czwartek, 28 marca 2013

Rozdział drugi

- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
______________________________
*Alan*
Kiedy rozłożyłem ramiona dając znak Katie, że ma mnie przytulić, myślałem, że zaśmieje mi się w twarz i mnie nie przytuli. Byłbym wtedy taki nieszczęśliwy...nie no żart...kurde, o czym ja myślę?! Nieważne... wracając do przytulenia, było zupełnie inaczej niż mi się wydawało, zielonooka wtuliła się we mnie jak pięciolatka w pluszowego misia. To dobre określenie? Myślę, że tak, bo tak to wyglądało, gdyż jestem od niej wyższy i ona jest strasznie drobna jak na sportowca.
- Willson, Peyton, co to za obściskiwanie się na lekcji?! - usłyszeliśmy, jak trenerka się na nas drze gdy nas tylko zobaczyła. Poczułem tylko, jak Katie niezdarnie wyplątywała się z mojego uścisku.
- Przepraszam, pani Brandon, już wracam do biegania. - przewróciła oczami brunetka, po czym spojrzała na mnie - cześć Alan, wracaj do siebie, bo przecież muszę biegać! - podkreśliła ostatnie słowa, po czym znów wywróciła oczami, a ja tylko się uśmiechnąłem do niej i rzuciłem krótkie "Cześć" , i potruchtałem na swoją stronę hali sportowej. Akurat trafiłem na wybieranie drużyn do siatki. Na moje nieszczęście, a może i szczęście byłem z Chrisem. Ten gościu jest taki denerwujący! Przyczepił się do Katie, żeby tylko zrobić mi na złość! Nienawidzę go! Nie rozumiem jak Katie może się z nim zadawać?! Ale niestety nie mogę jej mówić z kim ma się przyjaźnić, a z kim nie.
Ogłosiliśmy pani Brandon, że potrzebujemy całej hali, bo gramy dzisiaj w siatkówkę, ta od razu się zgodziła, jak nigdy...a no tak, bajerował ją Ryan...kurde, trenerka się w nim zabujała, współczuję chłopakowi! Dziewczyny tylko nam dziękowały za to, że nie muszą dalej biegać. Hahah, miały powód, żeby nam dziękować.
Kiedy już dziewczyny usadowiły się na trybunach my zaczęliśmy grać. Oczywiście nie obyło się bez chichotu dziewczyn jak któryś z chłopaków podciągał koszulkę i wycierał sobie nią pot z czoła, tak, że było widać jego brzuch. Niektórzy oczywiście są takimi troszkę pasztetami i wtedy to już nie był chichot, tylko niepohamowany śmiech.
Ponieważ zaczęliśmy grę 25 minut przed dzwonkiem, skończyliśmy wynikiem 21:19 oczywiście dla naszej drużyny. Wszyscy poszliśmy się przebierać, większość chłopaków pozdejmowało koszulki od razu po wyjściu z hali, nie powiem, ja też tak nieraz robiłem, ale nie kiedy szedłem z Katie tak, jak teraz. Po prostu nie lubiłem tego przy niej robić. Nie wiem...nie chciałem, żeby się poczuła nieswojo, czy coś.
- Noo...i jak się grało w drużynie z Chrisem? - powiedziała z lekkim uśmiechem brunetka
- Jakoś tak dziwnie...myślałem, że specjalnie, żeby mnie poniżyć będzie do mnie podawał same spalone piłki, ale się myliłem.
- No widzisz...może on nie jest taki zły za jakiego go uważasz?
- Hahah, Katie, mimo tego, że dobrze mi się z nim gra, to nie zmienię o nim zdania.
- No tak, zapomniałam, że jesteś Alan... - zaśmiała się i przewróciła teatralnie oczyma zielonooka
- Co to ma znaczyć, że jestem Alan? - haha, lubiłem udawać idiotę, całkiem nieźle mi to wychodziło...zaraz, zaraz, a może ja jestem idiotą?!
-  Idiota, po prostu idiota. - wyszczerzyła się ślicznie Katie po czym dodała - idź już się przebrać, widzimy się na dziedzińcu.
- No okej, okej, do zobaczenia. - powiedziałem po czym poszedłem do szatni. Długo mi nie zajęło przebranie się, bo po około 10 minutach wyszedłem na dziedziniec, a brunetki tam jeszcze nie było.
Czekałem jakieś 15 minut na nią, nagle poczułem, że ktoś wylewa mi na głowę zimną wodę.
- Jeżeli to ty, Katie, to nie żyjesz! - odwróciłem się przodem do "sprawcy" tego zajścia. No i kogo zobaczyłem? Oczywiście, że Katie!
- Hahaha, ahaa, już się boję. To wylanie wody na ciebie to takie wynagrodzenie tego, że tak długo musiałeś czekać. - wyszczerzyła się
- Kiedyś się doigrasz. - stanąłem tak blisko niej jak było to możliwe, a brunetka nadal się śmiała, a ją zacząłem ściskać - a to kara za wylanie na mnie wody. - oczywiście była to kara, bo miałem całą mokrą koszulkę z przodu, więc dziewczyna też była momentalnie mokra.
- Hahaha, myślisz, że co? Że zacznę uciekać od ciebie?
- No miałem takie oczekiwania. - wypuściłem ją z ramion i powiedziałem to drapiąc się w kark
- To się pomyliłeś. Kurde, serio myślałeś, że boję się wody?! Dobra, będziemy tu tak stali, czy wreszcie ruszymy się w stronę domów?
- No niby nie powinnaś się jej bać, ale wieeesz... - wyszczerzyłem się na co Katie tylko się słodko zachichotała. Muszę się ogarnąć, bo wiem, że ona nigdy nie będzie ze mną, bo przecież jesteśmy rodzeństwem - Chyba wypadałoby iść. - uśmiechnąłem się lekko, a brunetka to tylko odwzajemniła.
*Katie*
Idziemy tak chyba tylko około 10 minut, a droga mi się dłuży i dłuży. O, niedługo będziemy pod domem Alana, a później będę szła dalej sama, w totalnej samotności. Co z tego, że między moim domem, a domem Alana jest tylko 5 kolejnych domów? I tak będę szła sama te 3 czy 4 minuty. Postanowiłam przerwać tę ciszę między nami:
- To jak? Jutro też mam wpaść po ciebie? - zapytałam po cichu myśląc, że dalej jest zły za to wylanie wody na niego
- Jak chcesz, daleko w sumie nie masz, więc możesz wpaść. Ejj, jutro ten nowy będzie u nas?
- Taa... syn narzeczonej mojego ojca - powiedziałam to krzywiąc się
- Aż taka zła jest? - zapytał z czymś podobnym do wyrzutu, chociaż wiem, że nie chciał, żeby tak wyszło.
- Nie znam jej dobrze, ale wydaje mi się, że ona go kocha pod względem tego, że dobrze zarabia i potrafi jej dogodzić drogimi prezentami.
- Nie no, przestań, skoro twój ojciec jest szczęśliwy z tą kobietą, to nie powinnaś tak źle się nastawiać w stosunku do niej. - uwielbiam Alana za to, że jak trzeba to potrafi zachować się jak prawdziwa kobieta. Hahaha.
- Wiesz co, Alan? - powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu
- Hę?
- To dobra rada, ale czasami zachowujesz się jak dziewczyna. Hahaha. - nie wytrzymałam, po prostu musiałam to powiedzieć. Jak zwykle mówię coś, co nie jest ani na miejscu, ani nie jest powiedziane w odpowiednim momencie.
- Wiesz, dzięki wielkie. - obórmuszył się lekko
- Alaaan, nie bądź zły, prooszę. - powiedziałam jak najłagodniej mogłam i przytuliłam go od tyłu
- A to co? - powiedział chłopak z uśmiechem i "przekręcił" mnie tak, że byłam w jego ramionach
- Przeprosiny? - powiedziałam i wyszczerzyłam się jak debilka
- Hahaha, muszę się częściej obrażać na ciebie. - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy
- Pff...nie prawda, następnym razem nie będzie czegoś takiego jak teraz. - wytknęłam na niego język
- Taaa...jasnee... - powiedział to i chyba myślał, że tego nie słyszałam. "Głupek"
- Coś mówiłeś?
- Ja? - powiedział i spojrzał na mnie wielkimi oczyma - Nieee...ależ skąd... - teraz pokazał swoje bieluśkie zęby.
Nawet nie zauważyłam, że przeszliśmy obok domu mojego przyjaciela.
- A ty co? Pomyliłeś drogi? - trąciłam szatyna w ramię na co on zachichotał i pokiwał głową przecząco
- Niee...i tak nikogo nie ma pewnie jeszcze w domy więc mogę cie odprowadzić te pięć domów dalej. Chyba, że nie chcesz to zawsze mogę się zawrócić i iść do siebie.
- Nie wiem, jak chcesz. Ale niestety do środka cię nie wpuszczę, bo idę tylko się przebrać i lecę do ojca. Zaprosił mnie na obiad i, żebym lepiej zapoznała się z tą Pattie.
- No spooko, nie chciałem wchodzić, nie po to cię odprowadzam. - zaśmiał się niebieskooki
- To fajnie. - uśmiechnęłam się szeroko do niego.
Zanim się obejrzeliśmy, byliśmy pod moim domem. Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do środka. Po wejściu zdjęłam trampki i dżinsową kurtkę, i podreptałam do kuchni, żeby się czegoś napić. Zauważyłam małą, zieloną karteczkę przyklejoną do blatu kuchennego Odkleiłam ją i przeczytałam:
" Będę wieczorem, nie martw się o mnie. Miłego wieczoru u taty. Buziaki, mama."
- Okeej - powiedziałam do karteczki od mamy
Podreptałam do pokoju przygotować się. Podeszłam do biurka, na którym stała wieża i włączyłam radio, akurat leciała moja ulubiona piosenka "Benath your beautiful" , więc zaczęłam tak jakby tańczyć. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam łososiowe rurki i miętową koszulkę ze znakiem wieczności i napisem "Believe". Odkrywała ona jakieś 2 centymetry mojego płaskiego brzucha. Do tego wzięłam zwykłe, miętowe balerinki. Poszłam do łazienki się odświeżyć, zajęło mi to tylko 15 minut. Wyszłam spod prysznica i się ubrałam po czym nałożyłam lekki makijaż składający się z podkładu i tuszu do rzęs. Włosy dokładnie wysuszyłam i je jakoś ułożyłam, nie związywałam ich, bo lubiłam moje naturalne loki. Wyszła z łazienki i udałam się do pokoju, spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:50 i jedną nieodebraną wiadomość od taty. Brzmiała tak:
" Witaj córciu, będę po Ciebie o 15, buziaki i do zobaczenia ;*"
Mając tylko 10 minut wsunęłam telefon do kieszeni spodni i zbiegłam po schodach na dół, pomalowałam lekko usta błyszczykiem i udałam się do przedpokoju, gdzie zarzuciłam na siebie tylko dżinsową kurtkę, zgarnęłam z półki klucze od domu i wyszłam z niego zamykając za sobą drzwi na klucz. Po wyjściu zauważyłam granatowe BMW skręcające na mój podjazd, uśmiechnęłam się i zaraz już siedziałam na miejscu pasażera i zapinałam pasy.
- Heej córciu, tęskniłem. - powiedział po moim wejściu do samochodu ojciec. W sumie to walić to, że wtedy mówiłam, kocham go takiego, jaki jest i nie wymieniłabym go na innego innego! Też za nim bardzo tęskniłam.
- Też tęskniłam. - uśmiechnęłam się naprawdę szczerze, a ojciec to odwzajemnił i wyruszył z podjazdu kierując się w stronę swojego domu. Dojechaliśmy chyba po niecałych 30 minutach, wyszłam z samochodu, a zaraz za mną tata. Otworzył drzwi i przepuścił mnie w progu, tak, był gentelmanem. Weszłam do środka i zdjęłam kurtkę, tata kazał mi nie zdejmować balerinek, więc je zostawiłam na nogach. Weszłam za ojcem w środek domu i od razu przywitało mnie ciepło z niego bijące, zobaczyłam Pattie i kogoś, kogo widziałam pierwszy raz w życiu, był to chyba syn Pattie. Miał dobrze ułożone, szatynowe włosy i diamentowe kolczyki w uszach. Do tego miał szarą bluzę i spodnie z niskim stanem. Spojrzałam znacząco na tatę, a on popatrzył na mnie i na tego chłopaka...chyba Justina, o ile się nie mylę.
- Ouu, nie mówiłem ci, że Justin zje z nami?
- Nie, właśnie nie mówiłeś. - uśmiechnęłam się trochę sztucznie, a ojciec tylko chrząknął i popatrzył na chłopaka.
- Emm...cześć, Justin jestem... - powiedział trochę nieśmiało chłopak i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Cześć, Katie. - uścisnęłam jego rękę i uśmiechnęłam się lekko, a on tylko to odwzajemnił.
- No, to widzę, że już się znacie i możemy wreszcie zasiąść do stołu. - powiedziała łagodnie Pattie, może nie była ona taka zła za jaką ją miałam? Nie wiem tam, przekonam się z czasem.
- Więc, Justin, gdzie chodzisz do szkoły? - zapytałam po kilku minutach ciszy, a chłopak na mnie tylko spojrzał i wrócił do jedzenia, nic nie odpowiedział
- Musisz mu to wybaczyć, nie jest zbyt rozmowny. - powiedziała do mnie Pattie z miłym uśmiechem, a ja tylko pokiwałam lekko głową i dokończyłam posiłek.
Po skończonym posiłku, powiedziałam, że pójdę do pokoju gościnnego na górę pooglądać telewizor. Tata od razu się zgodził, więc wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę schodów, cały czas czułam wzrok Justina na sobie. Weszłam do pokoju gościnnego, zajęłam miejsce na małej kanapie, ściągnęłam balerinki z nóg i podkuliłam nogi po czym od razu włączyłam telewizor, nie było nigdzie nic ciekawego, więc postanowiłam włączyć muzykę i napisać do Alana, tak też zrobiłam. Po chwili dostałam odpowiedź na mojego sms'a oraz usłyszałam pukanie do drzwi. Był to tata.
- Hej, można?
- Tak, jasne. Siadaj. - ojciec wykonał czynność, o którą go "prosiłam" - co cię tu sprowadza?
- Mam pytanie i wielką prośbę do ciebie.
- No dobra, dawaj. - zachichotałam lekko, żeby rozluźnić sytuację, chyba mi się to udało, bo tata się uśmiechnął.
- Więc...pytanie, czemu tak szybko od nas uciekłaś?
- Bo uznałam, że nie mam po co tam siedzieć, że może ty i Pattie macie coś do... - nie dokończyłam, bo mi przerwał
- Chodzi o Justina? - trafił w dziesiątkę!
- Może i tak, czemu on jest taki małomówny?
- Jego rodzice rozwiedli się niedawno, a on jest po prostu zły trochę na Pattie, że spiknęła się ze mną, poza tym on jest w trudnym wieku.
- No tak, wiem coś o rozbitej rodzinie. - powiedziałam i spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła słona łza, którą zaraz wytarłam.
__________________________________
Heej. Co tam? Jak tam u Was?
Dodaję rozdział pisany w nocy, jest dokładnie 02:45 haha xD
Miłego czytania i pozdrowienia dla wszystkich czytających! ;3
Życzę spokojnych świąt Wielkanocy :D
Buziaki! / Paulla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz