam.
- Cześć, Pattie. O wszyystkim. - zaśmiał się tata
- Dokładnie, o wszystkim. - zawtórowałam mu
- Peter, możesz zostawić mnie i małą na chwilę same? Muszę z nią chwilkę porozmawiać. - byłam mega zdziwiona.
- Tak, jasne. - powiedział szybko ojciec i wyszedł, a ja zostałam sam na sam z Pattie
- Słuchaj... - zaczęła kobieta - wiem, że za mną nie przepadasz, tylko nie wiem czemu tak jest. Wiem, że raczej nie będziesz chciała nic dla mnie zrobić, ale jednak spróbuję, mogę cię o coś poprosić? - spojrzała na mnie z zatroskaniem w oczach
- To nie jest tak, że ja cię nie lubię...może tak sądziłam, ale teraz jak na to patrzę, to nie mam podstaw, bo cię nie znałam, nadal cię w sumie nie znam...ale postaram się, żeby ta nasza znajomość nie była taka, że kochamy się, bo ty jesteś z moim tatą, a ja muszę cię zaakceptować...wiedziałam, że tata sobie kogoś znajdzie, nie wiem...może po prostu nie byłam gotowa na kogoś nowego, bo ty pojawiłaś się tak nagle, ale jeżeli tata jest szczęśliwy, to ja także. - widziałam w jej oczach...łzy?! Mam nadzieję, że szczęścia, czy zachwytu!
- Przepraszam... - popłynęła jej łza, którą wytarła i się uśmiechnęła - nie mogę uwierzyć, że jesteś tak młoda, a tak dojrzała. - uśmiechnęła się bardzo szeroko i mnie do siebie przytuliła. Kiedy mnie wypuściła z objęć, postanowiłam zapytać o co jej chodziło z tą prośbą...:
- Więc...o co chciałaś prosić?
- A tak...bo wiesz, Justin jest tu kompletnie nowy, nikogo nie zna... - nie, ona chciała mnie o to prosić?! NIEE! - mogłabyś go oprowadzić po szkole, zapoznać go z tutejszymi dzieciakami? - a jednak!!!NO NIEEE!! W jej oczach widziałam iskierki nadziei. Mi momentalnie opadły ramiona. Że co ja mam zrobić?! Już przy stole się przekonałam, że ten chłopak mnie nienawidzi! A teraz mam go oprowadzać?!
- Emmm...wiesz, nie chcę nic mówić, ale z takim nastawieniem, z jakim on zwraca się do ludzi, to raczej będzie trudno. Już przy stole przekonałam się, że on mnie nie lubi i nie wiem czy to dobry pomysł, żebym ja go oprowadzała.
- Katie, proszę...nie mam kogo innego, żeby go o to poprosić. On nie jest złym chłopakiem, jest cudowny, tylko jest po prostu na mnie wściekły... - widziałam, że ją to boli. Nic dziwnego, żaden rodzic chyba nie chciałby być znienawidzony przez własne dziecko, prawda?
- Ja rozumiem, że nie macie nikogo innego, że nikogo nie znacie, ale... - nie dokończyłam mojej "myśli" bo brunetka mi przerwała
- Justiin, możesz przyjść do nas na górę?! - krzyknęła kobieta do drzwi, a zaraz słychać było kroki na schodach...drzwi się otworzyły, a w wejściu zobaczyłam Justina
- Tak, mamo?
- Usiądź... - wskazała gestem ręki na fotel stojący naprzeciwko kanapy, na której siedziałyśmy. Moim zdziwieniem było, że on to zrobił.
- Słucham? - powiedział chyba trochę sfrustrowany całą tą sytuacją
- Justin, wiem, że mnie nienawidzisz za to, że nie ma przy nas twojego ojca, a ja teraz jestem z Peterem, ale wysłuchaj mnie, okej?
- Mhhmm... - nie wierzę! Pattie mówi mu takie coś, a on tylko "Mhm"?! Ughh...
- Dobrze wiesz, że nie znamy tu nikogo, dobrze wiesz, że idziesz jutro do nowej szkoły...
- Do sedna, mamo... - warknął chłopak, a ja się mu przyglądałam, chyba to zauważył, bo popatrzył na mnie z tajemniczym uśmieszkiem. Czemu tacy chłopcy jak on są aż tacy interesujący?! No czemu?!
- Spokojnie, Justin. Twoja mam stara się znaleźć po prostu dobre słowa, żeby ci to powiedzieć i cię nie wkurzyć... - kiedy to powiedziałam Pattie dziwnie na mnie spojrzała. Tak, jakbym powiedziała jakąś rzecz, której ona się bała mu powiedzieć. Justin, tylko na mnie spojrzał, nie widziałam już na jego twarzy uśmiechu. Teraz gościło tam ostre wkurwienie. Hahaha, jestem z siebie normalnie dumna!
- Nie odzywaj się, mała szm...
- Justin!! - skarciła go Pattie
- Co?! Jak będzie mnie tak wkur...wkurzała, to się nie dziw! - powiedział, a raczej wykrzyczał Justin
- Przepraszam, mogę coś wtrącić? - powiedziałam zwracając na siebie uwagę chłopaka. Pattie dała mi znak ręką na pozwolenie
- Okej, więc... - wstałam powoli zbliżając się do Justina - masz racje, jestem wkurzająca, jestem szmatą - w tym momencie popatrzyłam na Pattie, która wpatrywała się tej całej sytuacji - jestem suką...
- Katie, stop, przestań tak mówić... - prosiła (?) kobieta
- Nie, muszę to powiedzieć... - Pattie tylko pokiwała głową i wsłuchiwała się w to, co mówiłam - więc, myślisz chłopcze, że przezwiska mnie ruszą? Nie wiesz o mnie niczego, znasz mnie od jakichś 2 godzin i spoko, masz rację znasz mnie odpowiednio długo, żeby nazwać mnie szmatą!
- Po pierwsze, nie wiesz z kim zaczynasz. Po drugie, nie przezwałem cię, bo mama mi na to nie pozwoliła, więc w czym problem? - wzruszył ramionami z uśmieszkiem satysfakcji
- Haha - zaśmiałam się ironicznie - nie wiem z kim zadzieram? Haha. - pokręciłam głową ze śmiechem - co? Jesteś kryminalistą? Mam się ciebie bać? - brnęłam w to dalej
- Oj zdziwiłabyś się...
- Taaa, mhm...jasne...
- Ejj, dzieciaki? Skończyliście? - zapytała Pattie odrywając nas od sprzeczki
- Właściwie, to tak. - uśmiechnęłam się, popatrzyłam na Justina i wróciłam na swoje miejsce
- A to, co chciałaś tak bardzo mi powiedzieć, to? - zapytał z frustracją w głosie syn Pattie
- No więc, wiesz już, że nikogo tu nie znamy i , że jutro idziesz do nowej szkoły...wiec, przedstawiam ci twojego przewodnika po nowej szkole... - wskazała dłonią na mnie, a chłopak się UŚMIECHNĄŁ?!
- No więc, witaj mój GPS ' ie... - uśmiechnął się łobuzersko Justin i wyciągnął do mnie rękę
- Ughh...witaj... - przywitałam się z nim po raz drugi tego dnia
Siedzieliśmy jeszcze tak trochę gadając o różnych rzeczach. Po paru minutach dołączył do nas tata.
Popatrzyłam na zegarek w telefonie, była 19:36.
- Ouu...jak ten czas szybko leci. Ja już będę się zbierać. - uśmiechnęłam się do wszystkich ciepło i ruszyłam się z miejsca.
- Odwiozę cię. - zerwał się Justin
- Emm...nie musisz, tata może mnie odwieźć... - wskazałam na tatę palcem
- Ja cię odwiozę. I tak muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, bo jutro po ciebie przyjadę przed szkołą.
- No dobra. - wzruszyłam ramionami
Zeszłam z Justinem na dół, a tata i Pattie zostali na górze. Weszliśmy do przedpokoju i zaczęliśmy się ubierać. Justin chyba zobaczył mój brzuch kiedy zakładałam kurtkę, po przygryzł wargę.
- Emmm...czemu się tak na mnie patrzysz? - spytałam zdziwiona
- Patrzę się na twoją sylwetkę, jesteś strasznie chuda i drobna...
- W porównaniu do ciebie. - zaśmialiśmy się
- Sugerujesz, że jestem gruby? - podniósł pytająco lewą brew
- Nie, chodziło o to, że jestem drobna, a ty raczej nie.
- Możliwe. - wzruszył ramionami Justin.
Wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się do jego samochodu. Justin go odblokował i otworzył przede mną drzwi. To, jak w tym momencie na niego spojrzałam, było co najmniej dziwne. Chłopak zachichotał. Wsiadłam, a Justin zamknął moje drzwi i kierował się w stronę swoich. Wsiadł, odpalił silnik i zapiął pasy.
Ogarnęła nas niezręczna cisza. Zaczęłam bawić się palcami i niezręcznie kręciłam się w siedzeniu. Justin chyba zauważył, że czuję się niezręcznie, bo zaczął rozmowę..:
- Słuchaj... - popatrzyłam na niego i zmarszczyłam brwi ciekawa tego, co miał zamiar mi powiedzieć - to nie jest tak, że ja chciałem cię wtedy obrazić wyzywając cię od szmat... - spojrzał mi w oczy, ale zaraz zabrał wzrok i skierował go na drogę - po prostu przezwiskami i biciem tak jakby daję upust moim emocjom. Więc, przepraszam za to, jak cię nazwałem.
- Justin, wiesz, ja mam to gdzieś, że chciałeś mnie przezwać. Bardziej zasmuciło mnie to, że znasz mnie od kilku godzin, a chciałeś nazwać mnie szmatą. Rozumiesz?
- Tak, rozumiem i wiem, że nie powinienem tak robić, ale nie kontroluję tego. - pokiwałam głową i popatrzyłam za okno
- Teraz skręć w lewo. - instruowałam chłopaka. Posłusznie skręcił w drogę.
- Gdzie teraz? - wyszczerzył się Justin
- Tam jest już mój dom. - wskazałam gestem ręki na budynek i uśmiechnęłam się
- Okeeej... - wjechał na podjazd i zgasił silnik. Odpięłam pasy i nie wiedziałam co mam dalej robić, wysiąść, czy zostać?
- Umm...dzięki za podwiezienie...
- Nie ma za co. O której jutro po ciebie przyjechać?
- Emmm...zapomniałam o której zaczynam lekcje... jaka ja jestem głupia. - zrobiłam "facepalm"
- Hahah, nie jesteś głupia. Po prostu nie znasz swojego planu na pamięć i już. - wzruszył ramionami Justin
- To może wejdziesz do środka i ci powiem? - czy ja to właśnie powiedziałam? Nie wierzę.
- Okej. - pokazał swoje białe zęby chłopak
Wysiedliśmy w tym samym czasie z samochodu. Szatyn go zablokował i ruszył za mną. Wyjęłam z kieszeni kurtki klucze i otworzyłam dom. Weszłam do środka, a za mną Justin i zamknął za nami drzwi. Ściągnęłam kurtkę i balerinki, Justin zrobił to samo, oczywiście nie miał balerinek, tylko czarne supry. Weszliśmy w głąb domu, zapaliłam światło i weszłam do kuchni.
- Chcesz coś do picia? - zaoferowałam chłopakowi
- Nie, dzięki. - odpowiedział grzecznie
- Czekaj, polecę po plan na górę i zaraz wrócę.
- Okej, czekam. - zaśmialiśmy się razem.
Wbiegłam po schodach na górę. Było ciemno, a ja nie zapaliłam światła. Na moje nieszczęście walnęłam małym palcem o róg komody stojącej na korytarzu. Usłyszałam trzaśnięcie. No nie, jeszcze tego brakowało, żebym złamała sobie palec!
- Ałaa! Kurr...- krzyknęłam i zaczęłam skakać na jednej nodze.
- Katie, wszystko gra? - usłyszałam z dołu Justina
- Nie! - warknęłam i usiadłam na podłodze. Usłyszałam kroki na schodach. Justin zapalił światło i usiadł obok mnie.
- Co ci się stało? - powiedział zatroskanym głosem
- Walnęłam się o ten pieprzony róg tej pieprzonej komody! - zwijałam się z bólu
- Możesz wstać? Normalnie chodzić? - zapytał i pomógł i mi wstać. Niestety nie udało mi się. Ból był zbyt mocny.
- Jak widać, nie mogę. - Justin uklęknął obok mnie i chciał mnie podnieść
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona
- Podnoszę cię i zabieram do szpitala, chyba nie myślisz, że zostawię cię ze złamanym palcem!
- No nie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka. Justin mnie podniósł i zaczął iść w kierunku schodów. Było mu niewygodnie, więc owinęłam ręką jego kark. Zeszliśmy po schodach do przedpokoju. Justin mnie postawił i założył mi kurtkę i buta. Sam założył tylko buty.
- A kurtka?
- Spokojnie, przecież muszę cię odwieźć później. - uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową. Chłopak znów mnie podniósł i niósł w stronę samochodu. Postawił mnie przy samochodzie, odblokował go, otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Ruszył z podjazdu kierując się do pobliskiego szpitala, ja w tym czasie napisałam do mamy:
" Hej, mamo. Chyba złamałam palec x.x Justin, syn Pattie, właśnie wiezie mnie do szpitala. Nie masz się czym martwić, dotrę cała i zdrowa do domu. ;)" Po kilku minutach otrzymałam odpowiedź:
"Boże co Ci się stało?! To dobrze, że przynajmniej ten chłopak jest z Tobą. Ja nie wrócę na noc do domu. Jak wrócisz ze szpitala to napisz, lub zadzwoń do mnie." Przeczytałam wiadomość od mamy i wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni. Nie chciało mi się już jej odpisywać. Ból palca znowu powrócił, więc zaczęłam zaciskać powieki i szczękę. Justin chyba to zauważył, bo spojrzał na mnie.
- Spokojnie, zaraz będziemy, wytrzymaj. - powiedział z troską w głosie. Proszę, proszę...kto by pomyślał, że ten chłopak może być aż tak łagodny i kochany? Bo ja na pewno nie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Justin pomógł mi wysiąść i zaprowadził mnie do budynku. Podeszliśmy do recepcji. Miła recepcjonistka pokierowała nas tak, gdzie trzeba. Nadeszła moja kolej, mogłam wejść do środka. Justin oczywiście wszedł ze mną. Przywitał nas uśmiechnięty lekarz w średnim wieku. Justin pomógł mi zdjąć kurtkę i usiąść. Lekarz zaczął wypytywać jak do tego doszło i oglądał moją nogę. Skończyło się na tym, że od teraz mam gips. Jeeej, nie będę musiała się męczyć z trenerką na w-f ' ie! Jedyny pozytyw tego zajścia!
Wyszliśmy z budynku i kierowaliśmy się do samochodu. Wsiedliśmy, a Justin ruszył w stronę mojego domu. Byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do środka. Zaproponowałam Justinowi coś do picia. Nalałam do szklanek coli i razem weszliśmy po schodach do mojego pokoju.
- To powiesz mi o której mam po ciebie w końcu przyjechać? - powiedział śmiejąc się szatyn
- Aaa...tak, jasne.. - wstałam z łóżka i doczołgałam się do biurka gdzie leżał mój plan lekcji - emm...przyjedź o ósmej dwadzieścia.
- Okeej. To ja będę się zbierał. - powiedział i wstał z miejsca
- Spoko. Odprowadzę cię. Hahah. - zaśmialiśmy się
- Czyli wydostanie stąd trochę mi zajmie. - zachichotał Justin, a ja przymrużyłam oczy
Zeszliśmy na dół. Staliśmy w przedpokoju, Justin się ubierał. Poprawiał założoną idealnie kurtkę.
- Dziękuję. - powiedziałam po cichu
- Za co?
- Za to, że byłeś w moim domu, za męczenie się ze mną, za zabranie mnie do szpitala.
- Nie ma za co. Zawsze do usług. - powiedział i mnie do siebie przytulił, ale zaraz mnie puścił i zrobił niezręczną minę. - ja...ummm...przepraszam za to. - dodał po chwili
- Nie no, nie masz za co. W sumie to ja jako podziękowanie powinnam to zrobić, nie ty. - powiedziałam rumieniąc się, a Justin przygryzł wargę. Nie mówię już jak bardzo pociągająco wyglądał gdy to robił.
- To może ja już serio pójdę. Pa, Katie, Do jutra. - wyszczerzył się Justin
- Okej, do jutra. - zrobiłam to samo.
Chłopak wyszedł, a ja mu jeszcze pomachałam na pożegnanie. Weszłam na górę i spakowałam się do szkoły. Po wzięciu prysznica przebrałam się w piżamę i rozczesałam włosy. Weszłam do pokoju i wślizgnęłam się do łóżka. Zerknęłam na telefon, była 23:40, nastawiłam budzik na 7:20 i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
________________________________________
Pis joł! Jak tam? Na początek kilka spraw:
1. Dodałabym wcześniej ten rozdział, ale nie miałam internetu ponad tydzień.
2. Rozdziały będę dodawała nieregularnie, bo nie potrafiłabym regularnie.
3. Na razie nie będę wprowadzała zasady typu: x komentarzy - któryś tam rozdział, chyba, że będę przy 10 rozdziale, a wgl nie będzie komentarzy.
4. Jestem zadowolona z tych 150 odwiedzin, chociaż to nie jest dużo. ;*
5. Jestem teraz trochę nierozgarnięta, bo w sierpniu jest koncert Justina!! <3 <3 ;3 ;3
6. Kooocham moich czytelników.
7. Mam nadzieję, że pasuje Wam sposób w jaki piszę bloga.
8. Przyjmuję krytykę.
9. Hejty mile widziane!
Kontakt:
Ask
Twitter
Do następnego! ;* / Paulla
_________________________________
- Ej, mała, nie płacz. - przytulił mnie mocno do siebie tata
- Jest dobrze, na prawdę. Nic mi nie jest. Hahah. - uśmiechnęłam się i lekko zachichotałam.
Razem z ojcem siedziałam już tu około 15 minut i tak rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nagle sobie o czymś przypomniałam:
- Emm...tato, chyba miałeś do mnie... - nie dokończyłam, bo przeszkodziło mi pukanie do drzwi. To Pattie.
- Cześć wam. O czym to tak rozprawiacie? - powiedziała ciepło kobieta i się uśmiechnęła, a ja to odwzajemniłam.
- Cześć, Pattie. O wszyystkim. - zaśmiał się tata
- Dokładnie, o wszystkim. - zawtórowałam mu
- Peter, możesz zostawić mnie i małą na chwilę same? Muszę z nią chwilkę porozmawiać. - byłam mega zdziwiona.
- Tak, jasne. - powiedział szybko ojciec i wyszedł, a ja zostałam sam na sam z Pattie
- Słuchaj... - zaczęła kobieta - wiem, że za mną nie przepadasz, tylko nie wiem czemu tak jest. Wiem, że raczej nie będziesz chciała nic dla mnie zrobić, ale jednak spróbuję, mogę cię o coś poprosić? - spojrzała na mnie z zatroskaniem w oczach
- To nie jest tak, że ja cię nie lubię...może tak sądziłam, ale teraz jak na to patrzę, to nie mam podstaw, bo cię nie znałam, nadal cię w sumie nie znam...ale postaram się, żeby ta nasza znajomość nie była taka, że kochamy się, bo ty jesteś z moim tatą, a ja muszę cię zaakceptować...wiedziałam, że tata sobie kogoś znajdzie, nie wiem...może po prostu nie byłam gotowa na kogoś nowego, bo ty pojawiłaś się tak nagle, ale jeżeli tata jest szczęśliwy, to ja także. - widziałam w jej oczach...łzy?! Mam nadzieję, że szczęścia, czy zachwytu!
- Przepraszam... - popłynęła jej łza, którą wytarła i się uśmiechnęła - nie mogę uwierzyć, że jesteś tak młoda, a tak dojrzała. - uśmiechnęła się bardzo szeroko i mnie do siebie przytuliła. Kiedy mnie wypuściła z objęć, postanowiłam zapytać o co jej chodziło z tą prośbą...:
- Więc...o co chciałaś prosić?
- A tak...bo wiesz, Justin jest tu kompletnie nowy, nikogo nie zna... - nie, ona chciała mnie o to prosić?! NIEE! - mogłabyś go oprowadzić po szkole, zapoznać go z tutejszymi dzieciakami? - a jednak!!!NO NIEEE!! W jej oczach widziałam iskierki nadziei. Mi momentalnie opadły ramiona. Że co ja mam zrobić?! Już przy stole się przekonałam, że ten chłopak mnie nienawidzi! A teraz mam go oprowadzać?!
- Emmm...wiesz, nie chcę nic mówić, ale z takim nastawieniem, z jakim on zwraca się do ludzi, to raczej będzie trudno. Już przy stole przekonałam się, że on mnie nie lubi i nie wiem czy to dobry pomysł, żebym ja go oprowadzała.
- Katie, proszę...nie mam kogo innego, żeby go o to poprosić. On nie jest złym chłopakiem, jest cudowny, tylko jest po prostu na mnie wściekły... - widziałam, że ją to boli. Nic dziwnego, żaden rodzic chyba nie chciałby być znienawidzony przez własne dziecko, prawda?
- Ja rozumiem, że nie macie nikogo innego, że nikogo nie znacie, ale... - nie dokończyłam mojej "myśli" bo brunetka mi przerwała
- Justiin, możesz przyjść do nas na górę?! - krzyknęła kobieta do drzwi, a zaraz słychać było kroki na schodach...drzwi się otworzyły, a w wejściu zobaczyłam Justina
- Tak, mamo?
- Usiądź... - wskazała gestem ręki na fotel stojący naprzeciwko kanapy, na której siedziałyśmy. Moim zdziwieniem było, że on to zrobił.
- Słucham? - powiedział chyba trochę sfrustrowany całą tą sytuacją
- Justin, wiem, że mnie nienawidzisz za to, że nie ma przy nas twojego ojca, a ja teraz jestem z Peterem, ale wysłuchaj mnie, okej?
- Mhhmm... - nie wierzę! Pattie mówi mu takie coś, a on tylko "Mhm"?! Ughh...
- Dobrze wiesz, że nie znamy tu nikogo, dobrze wiesz, że idziesz jutro do nowej szkoły...
- Do sedna, mamo... - warknął chłopak, a ja się mu przyglądałam, chyba to zauważył, bo popatrzył na mnie z tajemniczym uśmieszkiem. Czemu tacy chłopcy jak on są aż tacy interesujący?! No czemu?!
- Spokojnie, Justin. Twoja mam stara się znaleźć po prostu dobre słowa, żeby ci to powiedzieć i cię nie wkurzyć... - kiedy to powiedziałam Pattie dziwnie na mnie spojrzała. Tak, jakbym powiedziała jakąś rzecz, której ona się bała mu powiedzieć. Justin, tylko na mnie spojrzał, nie widziałam już na jego twarzy uśmiechu. Teraz gościło tam ostre wkurwienie. Hahaha, jestem z siebie normalnie dumna!
- Nie odzywaj się, mała szm...
- Justin!! - skarciła go Pattie
- Co?! Jak będzie mnie tak wkur...wkurzała, to się nie dziw! - powiedział, a raczej wykrzyczał Justin
- Przepraszam, mogę coś wtrącić? - powiedziałam zwracając na siebie uwagę chłopaka. Pattie dała mi znak ręką na pozwolenie
- Okej, więc... - wstałam powoli zbliżając się do Justina - masz racje, jestem wkurzająca, jestem szmatą - w tym momencie popatrzyłam na Pattie, która wpatrywała się tej całej sytuacji - jestem suką...
- Katie, stop, przestań tak mówić... - prosiła (?) kobieta
- Nie, muszę to powiedzieć... - Pattie tylko pokiwała głową i wsłuchiwała się w to, co mówiłam - więc, myślisz chłopcze, że przezwiska mnie ruszą? Nie wiesz o mnie niczego, znasz mnie od jakichś 2 godzin i spoko, masz rację znasz mnie odpowiednio długo, żeby nazwać mnie szmatą!
- Po pierwsze, nie wiesz z kim zaczynasz. Po drugie, nie przezwałem cię, bo mama mi na to nie pozwoliła, więc w czym problem? - wzruszył ramionami z uśmieszkiem satysfakcji
- Haha - zaśmiałam się ironicznie - nie wiem z kim zadzieram? Haha. - pokręciłam głową ze śmiechem - co? Jesteś kryminalistą? Mam się ciebie bać? - brnęłam w to dalej
- Oj zdziwiłabyś się...
- Taaa, mhm...jasne...
- Ejj, dzieciaki? Skończyliście? - zapytała Pattie odrywając nas od sprzeczki
- Właściwie, to tak. - uśmiechnęłam się, popatrzyłam na Justina i wróciłam na swoje miejsce
- A to, co chciałaś tak bardzo mi powiedzieć, to? - zapytał z frustracją w głosie syn Pattie
- No więc, wiesz już, że nikogo tu nie znamy i , że jutro idziesz do nowej szkoły...wiec, przedstawiam ci twojego przewodnika po nowej szkole... - wskazała dłonią na mnie, a chłopak się UŚMIECHNĄŁ?!
- No więc, witaj mój GPS ' ie... - uśmiechnął się łobuzersko Justin i wyciągnął do mnie rękę
- Ughh...witaj... - przywitałam się z nim po raz drugi tego dnia
Siedzieliśmy jeszcze tak trochę gadając o różnych rzeczach. Po paru minutach dołączył do nas tata.
Popatrzyłam na zegarek w telefonie, była 19:36.
- Ouu...jak ten czas szybko leci. Ja już będę się zbierać. - uśmiechnęłam się do wszystkich ciepło i ruszyłam się z miejsca.
- Odwiozę cię. - zerwał się Justin
- Emm...nie musisz, tata może mnie odwieźć... - wskazałam na tatę palcem
- Ja cię odwiozę. I tak muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, bo jutro po ciebie przyjadę przed szkołą.
- No dobra. - wzruszyłam ramionami
Zeszłam z Justinem na dół, a tata i Pattie zostali na górze. Weszliśmy do przedpokoju i zaczęliśmy się ubierać. Justin chyba zobaczył mój brzuch kiedy zakładałam kurtkę, po przygryzł wargę.
- Emmm...czemu się tak na mnie patrzysz? - spytałam zdziwiona
- Patrzę się na twoją sylwetkę, jesteś strasznie chuda i drobna...
- W porównaniu do ciebie. - zaśmialiśmy się
- Sugerujesz, że jestem gruby? - podniósł pytająco lewą brew
- Nie, chodziło o to, że jestem drobna, a ty raczej nie.
- Możliwe. - wzruszył ramionami Justin.
Wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się do jego samochodu. Justin go odblokował i otworzył przede mną drzwi. To, jak w tym momencie na niego spojrzałam, było co najmniej dziwne. Chłopak zachichotał. Wsiadłam, a Justin zamknął moje drzwi i kierował się w stronę swoich. Wsiadł, odpalił silnik i zapiął pasy.
Ogarnęła nas niezręczna cisza. Zaczęłam bawić się palcami i niezręcznie kręciłam się w siedzeniu. Justin chyba zauważył, że czuję się niezręcznie, bo zaczął rozmowę..:
- Słuchaj... - popatrzyłam na niego i zmarszczyłam brwi ciekawa tego, co miał zamiar mi powiedzieć - to nie jest tak, że ja chciałem cię wtedy obrazić wyzywając cię od szmat... - spojrzał mi w oczy, ale zaraz zabrał wzrok i skierował go na drogę - po prostu przezwiskami i biciem tak jakby daję upust moim emocjom. Więc, przepraszam za to, jak cię nazwałem.
- Justin, wiesz, ja mam to gdzieś, że chciałeś mnie przezwać. Bardziej zasmuciło mnie to, że znasz mnie od kilku godzin, a chciałeś nazwać mnie szmatą. Rozumiesz?
- Tak, rozumiem i wiem, że nie powinienem tak robić, ale nie kontroluję tego. - pokiwałam głową i popatrzyłam za okno
- Teraz skręć w lewo. - instruowałam chłopaka. Posłusznie skręcił w drogę.
- Gdzie teraz? - wyszczerzył się Justin
- Tam jest już mój dom. - wskazałam gestem ręki na budynek i uśmiechnęłam się
- Okeeej... - wjechał na podjazd i zgasił silnik. Odpięłam pasy i nie wiedziałam co mam dalej robić, wysiąść, czy zostać?
- Umm...dzięki za podwiezienie...
- Nie ma za co. O której jutro po ciebie przyjechać?
- Emmm...zapomniałam o której zaczynam lekcje... jaka ja jestem głupia. - zrobiłam "facepalm"
- Hahah, nie jesteś głupia. Po prostu nie znasz swojego planu na pamięć i już. - wzruszył ramionami Justin
- To może wejdziesz do środka i ci powiem? - czy ja to właśnie powiedziałam? Nie wierzę.
- Okej. - pokazał swoje białe zęby chłopak
Wysiedliśmy w tym samym czasie z samochodu. Szatyn go zablokował i ruszył za mną. Wyjęłam z kieszeni kurtki klucze i otworzyłam dom. Weszłam do środka, a za mną Justin i zamknął za nami drzwi. Ściągnęłam kurtkę i balerinki, Justin zrobił to samo, oczywiście nie miał balerinek, tylko czarne supry. Weszliśmy w głąb domu, zapaliłam światło i weszłam do kuchni.
- Chcesz coś do picia? - zaoferowałam chłopakowi
- Nie, dzięki. - odpowiedział grzecznie
- Czekaj, polecę po plan na górę i zaraz wrócę.
- Okej, czekam. - zaśmialiśmy się razem.
Wbiegłam po schodach na górę. Było ciemno, a ja nie zapaliłam światła. Na moje nieszczęście walnęłam małym palcem o róg komody stojącej na korytarzu. Usłyszałam trzaśnięcie. No nie, jeszcze tego brakowało, żebym złamała sobie palec!
- Ałaa! Kurr...- krzyknęłam i zaczęłam skakać na jednej nodze.
- Katie, wszystko gra? - usłyszałam z dołu Justina
- Nie! - warknęłam i usiadłam na podłodze. Usłyszałam kroki na schodach. Justin zapalił światło i usiadł obok mnie.
- Co ci się stało? - powiedział zatroskanym głosem
- Walnęłam się o ten pieprzony róg tej pieprzonej komody! - zwijałam się z bólu
- Możesz wstać? Normalnie chodzić? - zapytał i pomógł i mi wstać. Niestety nie udało mi się. Ból był zbyt mocny.
- Jak widać, nie mogę. - Justin uklęknął obok mnie i chciał mnie podnieść
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona
- Podnoszę cię i zabieram do szpitala, chyba nie myślisz, że zostawię cię ze złamanym palcem!
- No nie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka. Justin mnie podniósł i zaczął iść w kierunku schodów. Było mu niewygodnie, więc owinęłam ręką jego kark. Zeszliśmy po schodach do przedpokoju. Justin mnie postawił i założył mi kurtkę i buta. Sam założył tylko buty.
- A kurtka?
- Spokojnie, przecież muszę cię odwieźć później. - uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową. Chłopak znów mnie podniósł i niósł w stronę samochodu. Postawił mnie przy samochodzie, odblokował go, otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Ruszył z podjazdu kierując się do pobliskiego szpitala, ja w tym czasie napisałam do mamy:
" Hej, mamo. Chyba złamałam palec x.x Justin, syn Pattie, właśnie wiezie mnie do szpitala. Nie masz się czym martwić, dotrę cała i zdrowa do domu. ;)" Po kilku minutach otrzymałam odpowiedź:
"Boże co Ci się stało?! To dobrze, że przynajmniej ten chłopak jest z Tobą. Ja nie wrócę na noc do domu. Jak wrócisz ze szpitala to napisz, lub zadzwoń do mnie." Przeczytałam wiadomość od mamy i wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni. Nie chciało mi się już jej odpisywać. Ból palca znowu powrócił, więc zaczęłam zaciskać powieki i szczękę. Justin chyba to zauważył, bo spojrzał na mnie.
- Spokojnie, zaraz będziemy, wytrzymaj. - powiedział z troską w głosie. Proszę, proszę...kto by pomyślał, że ten chłopak może być aż tak łagodny i kochany? Bo ja na pewno nie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Justin pomógł mi wysiąść i zaprowadził mnie do budynku. Podeszliśmy do recepcji. Miła recepcjonistka pokierowała nas tak, gdzie trzeba. Nadeszła moja kolej, mogłam wejść do środka. Justin oczywiście wszedł ze mną. Przywitał nas uśmiechnięty lekarz w średnim wieku. Justin pomógł mi zdjąć kurtkę i usiąść. Lekarz zaczął wypytywać jak do tego doszło i oglądał moją nogę. Skończyło się na tym, że od teraz mam gips. Jeeej, nie będę musiała się męczyć z trenerką na w-f ' ie! Jedyny pozytyw tego zajścia!
Wyszliśmy z budynku i kierowaliśmy się do samochodu. Wsiedliśmy, a Justin ruszył w stronę mojego domu. Byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do środka. Zaproponowałam Justinowi coś do picia. Nalałam do szklanek coli i razem weszliśmy po schodach do mojego pokoju.
- To powiesz mi o której mam po ciebie w końcu przyjechać? - powiedział śmiejąc się szatyn
- Aaa...tak, jasne.. - wstałam z łóżka i doczołgałam się do biurka gdzie leżał mój plan lekcji - emm...przyjedź o ósmej dwadzieścia.
- Okeej. To ja będę się zbierał. - powiedział i wstał z miejsca
- Spoko. Odprowadzę cię. Hahah. - zaśmialiśmy się
- Czyli wydostanie stąd trochę mi zajmie. - zachichotał Justin, a ja przymrużyłam oczy
Zeszliśmy na dół. Staliśmy w przedpokoju, Justin się ubierał. Poprawiał założoną idealnie kurtkę.
- Dziękuję. - powiedziałam po cichu
- Za co?
- Za to, że byłeś w moim domu, za męczenie się ze mną, za zabranie mnie do szpitala.
- Nie ma za co. Zawsze do usług. - powiedział i mnie do siebie przytulił, ale zaraz mnie puścił i zrobił niezręczną minę. - ja...ummm...przepraszam za to. - dodał po chwili
- Nie no, nie masz za co. W sumie to ja jako podziękowanie powinnam to zrobić, nie ty. - powiedziałam rumieniąc się, a Justin przygryzł wargę. Nie mówię już jak bardzo pociągająco wyglądał gdy to robił.
- To może ja już serio pójdę. Pa, Katie, Do jutra. - wyszczerzył się Justin
- Okej, do jutra. - zrobiłam to samo.
Chłopak wyszedł, a ja mu jeszcze pomachałam na pożegnanie. Weszłam na górę i spakowałam się do szkoły. Po wzięciu prysznica przebrałam się w piżamę i rozczesałam włosy. Weszłam do pokoju i wślizgnęłam się do łóżka. Zerknęłam na telefon, była 23:40, nastawiłam budzik na 7:20 i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
________________________________________
Pis joł! Jak tam? Na początek kilka spraw:
1. Dodałabym wcześniej ten rozdział, ale nie miałam internetu ponad tydzień.
2. Rozdziały będę dodawała nieregularnie, bo nie potrafiłabym regularnie.
3. Na razie nie będę wprowadzała zasady typu: x komentarzy - któryś tam rozdział, chyba, że będę przy 10 rozdziale, a wgl nie będzie komentarzy.
4. Jestem zadowolona z tych 150 odwiedzin, chociaż to nie jest dużo. ;*
5. Jestem teraz trochę nierozgarnięta, bo w sierpniu jest koncert Justina!! <3 <3 ;3 ;3
6. Kooocham moich czytelników.
7. Mam nadzieję, że pasuje Wam sposób w jaki piszę bloga.
8. Przyjmuję krytykę.
9. Hejty mile widziane!
Kontakt:
Ask
Do następnego! ;* / Paulla
czwartek, 28 marca 2013
Rozdział drugi
- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
______________________________
*Alan*
Kiedy rozłożyłem ramiona dając znak Katie, że ma mnie przytulić, myślałem, że zaśmieje mi się w twarz i mnie nie przytuli. Byłbym wtedy taki nieszczęśliwy...nie no żart...kurde, o czym ja myślę?! Nieważne... wracając do przytulenia, było zupełnie inaczej niż mi się wydawało, zielonooka wtuliła się we mnie jak pięciolatka w pluszowego misia. To dobre określenie? Myślę, że tak, bo tak to wyglądało, gdyż jestem od niej wyższy i ona jest strasznie drobna jak na sportowca.
- Willson, Peyton, co to za obściskiwanie się na lekcji?! - usłyszeliśmy, jak trenerka się na nas drze gdy nas tylko zobaczyła. Poczułem tylko, jak Katie niezdarnie wyplątywała się z mojego uścisku.
- Przepraszam, pani Brandon, już wracam do biegania. - przewróciła oczami brunetka, po czym spojrzała na mnie - cześć Alan, wracaj do siebie, bo przecież muszę biegać! - podkreśliła ostatnie słowa, po czym znów wywróciła oczami, a ja tylko się uśmiechnąłem do niej i rzuciłem krótkie "Cześć" , i potruchtałem na swoją stronę hali sportowej. Akurat trafiłem na wybieranie drużyn do siatki. Na moje nieszczęście, a może i szczęście byłem z Chrisem. Ten gościu jest taki denerwujący! Przyczepił się do Katie, żeby tylko zrobić mi na złość! Nienawidzę go! Nie rozumiem jak Katie może się z nim zadawać?! Ale niestety nie mogę jej mówić z kim ma się przyjaźnić, a z kim nie.
Ogłosiliśmy pani Brandon, że potrzebujemy całej hali, bo gramy dzisiaj w siatkówkę, ta od razu się zgodziła, jak nigdy...a no tak, bajerował ją Ryan...kurde, trenerka się w nim zabujała, współczuję chłopakowi! Dziewczyny tylko nam dziękowały za to, że nie muszą dalej biegać. Hahah, miały powód, żeby nam dziękować.
Kiedy już dziewczyny usadowiły się na trybunach my zaczęliśmy grać. Oczywiście nie obyło się bez chichotu dziewczyn jak któryś z chłopaków podciągał koszulkę i wycierał sobie nią pot z czoła, tak, że było widać jego brzuch. Niektórzy oczywiście są takimi troszkę pasztetami i wtedy to już nie był chichot, tylko niepohamowany śmiech.
Ponieważ zaczęliśmy grę 25 minut przed dzwonkiem, skończyliśmy wynikiem 21:19 oczywiście dla naszej drużyny. Wszyscy poszliśmy się przebierać, większość chłopaków pozdejmowało koszulki od razu po wyjściu z hali, nie powiem, ja też tak nieraz robiłem, ale nie kiedy szedłem z Katie tak, jak teraz. Po prostu nie lubiłem tego przy niej robić. Nie wiem...nie chciałem, żeby się poczuła nieswojo, czy coś.
- Noo...i jak się grało w drużynie z Chrisem? - powiedziała z lekkim uśmiechem brunetka
- Jakoś tak dziwnie...myślałem, że specjalnie, żeby mnie poniżyć będzie do mnie podawał same spalone piłki, ale się myliłem.
- No widzisz...może on nie jest taki zły za jakiego go uważasz?
- Hahah, Katie, mimo tego, że dobrze mi się z nim gra, to nie zmienię o nim zdania.
- No tak, zapomniałam, że jesteś Alan... - zaśmiała się i przewróciła teatralnie oczyma zielonooka
- Co to ma znaczyć, że jestem Alan? - haha, lubiłem udawać idiotę, całkiem nieźle mi to wychodziło...zaraz, zaraz, a może ja jestem idiotą?!
- Idiota, po prostu idiota. - wyszczerzyła się ślicznie Katie po czym dodała - idź już się przebrać, widzimy się na dziedzińcu.
- No okej, okej, do zobaczenia. - powiedziałem po czym poszedłem do szatni. Długo mi nie zajęło przebranie się, bo po około 10 minutach wyszedłem na dziedziniec, a brunetki tam jeszcze nie było.
Czekałem jakieś 15 minut na nią, nagle poczułem, że ktoś wylewa mi na głowę zimną wodę.
- Jeżeli to ty, Katie, to nie żyjesz! - odwróciłem się przodem do "sprawcy" tego zajścia. No i kogo zobaczyłem? Oczywiście, że Katie!
- Hahaha, ahaa, już się boję. To wylanie wody na ciebie to takie wynagrodzenie tego, że tak długo musiałeś czekać. - wyszczerzyła się
- Kiedyś się doigrasz. - stanąłem tak blisko niej jak było to możliwe, a brunetka nadal się śmiała, a ją zacząłem ściskać - a to kara za wylanie na mnie wody. - oczywiście była to kara, bo miałem całą mokrą koszulkę z przodu, więc dziewczyna też była momentalnie mokra.
- Hahaha, myślisz, że co? Że zacznę uciekać od ciebie?
- No miałem takie oczekiwania. - wypuściłem ją z ramion i powiedziałem to drapiąc się w kark
- To się pomyliłeś. Kurde, serio myślałeś, że boję się wody?! Dobra, będziemy tu tak stali, czy wreszcie ruszymy się w stronę domów?
- No niby nie powinnaś się jej bać, ale wieeesz... - wyszczerzyłem się na co Katie tylko się słodko zachichotała. Muszę się ogarnąć, bo wiem, że ona nigdy nie będzie ze mną, bo przecież jesteśmy rodzeństwem - Chyba wypadałoby iść. - uśmiechnąłem się lekko, a brunetka to tylko odwzajemniła.
*Katie*
Idziemy tak chyba tylko około 10 minut, a droga mi się dłuży i dłuży. O, niedługo będziemy pod domem Alana, a później będę szła dalej sama, w totalnej samotności. Co z tego, że między moim domem, a domem Alana jest tylko 5 kolejnych domów? I tak będę szła sama te 3 czy 4 minuty. Postanowiłam przerwać tę ciszę między nami:
- To jak? Jutro też mam wpaść po ciebie? - zapytałam po cichu myśląc, że dalej jest zły za to wylanie wody na niego
- Jak chcesz, daleko w sumie nie masz, więc możesz wpaść. Ejj, jutro ten nowy będzie u nas?
- Taa... syn narzeczonej mojego ojca - powiedziałam to krzywiąc się
- Aż taka zła jest? - zapytał z czymś podobnym do wyrzutu, chociaż wiem, że nie chciał, żeby tak wyszło.
- Nie znam jej dobrze, ale wydaje mi się, że ona go kocha pod względem tego, że dobrze zarabia i potrafi jej dogodzić drogimi prezentami.
- Nie no, przestań, skoro twój ojciec jest szczęśliwy z tą kobietą, to nie powinnaś tak źle się nastawiać w stosunku do niej. - uwielbiam Alana za to, że jak trzeba to potrafi zachować się jak prawdziwa kobieta. Hahaha.
- Wiesz co, Alan? - powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu
- Hę?
- To dobra rada, ale czasami zachowujesz się jak dziewczyna. Hahaha. - nie wytrzymałam, po prostu musiałam to powiedzieć. Jak zwykle mówię coś, co nie jest ani na miejscu, ani nie jest powiedziane w odpowiednim momencie.
- Wiesz, dzięki wielkie. - obórmuszył się lekko
- Alaaan, nie bądź zły, prooszę. - powiedziałam jak najłagodniej mogłam i przytuliłam go od tyłu
- A to co? - powiedział chłopak z uśmiechem i "przekręcił" mnie tak, że byłam w jego ramionach
- Przeprosiny? - powiedziałam i wyszczerzyłam się jak debilka
- Hahaha, muszę się częściej obrażać na ciebie. - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy
- Pff...nie prawda, następnym razem nie będzie czegoś takiego jak teraz. - wytknęłam na niego język
- Taaa...jasnee... - powiedział to i chyba myślał, że tego nie słyszałam. "Głupek"
- Coś mówiłeś?
- Ja? - powiedział i spojrzał na mnie wielkimi oczyma - Nieee...ależ skąd... - teraz pokazał swoje bieluśkie zęby.
Nawet nie zauważyłam, że przeszliśmy obok domu mojego przyjaciela.
- A ty co? Pomyliłeś drogi? - trąciłam szatyna w ramię na co on zachichotał i pokiwał głową przecząco
- Niee...i tak nikogo nie ma pewnie jeszcze w domy więc mogę cie odprowadzić te pięć domów dalej. Chyba, że nie chcesz to zawsze mogę się zawrócić i iść do siebie.
- Nie wiem, jak chcesz. Ale niestety do środka cię nie wpuszczę, bo idę tylko się przebrać i lecę do ojca. Zaprosił mnie na obiad i, żebym lepiej zapoznała się z tą Pattie.
- No spooko, nie chciałem wchodzić, nie po to cię odprowadzam. - zaśmiał się niebieskooki
- To fajnie. - uśmiechnęłam się szeroko do niego.
Zanim się obejrzeliśmy, byliśmy pod moim domem. Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do środka. Po wejściu zdjęłam trampki i dżinsową kurtkę, i podreptałam do kuchni, żeby się czegoś napić. Zauważyłam małą, zieloną karteczkę przyklejoną do blatu kuchennego Odkleiłam ją i przeczytałam:
" Będę wieczorem, nie martw się o mnie. Miłego wieczoru u taty. Buziaki, mama."
- Okeej - powiedziałam do karteczki od mamy
Podreptałam do pokoju przygotować się. Podeszłam do biurka, na którym stała wieża i włączyłam radio, akurat leciała moja ulubiona piosenka "Benath your beautiful" , więc zaczęłam tak jakby tańczyć. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam łososiowe rurki i miętową koszulkę ze znakiem wieczności i napisem "Believe". Odkrywała ona jakieś 2 centymetry mojego płaskiego brzucha. Do tego wzięłam zwykłe, miętowe balerinki. Poszłam do łazienki się odświeżyć, zajęło mi to tylko 15 minut. Wyszłam spod prysznica i się ubrałam po czym nałożyłam lekki makijaż składający się z podkładu i tuszu do rzęs. Włosy dokładnie wysuszyłam i je jakoś ułożyłam, nie związywałam ich, bo lubiłam moje naturalne loki. Wyszła z łazienki i udałam się do pokoju, spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:50 i jedną nieodebraną wiadomość od taty. Brzmiała tak:
" Witaj córciu, będę po Ciebie o 15, buziaki i do zobaczenia ;*"
Mając tylko 10 minut wsunęłam telefon do kieszeni spodni i zbiegłam po schodach na dół, pomalowałam lekko usta błyszczykiem i udałam się do przedpokoju, gdzie zarzuciłam na siebie tylko dżinsową kurtkę, zgarnęłam z półki klucze od domu i wyszłam z niego zamykając za sobą drzwi na klucz. Po wyjściu zauważyłam granatowe BMW skręcające na mój podjazd, uśmiechnęłam się i zaraz już siedziałam na miejscu pasażera i zapinałam pasy.
- Heej córciu, tęskniłem. - powiedział po moim wejściu do samochodu ojciec. W sumie to walić to, że wtedy mówiłam, kocham go takiego, jaki jest i nie wymieniłabym go na innego innego! Też za nim bardzo tęskniłam.
- Też tęskniłam. - uśmiechnęłam się naprawdę szczerze, a ojciec to odwzajemnił i wyruszył z podjazdu kierując się w stronę swojego domu. Dojechaliśmy chyba po niecałych 30 minutach, wyszłam z samochodu, a zaraz za mną tata. Otworzył drzwi i przepuścił mnie w progu, tak, był gentelmanem. Weszłam do środka i zdjęłam kurtkę, tata kazał mi nie zdejmować balerinek, więc je zostawiłam na nogach. Weszłam za ojcem w środek domu i od razu przywitało mnie ciepło z niego bijące, zobaczyłam Pattie i kogoś, kogo widziałam pierwszy raz w życiu, był to chyba syn Pattie. Miał dobrze ułożone, szatynowe włosy i diamentowe kolczyki w uszach. Do tego miał szarą bluzę i spodnie z niskim stanem. Spojrzałam znacząco na tatę, a on popatrzył na mnie i na tego chłopaka...chyba Justina, o ile się nie mylę.
- Ouu, nie mówiłem ci, że Justin zje z nami?
- Nie, właśnie nie mówiłeś. - uśmiechnęłam się trochę sztucznie, a ojciec tylko chrząknął i popatrzył na chłopaka.
- Emm...cześć, Justin jestem... - powiedział trochę nieśmiało chłopak i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Cześć, Katie. - uścisnęłam jego rękę i uśmiechnęłam się lekko, a on tylko to odwzajemnił.
- No, to widzę, że już się znacie i możemy wreszcie zasiąść do stołu. - powiedziała łagodnie Pattie, może nie była ona taka zła za jaką ją miałam? Nie wiem tam, przekonam się z czasem.
- Więc, Justin, gdzie chodzisz do szkoły? - zapytałam po kilku minutach ciszy, a chłopak na mnie tylko spojrzał i wrócił do jedzenia, nic nie odpowiedział
- Musisz mu to wybaczyć, nie jest zbyt rozmowny. - powiedziała do mnie Pattie z miłym uśmiechem, a ja tylko pokiwałam lekko głową i dokończyłam posiłek.
Po skończonym posiłku, powiedziałam, że pójdę do pokoju gościnnego na górę pooglądać telewizor. Tata od razu się zgodził, więc wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę schodów, cały czas czułam wzrok Justina na sobie. Weszłam do pokoju gościnnego, zajęłam miejsce na małej kanapie, ściągnęłam balerinki z nóg i podkuliłam nogi po czym od razu włączyłam telewizor, nie było nigdzie nic ciekawego, więc postanowiłam włączyć muzykę i napisać do Alana, tak też zrobiłam. Po chwili dostałam odpowiedź na mojego sms'a oraz usłyszałam pukanie do drzwi. Był to tata.
- Hej, można?
- Tak, jasne. Siadaj. - ojciec wykonał czynność, o którą go "prosiłam" - co cię tu sprowadza?
- Mam pytanie i wielką prośbę do ciebie.
- No dobra, dawaj. - zachichotałam lekko, żeby rozluźnić sytuację, chyba mi się to udało, bo tata się uśmiechnął.
- Więc...pytanie, czemu tak szybko od nas uciekłaś?
- Bo uznałam, że nie mam po co tam siedzieć, że może ty i Pattie macie coś do... - nie dokończyłam, bo mi przerwał
- Chodzi o Justina? - trafił w dziesiątkę!
- Może i tak, czemu on jest taki małomówny?
- Jego rodzice rozwiedli się niedawno, a on jest po prostu zły trochę na Pattie, że spiknęła się ze mną, poza tym on jest w trudnym wieku.
- No tak, wiem coś o rozbitej rodzinie. - powiedziałam i spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła słona łza, którą zaraz wytarłam.
__________________________________
Heej. Co tam? Jak tam u Was?
Dodaję rozdział pisany w nocy, jest dokładnie 02:45 haha xD
Miłego czytania i pozdrowienia dla wszystkich czytających! ;3
Życzę spokojnych świąt Wielkanocy :D
Buziaki! / Paulla
______________________________
*Alan*
Kiedy rozłożyłem ramiona dając znak Katie, że ma mnie przytulić, myślałem, że zaśmieje mi się w twarz i mnie nie przytuli. Byłbym wtedy taki nieszczęśliwy...nie no żart...kurde, o czym ja myślę?! Nieważne... wracając do przytulenia, było zupełnie inaczej niż mi się wydawało, zielonooka wtuliła się we mnie jak pięciolatka w pluszowego misia. To dobre określenie? Myślę, że tak, bo tak to wyglądało, gdyż jestem od niej wyższy i ona jest strasznie drobna jak na sportowca.
- Willson, Peyton, co to za obściskiwanie się na lekcji?! - usłyszeliśmy, jak trenerka się na nas drze gdy nas tylko zobaczyła. Poczułem tylko, jak Katie niezdarnie wyplątywała się z mojego uścisku.
- Przepraszam, pani Brandon, już wracam do biegania. - przewróciła oczami brunetka, po czym spojrzała na mnie - cześć Alan, wracaj do siebie, bo przecież muszę biegać! - podkreśliła ostatnie słowa, po czym znów wywróciła oczami, a ja tylko się uśmiechnąłem do niej i rzuciłem krótkie "Cześć" , i potruchtałem na swoją stronę hali sportowej. Akurat trafiłem na wybieranie drużyn do siatki. Na moje nieszczęście, a może i szczęście byłem z Chrisem. Ten gościu jest taki denerwujący! Przyczepił się do Katie, żeby tylko zrobić mi na złość! Nienawidzę go! Nie rozumiem jak Katie może się z nim zadawać?! Ale niestety nie mogę jej mówić z kim ma się przyjaźnić, a z kim nie.
Ogłosiliśmy pani Brandon, że potrzebujemy całej hali, bo gramy dzisiaj w siatkówkę, ta od razu się zgodziła, jak nigdy...a no tak, bajerował ją Ryan...kurde, trenerka się w nim zabujała, współczuję chłopakowi! Dziewczyny tylko nam dziękowały za to, że nie muszą dalej biegać. Hahah, miały powód, żeby nam dziękować.
Kiedy już dziewczyny usadowiły się na trybunach my zaczęliśmy grać. Oczywiście nie obyło się bez chichotu dziewczyn jak któryś z chłopaków podciągał koszulkę i wycierał sobie nią pot z czoła, tak, że było widać jego brzuch. Niektórzy oczywiście są takimi troszkę pasztetami i wtedy to już nie był chichot, tylko niepohamowany śmiech.
Ponieważ zaczęliśmy grę 25 minut przed dzwonkiem, skończyliśmy wynikiem 21:19 oczywiście dla naszej drużyny. Wszyscy poszliśmy się przebierać, większość chłopaków pozdejmowało koszulki od razu po wyjściu z hali, nie powiem, ja też tak nieraz robiłem, ale nie kiedy szedłem z Katie tak, jak teraz. Po prostu nie lubiłem tego przy niej robić. Nie wiem...nie chciałem, żeby się poczuła nieswojo, czy coś.
- Noo...i jak się grało w drużynie z Chrisem? - powiedziała z lekkim uśmiechem brunetka
- Jakoś tak dziwnie...myślałem, że specjalnie, żeby mnie poniżyć będzie do mnie podawał same spalone piłki, ale się myliłem.
- No widzisz...może on nie jest taki zły za jakiego go uważasz?
- Hahah, Katie, mimo tego, że dobrze mi się z nim gra, to nie zmienię o nim zdania.
- No tak, zapomniałam, że jesteś Alan... - zaśmiała się i przewróciła teatralnie oczyma zielonooka
- Co to ma znaczyć, że jestem Alan? - haha, lubiłem udawać idiotę, całkiem nieźle mi to wychodziło...zaraz, zaraz, a może ja jestem idiotą?!
- Idiota, po prostu idiota. - wyszczerzyła się ślicznie Katie po czym dodała - idź już się przebrać, widzimy się na dziedzińcu.
- No okej, okej, do zobaczenia. - powiedziałem po czym poszedłem do szatni. Długo mi nie zajęło przebranie się, bo po około 10 minutach wyszedłem na dziedziniec, a brunetki tam jeszcze nie było.
Czekałem jakieś 15 minut na nią, nagle poczułem, że ktoś wylewa mi na głowę zimną wodę.
- Jeżeli to ty, Katie, to nie żyjesz! - odwróciłem się przodem do "sprawcy" tego zajścia. No i kogo zobaczyłem? Oczywiście, że Katie!
- Hahaha, ahaa, już się boję. To wylanie wody na ciebie to takie wynagrodzenie tego, że tak długo musiałeś czekać. - wyszczerzyła się
- Kiedyś się doigrasz. - stanąłem tak blisko niej jak było to możliwe, a brunetka nadal się śmiała, a ją zacząłem ściskać - a to kara za wylanie na mnie wody. - oczywiście była to kara, bo miałem całą mokrą koszulkę z przodu, więc dziewczyna też była momentalnie mokra.
- Hahaha, myślisz, że co? Że zacznę uciekać od ciebie?
- No miałem takie oczekiwania. - wypuściłem ją z ramion i powiedziałem to drapiąc się w kark
- To się pomyliłeś. Kurde, serio myślałeś, że boję się wody?! Dobra, będziemy tu tak stali, czy wreszcie ruszymy się w stronę domów?
- No niby nie powinnaś się jej bać, ale wieeesz... - wyszczerzyłem się na co Katie tylko się słodko zachichotała. Muszę się ogarnąć, bo wiem, że ona nigdy nie będzie ze mną, bo przecież jesteśmy rodzeństwem - Chyba wypadałoby iść. - uśmiechnąłem się lekko, a brunetka to tylko odwzajemniła.
*Katie*
Idziemy tak chyba tylko około 10 minut, a droga mi się dłuży i dłuży. O, niedługo będziemy pod domem Alana, a później będę szła dalej sama, w totalnej samotności. Co z tego, że między moim domem, a domem Alana jest tylko 5 kolejnych domów? I tak będę szła sama te 3 czy 4 minuty. Postanowiłam przerwać tę ciszę między nami:
- To jak? Jutro też mam wpaść po ciebie? - zapytałam po cichu myśląc, że dalej jest zły za to wylanie wody na niego
- Jak chcesz, daleko w sumie nie masz, więc możesz wpaść. Ejj, jutro ten nowy będzie u nas?
- Taa... syn narzeczonej mojego ojca - powiedziałam to krzywiąc się
- Aż taka zła jest? - zapytał z czymś podobnym do wyrzutu, chociaż wiem, że nie chciał, żeby tak wyszło.
- Nie znam jej dobrze, ale wydaje mi się, że ona go kocha pod względem tego, że dobrze zarabia i potrafi jej dogodzić drogimi prezentami.
- Nie no, przestań, skoro twój ojciec jest szczęśliwy z tą kobietą, to nie powinnaś tak źle się nastawiać w stosunku do niej. - uwielbiam Alana za to, że jak trzeba to potrafi zachować się jak prawdziwa kobieta. Hahaha.
- Wiesz co, Alan? - powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu
- Hę?
- To dobra rada, ale czasami zachowujesz się jak dziewczyna. Hahaha. - nie wytrzymałam, po prostu musiałam to powiedzieć. Jak zwykle mówię coś, co nie jest ani na miejscu, ani nie jest powiedziane w odpowiednim momencie.
- Wiesz, dzięki wielkie. - obórmuszył się lekko
- Alaaan, nie bądź zły, prooszę. - powiedziałam jak najłagodniej mogłam i przytuliłam go od tyłu
- A to co? - powiedział chłopak z uśmiechem i "przekręcił" mnie tak, że byłam w jego ramionach
- Przeprosiny? - powiedziałam i wyszczerzyłam się jak debilka
- Hahaha, muszę się częściej obrażać na ciebie. - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy
- Pff...nie prawda, następnym razem nie będzie czegoś takiego jak teraz. - wytknęłam na niego język
- Taaa...jasnee... - powiedział to i chyba myślał, że tego nie słyszałam. "Głupek"
- Coś mówiłeś?
- Ja? - powiedział i spojrzał na mnie wielkimi oczyma - Nieee...ależ skąd... - teraz pokazał swoje bieluśkie zęby.
Nawet nie zauważyłam, że przeszliśmy obok domu mojego przyjaciela.
- A ty co? Pomyliłeś drogi? - trąciłam szatyna w ramię na co on zachichotał i pokiwał głową przecząco
- Niee...i tak nikogo nie ma pewnie jeszcze w domy więc mogę cie odprowadzić te pięć domów dalej. Chyba, że nie chcesz to zawsze mogę się zawrócić i iść do siebie.
- Nie wiem, jak chcesz. Ale niestety do środka cię nie wpuszczę, bo idę tylko się przebrać i lecę do ojca. Zaprosił mnie na obiad i, żebym lepiej zapoznała się z tą Pattie.
- No spooko, nie chciałem wchodzić, nie po to cię odprowadzam. - zaśmiał się niebieskooki
- To fajnie. - uśmiechnęłam się szeroko do niego.
Zanim się obejrzeliśmy, byliśmy pod moim domem. Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do środka. Po wejściu zdjęłam trampki i dżinsową kurtkę, i podreptałam do kuchni, żeby się czegoś napić. Zauważyłam małą, zieloną karteczkę przyklejoną do blatu kuchennego Odkleiłam ją i przeczytałam:
" Będę wieczorem, nie martw się o mnie. Miłego wieczoru u taty. Buziaki, mama."
- Okeej - powiedziałam do karteczki od mamy
Podreptałam do pokoju przygotować się. Podeszłam do biurka, na którym stała wieża i włączyłam radio, akurat leciała moja ulubiona piosenka "Benath your beautiful" , więc zaczęłam tak jakby tańczyć. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam łososiowe rurki i miętową koszulkę ze znakiem wieczności i napisem "Believe". Odkrywała ona jakieś 2 centymetry mojego płaskiego brzucha. Do tego wzięłam zwykłe, miętowe balerinki. Poszłam do łazienki się odświeżyć, zajęło mi to tylko 15 minut. Wyszłam spod prysznica i się ubrałam po czym nałożyłam lekki makijaż składający się z podkładu i tuszu do rzęs. Włosy dokładnie wysuszyłam i je jakoś ułożyłam, nie związywałam ich, bo lubiłam moje naturalne loki. Wyszła z łazienki i udałam się do pokoju, spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:50 i jedną nieodebraną wiadomość od taty. Brzmiała tak:
" Witaj córciu, będę po Ciebie o 15, buziaki i do zobaczenia ;*"
Mając tylko 10 minut wsunęłam telefon do kieszeni spodni i zbiegłam po schodach na dół, pomalowałam lekko usta błyszczykiem i udałam się do przedpokoju, gdzie zarzuciłam na siebie tylko dżinsową kurtkę, zgarnęłam z półki klucze od domu i wyszłam z niego zamykając za sobą drzwi na klucz. Po wyjściu zauważyłam granatowe BMW skręcające na mój podjazd, uśmiechnęłam się i zaraz już siedziałam na miejscu pasażera i zapinałam pasy.
- Heej córciu, tęskniłem. - powiedział po moim wejściu do samochodu ojciec. W sumie to walić to, że wtedy mówiłam, kocham go takiego, jaki jest i nie wymieniłabym go na innego innego! Też za nim bardzo tęskniłam.
- Też tęskniłam. - uśmiechnęłam się naprawdę szczerze, a ojciec to odwzajemnił i wyruszył z podjazdu kierując się w stronę swojego domu. Dojechaliśmy chyba po niecałych 30 minutach, wyszłam z samochodu, a zaraz za mną tata. Otworzył drzwi i przepuścił mnie w progu, tak, był gentelmanem. Weszłam do środka i zdjęłam kurtkę, tata kazał mi nie zdejmować balerinek, więc je zostawiłam na nogach. Weszłam za ojcem w środek domu i od razu przywitało mnie ciepło z niego bijące, zobaczyłam Pattie i kogoś, kogo widziałam pierwszy raz w życiu, był to chyba syn Pattie. Miał dobrze ułożone, szatynowe włosy i diamentowe kolczyki w uszach. Do tego miał szarą bluzę i spodnie z niskim stanem. Spojrzałam znacząco na tatę, a on popatrzył na mnie i na tego chłopaka...chyba Justina, o ile się nie mylę.
- Ouu, nie mówiłem ci, że Justin zje z nami?
- Nie, właśnie nie mówiłeś. - uśmiechnęłam się trochę sztucznie, a ojciec tylko chrząknął i popatrzył na chłopaka.
- Emm...cześć, Justin jestem... - powiedział trochę nieśmiało chłopak i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Cześć, Katie. - uścisnęłam jego rękę i uśmiechnęłam się lekko, a on tylko to odwzajemnił.
- No, to widzę, że już się znacie i możemy wreszcie zasiąść do stołu. - powiedziała łagodnie Pattie, może nie była ona taka zła za jaką ją miałam? Nie wiem tam, przekonam się z czasem.
- Więc, Justin, gdzie chodzisz do szkoły? - zapytałam po kilku minutach ciszy, a chłopak na mnie tylko spojrzał i wrócił do jedzenia, nic nie odpowiedział
- Musisz mu to wybaczyć, nie jest zbyt rozmowny. - powiedziała do mnie Pattie z miłym uśmiechem, a ja tylko pokiwałam lekko głową i dokończyłam posiłek.
Po skończonym posiłku, powiedziałam, że pójdę do pokoju gościnnego na górę pooglądać telewizor. Tata od razu się zgodził, więc wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę schodów, cały czas czułam wzrok Justina na sobie. Weszłam do pokoju gościnnego, zajęłam miejsce na małej kanapie, ściągnęłam balerinki z nóg i podkuliłam nogi po czym od razu włączyłam telewizor, nie było nigdzie nic ciekawego, więc postanowiłam włączyć muzykę i napisać do Alana, tak też zrobiłam. Po chwili dostałam odpowiedź na mojego sms'a oraz usłyszałam pukanie do drzwi. Był to tata.
- Hej, można?
- Tak, jasne. Siadaj. - ojciec wykonał czynność, o którą go "prosiłam" - co cię tu sprowadza?
- Mam pytanie i wielką prośbę do ciebie.
- No dobra, dawaj. - zachichotałam lekko, żeby rozluźnić sytuację, chyba mi się to udało, bo tata się uśmiechnął.
- Więc...pytanie, czemu tak szybko od nas uciekłaś?
- Bo uznałam, że nie mam po co tam siedzieć, że może ty i Pattie macie coś do... - nie dokończyłam, bo mi przerwał
- Chodzi o Justina? - trafił w dziesiątkę!
- Może i tak, czemu on jest taki małomówny?
- Jego rodzice rozwiedli się niedawno, a on jest po prostu zły trochę na Pattie, że spiknęła się ze mną, poza tym on jest w trudnym wieku.
- No tak, wiem coś o rozbitej rodzinie. - powiedziałam i spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła słona łza, którą zaraz wytarłam.
__________________________________
Heej. Co tam? Jak tam u Was?
Dodaję rozdział pisany w nocy, jest dokładnie 02:45 haha xD
Miłego czytania i pozdrowienia dla wszystkich czytających! ;3
Życzę spokojnych świąt Wielkanocy :D
Buziaki! / Paulla
niedziela, 17 marca 2013
Rozdział pierwszy
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
___________________________________________________
- Jesteś tego pewna? - podniósł obie brwi w górę uśmiechając się łobuzersko
- Tak, jestem pewna wszystkiego co robię lub co mówię!
- A chcesz, żebym sprawił, że zaczniesz krzyczeć?
- Hahahaha, ty sprawisz, że ja będę krzyczeć! Nie wierzę w to! - powiedziałam śmiejąc się i wytykając na niego język
- Nie? To zobacz... - powiedział po czym podbiegł do mnie, chwycił mnie w talii i przerzucił sobie na ramieniu
- Alan, postaw mnie na ziemię!! - krzyczałam ile się dało, a on tylko się zaśmiał i zaczął się kierować w stronę szkoły.
- Postawię cię jak powiesz, że więcej we mnie nie zwątpisz!
- Szantaż?
- A żebyś wiedziała...to jak, chcesz iść na własnych nogach, czy mam cię tak nieść do szkoły?
- Po co mam to mówić? Nawet jak ci to powiem, to i tak mnie nie postawisz! - znałam go dość długo, żeby wiedzieć, że tak zrobi.
- Nie ufasz mi? Taka z ciebie przyjaciółka? - udał obrażonego, ale nadal mnie nie postawił. Na dodatek wymierzył mi klapsa w tyłek!
"Dupek i wariat, kompletny wariat!" - tylko ta myśl mi teraz towarzyszyła
- Ałaa! Ty idioto! Postaw mnie natychmiast!
- Jak powiesz, że we mnie nie zwątpisz nigdy więcej!
- Ughh...dobra...nigdy w ciebie nie zwątpię! Już? Szczęśliwy?!
-Tak, teraz tak... - postawił mnie, no nareszcie!
- Jeszcze się policzymy, Peyton! Zobaczysz! - przymrużyłam na niego oczy i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Ouuu...już się boję...wielka i potężna Katie Willson się na mnie zemści! - ten idiota jeszcze się z tego śmiał, jakby nie wiedział co ja potrafię zrobić jak się zdenerwuję
- Pożałujesz tego wszystkiego! Sam wiesz do czego jestem zdolna jak mnie wkurzysz! - powiedziałam, a chłopak tylko odwrócił wzrok i już nic nie mówił - tak też myślałam, Alan.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, słyszeliśmy tylko ćwierki ptaków...tak, kocham wiosnę...lekkie promyki słońca, powracająca zieleń i to świeże powietrze...ach, kocham to.
Byliśmy już przy samym budynku szkoły, dzieciaki z innych klas siedziały na schodach przed wejściem chociaż przecież nie było tak ciepło, bo była dopiero wiosna.
Chcąc, czy nie chcąc musieliśmy wreszcie wejść do tego przeklętego budynku. Na szczęście miałam dziś tylko 4 lekcje : angielski, matematykę, polski i w-f, nienawidzę w-f ' u. Pewnie znowu ta wredna baba będzie kazała mi biegać dookoła boisk...ughh. Na angielskim usiadłam z Alanem, a na matematyce usiadłam z Chrisem - Ala nie był z tego zadowolony, ale cóż, nie jego sprawa z kim siadam i z kim się koleguję. Na polskim wyszło tak, że siedziałam sama, ale to lepiej, przynajmniej mogłam się skupić na tym co mówił nauczyciel. Nadeszła godzina w-f ' u, jak ja to przeżyję? Nienawidzę tej nauczycielki, ona jest taka denerwująca - lekko to ujmując, "Dasz radę, dasz radę.Nie daj się jej. Ona jest zwyczajną suką, a ty twardą i wytrzymałą dziewczyną" - takie myśli zawsze mnie determinowały. Po dzwonku oznajmującym koniec przerwy i początek nowej lekcji podreptałam z innymi dziewczynami do szatni, która była zaraz obok hali sportowej i szatni chłopców - mieliśmy w tym samym czasie w-f, a nawet bywało tak, że mieliśmy razem - graliśmy w coś lub my patrzyłyśmy jak chłopcy grają. Wyciągnęłam z torby białą dużą koszulkę i dresy, związałam włosy w kitkę i już byłam gotowa. Szłam w stronę wejścia na halę gdy usłyszałam ciche łkanie w damskiej toalecie. Po cichu weszłam do środka, a to, kogo tam zobaczyłam mega mnie zszokowało...nad umywalką stała zapłakana Sandra. Zrobiło mi się jej momentalnie szkoda, mimo tego, jak bardzo jej nienawidziłam. Dziewczyna najwyraźniej zobaczyła mnie w odbiciu lustra, bo szybko wytarła łzy spływające po jej policzkach.
- Ej, wszystko okej? - spytałam cicho robiąc krok w jej stronę
- A co cię to obchodzi, Katie?! - warknęła dziewczyna przymrużając oczy
- Wiem, że uważasz mnie za kompletnie beznadziejną, zimną dziwkę, ale ja mam naprawdę dobre serce. - dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie i zrobiła kilka kroków w moją stronę
- Ty i dobre serce?! A ile razy mnie zgnoiłaś, ile razy mną pomiatałaś, ile razy pozwoliłaś, by Chris się ze mnie naśmiewał?! - wytykała po kolei, widziałam ,że ją coś boli, że potrzebuje pomocy
- Bo ty nie robiłaś tego samego. Spójrzmy prawdzie w oczy, Sandra, nigdy nie byłyśmy doskonałe, każda z nas popełniała liczne błędy i nie wmówisz mi, ze tylko ja to robiłam! - dziewczyna spuściła głowę, a po jej policzku spływały kolejne łzy. Czy właśnie zobaczyłam jak Sandra Stone się łamie?! Niemożliwe!
- Wiem, że popełniałam błędy, wiem, że nie naprawię tego wszystkiego, a nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym tego chciała. - powiedziała niekomfortowo wiercąc się
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zmarszczyłam brwi i wpatrywałam się w dziewczynę, ta przeniosła swoje spojrzenie na mnie
- Chcę przez to powiedzieć, że chciałabym się zmienić, ale sama nie dam rady, a Doma i Viki nie pomogą mi w tym, nigdy się nie zmienię. - można było zauważyć, że dziewczyna na prawdę chce zmiany, bo teraz serio łzy były w jej oczach
- Uspokój się, nie płacz. Ja ci mogę pomóc być normalną, jak chcesz to Domie i Viki też mogę pomóc, z miłą chęcią to zrobię. - powiedziałam to po czym uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyny
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! - rzuciła mi się na szyję ze szczęścia. Na początku stałam trochę oszołomiona w jej objęciach, ale po chwili się odwzajemniłam. Dziewczyna się odsunęła i uśmiechnęła do mnie.
- Chodźmy na lekcje, bo nas trenerka ukatrupi. - powiedziałam po czym obie zachichotałyśmy
- Właśnie sobie przypomniałam, że nie wzięłam stroju. No niee...
- Trudno, ja tam bym miała na to wyjebkę, ale to tylko moje skromne zdanie na ten temat. - dziewczyna tylko się zaśmiała i zaczęła kierować się do wejścia na halę ciągnąc mnie za rękę.
- Sandra, Katie, gdzie wy dwie byłyście?! Lekcja zaczęła się 15 minut temu! - od razu po wejściu na salę zatrzymała nas trenerka i zaczęła się na nas drzeć. Ja stałam tam po prostu i nawet jej nie słuchałam, a Sandra zaczęła ją bajerować, że straciłyśmy rachubę czasu przy plotkach. Haha, nawet nie wiedziałam, że Sandra może być aż tak fajna, miła i pomocna, a zwłaszcza dla swojego największego wroga jakim byłam ja. Doma i Viki cały czas dziwnie nam się przyglądały. Co z tego, że dotąd najwięksi wrogowie naglę się razem wygłupiają i śmieją? Czy to coś dziwnego?
Sandra zaczęła robić głupie rzeczy na trybunach, a ja się śmiałam nieopamiętanie gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na talii. Przez chwilę stałam nieruchomo, ale zaraz odwróciłam i się i zobaczyłam Alana.
- Czego chcesz? Nie dość ci po dzisiejszym poranku?
- Oj Katie, nie bądź zła na mnie. Przeciez ja nic takiego nie zrobiłem. - mówił błagalnym głosem
- Gdybym była zła to myślisz, że gadałabym tu, teraz. z tobą? - wyszczerzyłam się komicznie
- No nie wiem, nie wiem...
- Poza tym, gdybym była zła to kto by mnie pocieszał w trudnych chwilach i mówił, że będzie dobrze?
- Umm...zauważyłem coś dziwnego...
- Hę? Co takiego? - spytałam całkiem zdezorientowana
- Czy to jest właśnie Sandra Stone i to dzięki niej się tak śmiałaś?
- Ummm...tak, to ona, w czymś ci to przeszkadza?
- No bo wiesz, najpierw siadasz na lekcji z Chrisem, teraz zaczynasz przyjaźnić się z Sandrą... czuję się zapominany z każdą chwilą... - spuścił głowę i udał, że jest mu smutno z tego powodu
- Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie jest. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, jesteś moim bratem!
- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
_______________________________
Witajcie! To znów ja! Jak się podoba? Mam nadzieję, że taka długość wystarczy?
Dedyk tym razem dla Asi, mam nadzieję, że moja wyobraźnie Cię nie zawiodła! ;D
To chyba tyle z mojej strony!
Bojoo!
/Paulla
___________________________________________________
- Jesteś tego pewna? - podniósł obie brwi w górę uśmiechając się łobuzersko
- Tak, jestem pewna wszystkiego co robię lub co mówię!
- A chcesz, żebym sprawił, że zaczniesz krzyczeć?
- Hahahaha, ty sprawisz, że ja będę krzyczeć! Nie wierzę w to! - powiedziałam śmiejąc się i wytykając na niego język
- Nie? To zobacz... - powiedział po czym podbiegł do mnie, chwycił mnie w talii i przerzucił sobie na ramieniu
- Alan, postaw mnie na ziemię!! - krzyczałam ile się dało, a on tylko się zaśmiał i zaczął się kierować w stronę szkoły.
- Postawię cię jak powiesz, że więcej we mnie nie zwątpisz!
- Szantaż?
- A żebyś wiedziała...to jak, chcesz iść na własnych nogach, czy mam cię tak nieść do szkoły?
- Po co mam to mówić? Nawet jak ci to powiem, to i tak mnie nie postawisz! - znałam go dość długo, żeby wiedzieć, że tak zrobi.
- Nie ufasz mi? Taka z ciebie przyjaciółka? - udał obrażonego, ale nadal mnie nie postawił. Na dodatek wymierzył mi klapsa w tyłek!
"Dupek i wariat, kompletny wariat!" - tylko ta myśl mi teraz towarzyszyła
- Ałaa! Ty idioto! Postaw mnie natychmiast!
- Jak powiesz, że we mnie nie zwątpisz nigdy więcej!
- Ughh...dobra...nigdy w ciebie nie zwątpię! Już? Szczęśliwy?!
-Tak, teraz tak... - postawił mnie, no nareszcie!
- Jeszcze się policzymy, Peyton! Zobaczysz! - przymrużyłam na niego oczy i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Ouuu...już się boję...wielka i potężna Katie Willson się na mnie zemści! - ten idiota jeszcze się z tego śmiał, jakby nie wiedział co ja potrafię zrobić jak się zdenerwuję
- Pożałujesz tego wszystkiego! Sam wiesz do czego jestem zdolna jak mnie wkurzysz! - powiedziałam, a chłopak tylko odwrócił wzrok i już nic nie mówił - tak też myślałam, Alan.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, słyszeliśmy tylko ćwierki ptaków...tak, kocham wiosnę...lekkie promyki słońca, powracająca zieleń i to świeże powietrze...ach, kocham to.
Byliśmy już przy samym budynku szkoły, dzieciaki z innych klas siedziały na schodach przed wejściem chociaż przecież nie było tak ciepło, bo była dopiero wiosna.
Chcąc, czy nie chcąc musieliśmy wreszcie wejść do tego przeklętego budynku. Na szczęście miałam dziś tylko 4 lekcje : angielski, matematykę, polski i w-f, nienawidzę w-f ' u. Pewnie znowu ta wredna baba będzie kazała mi biegać dookoła boisk...ughh. Na angielskim usiadłam z Alanem, a na matematyce usiadłam z Chrisem - Ala nie był z tego zadowolony, ale cóż, nie jego sprawa z kim siadam i z kim się koleguję. Na polskim wyszło tak, że siedziałam sama, ale to lepiej, przynajmniej mogłam się skupić na tym co mówił nauczyciel. Nadeszła godzina w-f ' u, jak ja to przeżyję? Nienawidzę tej nauczycielki, ona jest taka denerwująca - lekko to ujmując, "Dasz radę, dasz radę.Nie daj się jej. Ona jest zwyczajną suką, a ty twardą i wytrzymałą dziewczyną" - takie myśli zawsze mnie determinowały. Po dzwonku oznajmującym koniec przerwy i początek nowej lekcji podreptałam z innymi dziewczynami do szatni, która była zaraz obok hali sportowej i szatni chłopców - mieliśmy w tym samym czasie w-f, a nawet bywało tak, że mieliśmy razem - graliśmy w coś lub my patrzyłyśmy jak chłopcy grają. Wyciągnęłam z torby białą dużą koszulkę i dresy, związałam włosy w kitkę i już byłam gotowa. Szłam w stronę wejścia na halę gdy usłyszałam ciche łkanie w damskiej toalecie. Po cichu weszłam do środka, a to, kogo tam zobaczyłam mega mnie zszokowało...nad umywalką stała zapłakana Sandra. Zrobiło mi się jej momentalnie szkoda, mimo tego, jak bardzo jej nienawidziłam. Dziewczyna najwyraźniej zobaczyła mnie w odbiciu lustra, bo szybko wytarła łzy spływające po jej policzkach.
- Ej, wszystko okej? - spytałam cicho robiąc krok w jej stronę
- A co cię to obchodzi, Katie?! - warknęła dziewczyna przymrużając oczy
- Wiem, że uważasz mnie za kompletnie beznadziejną, zimną dziwkę, ale ja mam naprawdę dobre serce. - dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie i zrobiła kilka kroków w moją stronę
- Ty i dobre serce?! A ile razy mnie zgnoiłaś, ile razy mną pomiatałaś, ile razy pozwoliłaś, by Chris się ze mnie naśmiewał?! - wytykała po kolei, widziałam ,że ją coś boli, że potrzebuje pomocy
- Bo ty nie robiłaś tego samego. Spójrzmy prawdzie w oczy, Sandra, nigdy nie byłyśmy doskonałe, każda z nas popełniała liczne błędy i nie wmówisz mi, ze tylko ja to robiłam! - dziewczyna spuściła głowę, a po jej policzku spływały kolejne łzy. Czy właśnie zobaczyłam jak Sandra Stone się łamie?! Niemożliwe!
- Wiem, że popełniałam błędy, wiem, że nie naprawię tego wszystkiego, a nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym tego chciała. - powiedziała niekomfortowo wiercąc się
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zmarszczyłam brwi i wpatrywałam się w dziewczynę, ta przeniosła swoje spojrzenie na mnie
- Chcę przez to powiedzieć, że chciałabym się zmienić, ale sama nie dam rady, a Doma i Viki nie pomogą mi w tym, nigdy się nie zmienię. - można było zauważyć, że dziewczyna na prawdę chce zmiany, bo teraz serio łzy były w jej oczach
- Uspokój się, nie płacz. Ja ci mogę pomóc być normalną, jak chcesz to Domie i Viki też mogę pomóc, z miłą chęcią to zrobię. - powiedziałam to po czym uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyny
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! - rzuciła mi się na szyję ze szczęścia. Na początku stałam trochę oszołomiona w jej objęciach, ale po chwili się odwzajemniłam. Dziewczyna się odsunęła i uśmiechnęła do mnie.
- Chodźmy na lekcje, bo nas trenerka ukatrupi. - powiedziałam po czym obie zachichotałyśmy
- Właśnie sobie przypomniałam, że nie wzięłam stroju. No niee...
- Trudno, ja tam bym miała na to wyjebkę, ale to tylko moje skromne zdanie na ten temat. - dziewczyna tylko się zaśmiała i zaczęła kierować się do wejścia na halę ciągnąc mnie za rękę.
- Sandra, Katie, gdzie wy dwie byłyście?! Lekcja zaczęła się 15 minut temu! - od razu po wejściu na salę zatrzymała nas trenerka i zaczęła się na nas drzeć. Ja stałam tam po prostu i nawet jej nie słuchałam, a Sandra zaczęła ją bajerować, że straciłyśmy rachubę czasu przy plotkach. Haha, nawet nie wiedziałam, że Sandra może być aż tak fajna, miła i pomocna, a zwłaszcza dla swojego największego wroga jakim byłam ja. Doma i Viki cały czas dziwnie nam się przyglądały. Co z tego, że dotąd najwięksi wrogowie naglę się razem wygłupiają i śmieją? Czy to coś dziwnego?
Sandra zaczęła robić głupie rzeczy na trybunach, a ja się śmiałam nieopamiętanie gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na talii. Przez chwilę stałam nieruchomo, ale zaraz odwróciłam i się i zobaczyłam Alana.
- Czego chcesz? Nie dość ci po dzisiejszym poranku?
- Oj Katie, nie bądź zła na mnie. Przeciez ja nic takiego nie zrobiłem. - mówił błagalnym głosem
- Gdybym była zła to myślisz, że gadałabym tu, teraz. z tobą? - wyszczerzyłam się komicznie
- No nie wiem, nie wiem...
- Poza tym, gdybym była zła to kto by mnie pocieszał w trudnych chwilach i mówił, że będzie dobrze?
- Umm...zauważyłem coś dziwnego...
- Hę? Co takiego? - spytałam całkiem zdezorientowana
- Czy to jest właśnie Sandra Stone i to dzięki niej się tak śmiałaś?
- Ummm...tak, to ona, w czymś ci to przeszkadza?
- No bo wiesz, najpierw siadasz na lekcji z Chrisem, teraz zaczynasz przyjaźnić się z Sandrą... czuję się zapominany z każdą chwilą... - spuścił głowę i udał, że jest mu smutno z tego powodu
- Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie jest. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, jesteś moim bratem!
- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
_______________________________
Witajcie! To znów ja! Jak się podoba? Mam nadzieję, że taka długość wystarczy?
Dedyk tym razem dla Asi, mam nadzieję, że moja wyobraźnie Cię nie zawiodła! ;D
To chyba tyle z mojej strony!
Bojoo!
/Paulla
wtorek, 5 marca 2013
Malina! xD
WIEM, ŻE JEST WAS NIEWIELU, ALE MAM TU ŚWIETNY BLOG PRZYJACIÓŁKI, CZYTAĆ, KOMENTOWAĆ I ZACHWYCAĆ SIĘ JEJ DZIEŁEM!!
http://www.sally-opowiada.blogspot.com/ <------ ZALEŻY JEJ NA WASZEJ OPINII!
Malinko, wystarczająca motywacja? :D
/Paulla
http://www.sally-opowiada.blogspot.com/ <------ ZALEŻY JEJ NA WASZEJ OPINII!
Malinko, wystarczająca motywacja? :D
/Paulla
Prolog [wprowadzenie] :D
*Katie*
Była zima, a teraz wiosna...nagłe odrodzenie roślin, zarówno jak i zwierząt. Coś jak zmartwychwstanie... Chodzę do szkoły - muszę, gdybym nie musiała nie byłoby mnie tutaj - w szkole, już dawno miałabym jakąś dorywczą pracę, ale nie, ja się muszę uczyć...to jest teraz mój cel w życiu - dobre wykształcenie, dobra praca, dom, rodzina i przede wszystkim...szczęście. To jest coś czego nie ma się od tak, to jest coś co się zyskuje idąc przez życie.
Chodzę do pierwszej klasy liceum w Londynie...mam 17 lat, jestem zwyczajną, silną i wytrwałą dziewczyną, jestem Katie Willson. Mam wielu przyjaciół, jednak tym najlepszym jest Alan, Alan Peyton. Przyjaźnimy się od 14 lat, nic nam tego nie zniszczy, jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach, siostrą i bratem. Mam także wroga - Sandrę Stone, jesteśmy wrogami odkąd się poznałyśmy, od tej dziewczyny wszyscy - oprócz jej przyjaciółek, które są nawet fajne, jak nie ma w pobliżu Sandry - trzymają się z daleka, widać, że sprowadza niebezpieczeństwo, po prostu nie warto trzymać się blisko niej. Szkoła jest spora, taka, że mieszczą się tam, takie plastiki jak Sandra, normalni tacy jak ja czy Alan, ale są też tacy, którzy się wywyższają, bo są "na wyższym stanowisku" od innych, takim kimś, według Alana, jest Christian - kapitan drużyny, w której gra mój "braciszek". Ja w sumie to nie widziałam nic złego w Chrisie, dla mnie był miły i przyjacielski, ale nie gadałam z nim zbyt wiele, bo praktycznie zawsze trzymam się Alana, więc ie było okazji.
Jest 2 marca 2013 roku, za parę dni będę miała już pełne 17 lat, dokładnie to 6 marca. Ciekawe czy mój "kochany" ojciec się odezwie, chociaż w ten jeden dzień mógłby pokazać, że nadal jest moim ojcem, że nadal mnie kocha, że mogę na niego liczyć - w co jakoś nie wierzę, ale ważne są dobre myśli i wiara w jego możliwości. On stara się być najlepszym ojcem pod słońcem, takim, który dzwoni do córki raz na kilka miesięcy, takim, który zabiera córkę raz na "ruski rok" na głupie lody czy do idiotycznego kina na słabą komedię romantyczną. Tak jest cały czas i tak będzie...on się nie zmieni, znalazł sobie jakąś młodszą od siebie kobietę, która poleciała na jego kasę. Czasem za nim tęsknię, ale najbardziej jest mi go szkoda jak widzę szczęście tej wrednej narzeczonej ojczulka - Pattie, kiedy on jej kupuje coś wartego sporą sumkę pieniędzy. Pattie ma syna, osobiście go nie znam, wiem tyle, że ma na imię Justin i będzie chodził ze mną do szkoły, już od jutra...znowu nowy dzieciak w szkole. Ciekawe co tym razem przygotuje dla nowego ucznia Christian - zawsze jak przychodzi tu nowy dzieciak czekają go jakieś wyzwania, chyba, że ma jakieś znajomości, takie jak np. ja, Alan lub ktokolwiek inny z drużyny.
Nadeszła godzina szkoły, była 9:15, lekcje zaczynałam o 9:55, postanowiłam wyjść dzisiaj wcześniej i wpaść po drodze po Alana. Ubrana i przygotowana do wyjścia zeszłam na dół do przedpokoju, mama była już w pracy, więc musiałam zamknąć drzwi na klucz, tak też zrobiłam. Wyszłam z domu, po drodze do szkoły wstąpiłam do domu Alana, razem ruszyliśmy w stronę szkoły.
- To jak tam? Przygotowana na spotkanie naszych ukochanych plastików po weekendzie? - zachichotał Alan
- No jasne. Ja bym była nie przygotowana?! Wszystko mam, puder jest, róż także, przedłużane rzęsy też mam, jeszcze tylko muszę sobie przykleić tipsy, ale to zrobię już w szkole na lekcji, no bo jak to zrobić w domu? Przecież wtedy nie mogłabym zaszpanować, że jestem taka super! - powiedziałam po czym obydwoje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Nie powiem, lubiłam te nasze cudowne wspólne odpały. Były takie niezapomniane...
- Hahahaha, idealnie je naśladujesz, ale już się uspokój!
- Ale co ja robię, nie mogę być przez chwilę prawdziwa, w ogóle nie sztuczna, weź sam się uspokój, przecież kto w tych czasach nie upodabnia się do jakiegoś plastika, w moim przypadku do Sandry, jest nikim! - odczekałam chwilę z poważnym wyrazem twarzy, obserwowałam jego reakcję, a gdy już ją zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem prosto w jego twarz - Hahahahahaha, żałuj, że nie widziałeś swojej miny!!Hahahahaha!!
- Jeszcze tego pożałujesz, Willson - zagroził mi przyjaciel
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
____________________________
No siemka, to znowu ja, Paulla.Jak tam?Co u Was? Jest już wprowadzenie, za błędy z góry przepraszam. To, miłego czytania! Do zoba!
P.S.: Dedyk dla Maliny, Dorotki i Oli. Uwielbiam Was, wiecie o tym, nie? :D
Bajooo! / Paulla
Była zima, a teraz wiosna...nagłe odrodzenie roślin, zarówno jak i zwierząt. Coś jak zmartwychwstanie... Chodzę do szkoły - muszę, gdybym nie musiała nie byłoby mnie tutaj - w szkole, już dawno miałabym jakąś dorywczą pracę, ale nie, ja się muszę uczyć...to jest teraz mój cel w życiu - dobre wykształcenie, dobra praca, dom, rodzina i przede wszystkim...szczęście. To jest coś czego nie ma się od tak, to jest coś co się zyskuje idąc przez życie.
Chodzę do pierwszej klasy liceum w Londynie...mam 17 lat, jestem zwyczajną, silną i wytrwałą dziewczyną, jestem Katie Willson. Mam wielu przyjaciół, jednak tym najlepszym jest Alan, Alan Peyton. Przyjaźnimy się od 14 lat, nic nam tego nie zniszczy, jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach, siostrą i bratem. Mam także wroga - Sandrę Stone, jesteśmy wrogami odkąd się poznałyśmy, od tej dziewczyny wszyscy - oprócz jej przyjaciółek, które są nawet fajne, jak nie ma w pobliżu Sandry - trzymają się z daleka, widać, że sprowadza niebezpieczeństwo, po prostu nie warto trzymać się blisko niej. Szkoła jest spora, taka, że mieszczą się tam, takie plastiki jak Sandra, normalni tacy jak ja czy Alan, ale są też tacy, którzy się wywyższają, bo są "na wyższym stanowisku" od innych, takim kimś, według Alana, jest Christian - kapitan drużyny, w której gra mój "braciszek". Ja w sumie to nie widziałam nic złego w Chrisie, dla mnie był miły i przyjacielski, ale nie gadałam z nim zbyt wiele, bo praktycznie zawsze trzymam się Alana, więc ie było okazji.
Jest 2 marca 2013 roku, za parę dni będę miała już pełne 17 lat, dokładnie to 6 marca. Ciekawe czy mój "kochany" ojciec się odezwie, chociaż w ten jeden dzień mógłby pokazać, że nadal jest moim ojcem, że nadal mnie kocha, że mogę na niego liczyć - w co jakoś nie wierzę, ale ważne są dobre myśli i wiara w jego możliwości. On stara się być najlepszym ojcem pod słońcem, takim, który dzwoni do córki raz na kilka miesięcy, takim, który zabiera córkę raz na "ruski rok" na głupie lody czy do idiotycznego kina na słabą komedię romantyczną. Tak jest cały czas i tak będzie...on się nie zmieni, znalazł sobie jakąś młodszą od siebie kobietę, która poleciała na jego kasę. Czasem za nim tęsknię, ale najbardziej jest mi go szkoda jak widzę szczęście tej wrednej narzeczonej ojczulka - Pattie, kiedy on jej kupuje coś wartego sporą sumkę pieniędzy. Pattie ma syna, osobiście go nie znam, wiem tyle, że ma na imię Justin i będzie chodził ze mną do szkoły, już od jutra...znowu nowy dzieciak w szkole. Ciekawe co tym razem przygotuje dla nowego ucznia Christian - zawsze jak przychodzi tu nowy dzieciak czekają go jakieś wyzwania, chyba, że ma jakieś znajomości, takie jak np. ja, Alan lub ktokolwiek inny z drużyny.
Nadeszła godzina szkoły, była 9:15, lekcje zaczynałam o 9:55, postanowiłam wyjść dzisiaj wcześniej i wpaść po drodze po Alana. Ubrana i przygotowana do wyjścia zeszłam na dół do przedpokoju, mama była już w pracy, więc musiałam zamknąć drzwi na klucz, tak też zrobiłam. Wyszłam z domu, po drodze do szkoły wstąpiłam do domu Alana, razem ruszyliśmy w stronę szkoły.
- To jak tam? Przygotowana na spotkanie naszych ukochanych plastików po weekendzie? - zachichotał Alan
- No jasne. Ja bym była nie przygotowana?! Wszystko mam, puder jest, róż także, przedłużane rzęsy też mam, jeszcze tylko muszę sobie przykleić tipsy, ale to zrobię już w szkole na lekcji, no bo jak to zrobić w domu? Przecież wtedy nie mogłabym zaszpanować, że jestem taka super! - powiedziałam po czym obydwoje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Nie powiem, lubiłam te nasze cudowne wspólne odpały. Były takie niezapomniane...
- Hahahaha, idealnie je naśladujesz, ale już się uspokój!
- Ale co ja robię, nie mogę być przez chwilę prawdziwa, w ogóle nie sztuczna, weź sam się uspokój, przecież kto w tych czasach nie upodabnia się do jakiegoś plastika, w moim przypadku do Sandry, jest nikim! - odczekałam chwilę z poważnym wyrazem twarzy, obserwowałam jego reakcję, a gdy już ją zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem prosto w jego twarz - Hahahahahaha, żałuj, że nie widziałeś swojej miny!!Hahahahaha!!
- Jeszcze tego pożałujesz, Willson - zagroził mi przyjaciel
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
____________________________
No siemka, to znowu ja, Paulla.Jak tam?Co u Was? Jest już wprowadzenie, za błędy z góry przepraszam. To, miłego czytania! Do zoba!
P.S.: Dedyk dla Maliny, Dorotki i Oli. Uwielbiam Was, wiecie o tym, nie? :D
Bajooo! / Paulla
poniedziałek, 4 marca 2013
Heeej :D
Siema! To mój nowy blog...o czym będzie opowiadał dowiecie się w swoim czasie :D wiem, że nie będzie pewnie czytelników, ale cóż...postaram się nie zawalić tego bloga tak, jak poprzedniego...To teraz krótka "notka" o mnie:
Mam na imię Paula, mam 13 lat, rude włosy i brązowe oczy. Jestem Belieber i Directioner :D
Mam na imię Paula, mam 13 lat, rude włosy i brązowe oczy. Jestem Belieber i Directioner :D
Tooo...mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło...dzięki za uwagę / Paulla
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)