- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
___________________________________________________
- Jesteś tego pewna? - podniósł obie brwi w górę uśmiechając się łobuzersko
- Tak, jestem pewna wszystkiego co robię lub co mówię!
- A chcesz, żebym sprawił, że zaczniesz krzyczeć?
- Hahahaha, ty sprawisz, że ja będę krzyczeć! Nie wierzę w to! - powiedziałam śmiejąc się i wytykając na niego język
- Nie? To zobacz... - powiedział po czym podbiegł do mnie, chwycił mnie w talii i przerzucił sobie na ramieniu
- Alan, postaw mnie na ziemię!! - krzyczałam ile się dało, a on tylko się zaśmiał i zaczął się kierować w stronę szkoły.
- Postawię cię jak powiesz, że więcej we mnie nie zwątpisz!
- Szantaż?
- A żebyś wiedziała...to jak, chcesz iść na własnych nogach, czy mam cię tak nieść do szkoły?
- Po co mam to mówić? Nawet jak ci to powiem, to i tak mnie nie postawisz! - znałam go dość długo, żeby wiedzieć, że tak zrobi.
- Nie ufasz mi? Taka z ciebie przyjaciółka? - udał obrażonego, ale nadal mnie nie postawił. Na dodatek wymierzył mi klapsa w tyłek!
"Dupek i wariat, kompletny wariat!" - tylko ta myśl mi teraz towarzyszyła
- Ałaa! Ty idioto! Postaw mnie natychmiast!
- Jak powiesz, że we mnie nie zwątpisz nigdy więcej!
- Ughh...dobra...nigdy w ciebie nie zwątpię! Już? Szczęśliwy?!
-Tak, teraz tak... - postawił mnie, no nareszcie!
- Jeszcze się policzymy, Peyton! Zobaczysz! - przymrużyłam na niego oczy i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Ouuu...już się boję...wielka i potężna Katie Willson się na mnie zemści! - ten idiota jeszcze się z tego śmiał, jakby nie wiedział co ja potrafię zrobić jak się zdenerwuję
- Pożałujesz tego wszystkiego! Sam wiesz do czego jestem zdolna jak mnie wkurzysz! - powiedziałam, a chłopak tylko odwrócił wzrok i już nic nie mówił - tak też myślałam, Alan.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, słyszeliśmy tylko ćwierki ptaków...tak, kocham wiosnę...lekkie promyki słońca, powracająca zieleń i to świeże powietrze...ach, kocham to.
Byliśmy już przy samym budynku szkoły, dzieciaki z innych klas siedziały na schodach przed wejściem chociaż przecież nie było tak ciepło, bo była dopiero wiosna.
Chcąc, czy nie chcąc musieliśmy wreszcie wejść do tego przeklętego budynku. Na szczęście miałam dziś tylko 4 lekcje : angielski, matematykę, polski i w-f, nienawidzę w-f ' u. Pewnie znowu ta wredna baba będzie kazała mi biegać dookoła boisk...ughh. Na angielskim usiadłam z Alanem, a na matematyce usiadłam z Chrisem - Ala nie był z tego zadowolony, ale cóż, nie jego sprawa z kim siadam i z kim się koleguję. Na polskim wyszło tak, że siedziałam sama, ale to lepiej, przynajmniej mogłam się skupić na tym co mówił nauczyciel. Nadeszła godzina w-f ' u, jak ja to przeżyję? Nienawidzę tej nauczycielki, ona jest taka denerwująca - lekko to ujmując, "Dasz radę, dasz radę.Nie daj się jej. Ona jest zwyczajną suką, a ty twardą i wytrzymałą dziewczyną" - takie myśli zawsze mnie determinowały. Po dzwonku oznajmującym koniec przerwy i początek nowej lekcji podreptałam z innymi dziewczynami do szatni, która była zaraz obok hali sportowej i szatni chłopców - mieliśmy w tym samym czasie w-f, a nawet bywało tak, że mieliśmy razem - graliśmy w coś lub my patrzyłyśmy jak chłopcy grają. Wyciągnęłam z torby białą dużą koszulkę i dresy, związałam włosy w kitkę i już byłam gotowa. Szłam w stronę wejścia na halę gdy usłyszałam ciche łkanie w damskiej toalecie. Po cichu weszłam do środka, a to, kogo tam zobaczyłam mega mnie zszokowało...nad umywalką stała zapłakana Sandra. Zrobiło mi się jej momentalnie szkoda, mimo tego, jak bardzo jej nienawidziłam. Dziewczyna najwyraźniej zobaczyła mnie w odbiciu lustra, bo szybko wytarła łzy spływające po jej policzkach.
- Ej, wszystko okej? - spytałam cicho robiąc krok w jej stronę
- A co cię to obchodzi, Katie?! - warknęła dziewczyna przymrużając oczy
- Wiem, że uważasz mnie za kompletnie beznadziejną, zimną dziwkę, ale ja mam naprawdę dobre serce. - dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie i zrobiła kilka kroków w moją stronę
- Ty i dobre serce?! A ile razy mnie zgnoiłaś, ile razy mną pomiatałaś, ile razy pozwoliłaś, by Chris się ze mnie naśmiewał?! - wytykała po kolei, widziałam ,że ją coś boli, że potrzebuje pomocy
- Bo ty nie robiłaś tego samego. Spójrzmy prawdzie w oczy, Sandra, nigdy nie byłyśmy doskonałe, każda z nas popełniała liczne błędy i nie wmówisz mi, ze tylko ja to robiłam! - dziewczyna spuściła głowę, a po jej policzku spływały kolejne łzy. Czy właśnie zobaczyłam jak Sandra Stone się łamie?! Niemożliwe!
- Wiem, że popełniałam błędy, wiem, że nie naprawię tego wszystkiego, a nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym tego chciała. - powiedziała niekomfortowo wiercąc się
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zmarszczyłam brwi i wpatrywałam się w dziewczynę, ta przeniosła swoje spojrzenie na mnie
- Chcę przez to powiedzieć, że chciałabym się zmienić, ale sama nie dam rady, a Doma i Viki nie pomogą mi w tym, nigdy się nie zmienię. - można było zauważyć, że dziewczyna na prawdę chce zmiany, bo teraz serio łzy były w jej oczach
- Uspokój się, nie płacz. Ja ci mogę pomóc być normalną, jak chcesz to Domie i Viki też mogę pomóc, z miłą chęcią to zrobię. - powiedziałam to po czym uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyny
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! - rzuciła mi się na szyję ze szczęścia. Na początku stałam trochę oszołomiona w jej objęciach, ale po chwili się odwzajemniłam. Dziewczyna się odsunęła i uśmiechnęła do mnie.
- Chodźmy na lekcje, bo nas trenerka ukatrupi. - powiedziałam po czym obie zachichotałyśmy
- Właśnie sobie przypomniałam, że nie wzięłam stroju. No niee...
- Trudno, ja tam bym miała na to wyjebkę, ale to tylko moje skromne zdanie na ten temat. - dziewczyna tylko się zaśmiała i zaczęła kierować się do wejścia na halę ciągnąc mnie za rękę.
- Sandra, Katie, gdzie wy dwie byłyście?! Lekcja zaczęła się 15 minut temu! - od razu po wejściu na salę zatrzymała nas trenerka i zaczęła się na nas drzeć. Ja stałam tam po prostu i nawet jej nie słuchałam, a Sandra zaczęła ją bajerować, że straciłyśmy rachubę czasu przy plotkach. Haha, nawet nie wiedziałam, że Sandra może być aż tak fajna, miła i pomocna, a zwłaszcza dla swojego największego wroga jakim byłam ja. Doma i Viki cały czas dziwnie nam się przyglądały. Co z tego, że dotąd najwięksi wrogowie naglę się razem wygłupiają i śmieją? Czy to coś dziwnego?
Sandra zaczęła robić głupie rzeczy na trybunach, a ja się śmiałam nieopamiętanie gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na talii. Przez chwilę stałam nieruchomo, ale zaraz odwróciłam i się i zobaczyłam Alana.
- Czego chcesz? Nie dość ci po dzisiejszym poranku?
- Oj Katie, nie bądź zła na mnie. Przeciez ja nic takiego nie zrobiłem. - mówił błagalnym głosem
- Gdybym była zła to myślisz, że gadałabym tu, teraz. z tobą? - wyszczerzyłam się komicznie
- No nie wiem, nie wiem...
- Poza tym, gdybym była zła to kto by mnie pocieszał w trudnych chwilach i mówił, że będzie dobrze?
- Umm...zauważyłem coś dziwnego...
- Hę? Co takiego? - spytałam całkiem zdezorientowana
- Czy to jest właśnie Sandra Stone i to dzięki niej się tak śmiałaś?
- Ummm...tak, to ona, w czymś ci to przeszkadza?
- No bo wiesz, najpierw siadasz na lekcji z Chrisem, teraz zaczynasz przyjaźnić się z Sandrą... czuję się zapominany z każdą chwilą... - spuścił głowę i udał, że jest mu smutno z tego powodu
- Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie jest. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, jesteś moim bratem!
- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
_______________________________
Witajcie! To znów ja! Jak się podoba? Mam nadzieję, że taka długość wystarczy?
Dedyk tym razem dla Asi, mam nadzieję, że moja wyobraźnie Cię nie zawiodła! ;D
To chyba tyle z mojej strony!
Bojoo!
/Paulla
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz