środa, 22 maja 2013

Rozdział szósty

*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła. Siedziałem tak całą noc.
~Rano~
Obserwowałem jak spokojnie się budzi, co było dziwne, bo całą noc się wzdrygała i trzęsła.
Otworzyła oczy i spojrzała na nasze dłonie, i na mnie.
- Jak długo trzymasz tak tą rękę. - zaśmiała się
- Właściwie to całą noc. - uśmiechnąłem się
- Jak to całą noc? Nie spałeś? - spytała zdziwiona
- Nie, nie spałem. Ty spałaś strasznie burzliwie, coś ci się śniło?
- Nie pamiętam. - złapała się za głowę i wytrzeszczyła oczy - nie pamiętam, jakim cudem?
- Może po prostu byłaś zbyt zmęczona, żeby pamiętać?
- Hmmm... możliwe... - powiedziała i w tym samym momencie wszedł lekarz
- Witam, panno Willson. Jak się czujesz?
- Dobrze, nie narzekam.
- Dobrze, więc dzisiaj cię wypuścimy. - uśmiechnął się
- Okej. - w odpowiedzi również się uśmiechnęłam
- No to teraz pomóż mi się podnieść. - wyciągnęła do mnie rękę i zachichotała
- No nie wiem, jesteś całkiem ciężka. - próbowałem się nie śmiać, a ona uderzyła mnie w ramię
- Jakoś przy noszeniu mnie nie miałeś większych problemów. - przechytrzyła mnie. Nie pomyślałem, że tero użyje.
Ponownie wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem bez gadanie jej pomogłem. Usiadła z grymasem na twarzy i złapała się za głowę.
- Ałć, moja głowa.
- Co jest? - spytałam podtrzymując ją
- Nic, to normalne po takich rzeczach. - tylko przytaknąłem.
Wciąż ją podtrzymywałem i wszedł lekarz.
- O, widzę, że pański chłopak pomógł. Myślałem, że nie wpadniecie na pomysł próby wstania. - zaśmiał się.
*Katie*
On nazwał Justina moim chłopakiem. Co?! On moim chłopakiem?
- Emm... my nie jesteśmy parą. - wtrąciłam
- Aha, to w takim razie przepraszam. - powiedział jakby nie dowierzając moim słowom.
Przewróciłam oczami i zaczęłam:
- Kiedy mnie pan wypuści?
- Po południ będziesz wolna. - uśmiechnął się - boli cię coś? Głowa, brzuch, coś?
- Trochę głowa, ale jest okej. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Lekarz wyszedł, a Justin wybuchł śmiechem.
Popatrzyłam na niego, jak na idiotę.
- A tobie co? - zapytałam śmiejąc się z niego
- On nazwał nas parą. - znów wybuchł śmiechem, a ja się tylko zarumieniłam
- Haha, tak, to było dość dziwne. - podrapałam się po karku
- Znaczy wiesz, jak chcesz, to jestem do wzięcia. - poruszył śmiesznie brwiami z zadziornym uśmiechem, za co dostał w ramię. Znów.
- Spadaj. Ty mógłbyś być moim bratem, nie chłopakiem.
- Bratem? Jak chcesz mogę być twoim starszym bratem. - znów poruszył brwiami
- Nie, dzięki. Byłbyś takim bratem, który by mi wszystkiego zabraniał. - założyłam ręce na piersiach
- Haha, tak, dokładnie tak. - uśmiechnął się ukazując przy tym bielutkie zęby.
Oberwał za to poduszką.
- Oooo... pożałujesz! - powiedział ze śmiechem i zaczął mnie łaskotać.
Mówiłam mu, żeby przestał, ale on nic! Co za wariat!
Serio chciałabym mieć takiego brata. Jest strasznie troskliwy, chociaż myślałam, że będzie straszny. Znaczy, jeszcze go nie znam, ale wydaje się na prawdę fajny. I żeby nie było; nie, nie zakochałam się! Po prostu on był dla mnie cholernie miły. No sorry, przywiózł mnie w to cholerne miejsce, gdy złamałam nogę i wczoraj, gdy zemdlałam. Poza tym, chciało mu się mnie nosić tyle razy na rękach, a do najlżejszych to ja nie należę.
Przestał, wreszcie...
- Przeproś - wskazał na swój policzek
- Za co?
- Za rzucenie we mnie poduszką. No dalej, przeproś. - znów nadstawił policzek
- Okej, sam tego chciałeś. - wzruszyłam ramionami, pocałowałam dłoń i uderzyłam go w twarz.
Jego mina. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
- Ej, a to co?! - złapał się za policzek
- Przeprosiny. - powiedziałam niewinnym głosem.
- Ugh, za karę masz mnie przytulić! - wyciągnął do mnie wskazujący palec i nim pomachał przed moją twarzą
- Hahaha, sam się przytul, wariacie! - zaśmiałam się
- Okej, ale ty też masz mnie przytulić. - postawił warunek
- Okeeej. - powiedziałam, a on serio sam siebie przytulił.
To wyglądało tak uroczo.
- Już, teraz twoja kolej. - rozłożył ramiona, a ja się w nie wtopiłam.
- Dziękuję, że jesteś tutaj. - wyszeptałam mu do ucha
- Co? - spytał ze zdezorientowaniem. Popatrzył mi w oczy trzymając ręce wciąż na mojej talii, moje zaś były oplecione na jego szyi.
- No dziękuję, że jesteś tu. Matki nie ma, w sumie dobrze, ojciec też nie wykazuje zainteresowania, a ty tu jesteś, mimo tego, że znasz mnie kilka dni. - uśmiechnęłam się patrząc w jego bursztynowe oczy.
Zabrałam ręce z jego szyi i odwróciłam wzrok, ale jego ręce były cały czas na moich biodrach.
____________________________________________________
Witajcie! Mamy szósty rozdział!
No więc tak... zastanawiałam się ostatnio, czy nie zrobić strony tego bloga na fb. Wiecie, informowałabym tam o nowych rozdziałach, moglibyście pisać do mnie na priv. :D
Co Wy na to?
Liczę na komentarze!
Jeszcze jedno... dzięki za wyświetlenia, liczę na coraz więcej!
Miłego czytania. <3 / Paulla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz