Zerknęłam na telefon, była 23:40, nastawiłam budzik na 7:20 i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
___________________________________________________
*Justin*
Wróciłem około 24 od Katie. Kurde, ta dziewczyna to ma farta. Haha, złamać palec, a jutro zapieprzać do szkoły. Spoko.
Po ogarnięciu się przed snem wczołgałem się zmęczony do łóżka i nastawiłem budzik na 7:00. Oczywiście wstanę pewnie około 7:40, ale to szczegół.
*RANO*
Budzik zaczął dzwonić punktualnie o 7:00, przestawiłem go na 7:30 i o równej 7:30 wstałem, a raczej zwlekłem się z łóżka w stronę łazienki. Po porannej toalecie postanowiłem wybrać jakieś ubrania. Stanąłem przed szafą z dylematem. W co się ubrać?! Po dłuższym namyśle wybrałem niebieskie spodnie z niskim krokiem, białą bokserkę, czarną bluzę i czarne supry. Chyba wyglądałem dosyć przyzwoicie. Podszedłem do lustra i ułożyłem włosy. Popatrzyłem na wyświetlacz mojego telefonu, który wskazywał godzinę 8:00. Miałem mało czasu. Zbiegłem więc po schodach do przedpokoju. Zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i wziąłem klucze do mojego samochodu. Odblokowałem pojazd i wsiadłem do środka, wsadziłem kluczyki do stacyjki po czym odpaliłem auto. Wyruszyłem z podjazdu z piskiem opon, tak, jak lubiłem. Haha, to jest to. Jechałem dość szybko po Katie, bo była 8:10, a za dziesięć minut powinienem być pod jej domem.
Punktualnie dwadzieścia po ósmej wjechałem na podjazd domu Katie. Dziewczyna jeszcze nie było, zdziwiło mnie to, bo to ona kazała mi przyjechać punktualnie. Zaparkowałem na podjeździe i zgasiłem samochód. Wysiadłem z niego i podszedłem do drzwi po czym zapukałem. Z kilka minut zobaczyłem Katie w wejściu.
- Witaaam. - przeciągnąłem z zadziornym uśmiechem, a ona się zarumieniła
- No cześć. - wyszczerzyła się ślicznie
- Gotowa? Możemy jechać?
- Emmm... tak właściwie to lekcje zaczynamy o 9:40...
- Hahaha, to po co miałem tu być o tak wcześnie.
- Bo jesteś mi potrzebny.
- Hę? W czym?
- W dotrzymaniu towarzystwa. - wyszczerzyła się
- Hahaha, skoro tak mówisz, to zgoda, zostanę.
- No ja myślę. Poza tym, pomyślałam, że skoro mam cię oprowadzać po szkole i tak dalej, to powinniśmy wiedzieć o sobie więcej, niż swoje imiona i to, że mój ojciec i twoja mama są razem. - zaproponowała
- Emm...no czemu nie. Ale może jak wejdziemy do środka?
- No taak. - uśmiechnęła się ukazując rządek białych zębów
Podeszliśmy do środka. Katie weszła do domu, a ja tuż za nią zamknąłem drzwi za nami. Katie zaczęła się krzywić...
- Co ci jest? - spojrzałem na nią zaniepokojony
- Nic, po prostu noga mnie strasznie boli.
- Może nie powinnaś iść dzisiaj do szkoły, co?
- Dam radę, spokojnie. Patrz... - wstała i zaczęła iść z kulami krzywiąc się jeszcze bardziej - nie, jednak nie dam rady.
- Może zostać z tobą? - zaproponowałem
- Nie, ty musisz iść do szkoły. Twoja matka nie wybaczyłaby mi tego, że nie poszedłeś tam.
- Katie, moja matka cię uwielbia, uwierz. Poza tym, po co mam iść do tej szkoły? Nie znam tam nikogo, nie wiem gdzie mam klasy, nie mam książek.
- No racja. - zachichotała uroczo. Kurde, niee...ona mi się podoba? Niee...nie możliwe!
- To co będziemy robić cały dzień?
- My? Ty serio chcesz zostać ze mną?
- No jasne, czemu nie? W końcu mieliśmy się poznawać, prawda?
- Aa, tak, prawda. - uśmiechnęła się - chcesz coś do picia?
- Jasne. - powiedziałem, a Katie wstała i poczłapała po szklanki i colę
- Proszę. - wręczyła mi z lekkim uśmiechem szklankę - wolisz iść do mnie, czy do salonu?
- Możemy iść do ciebie - powiedziałem, a ona westchnęła i skrzywiła się patrząc na schody.
- To będzie męczarnia, ale dam radę. - powiedziała i zaczęła iść w kierunku schodów
- Może cię zanieść? - zaproponowałem, a ona się do mnie odwróciła
- Nie, no coś ty. Już się mnie nadźwigałeś wczoraj. Dam radę. - powiedziała, a ja podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce
- Justin, serio, dałabym radę.
- Nie sądzę, skarbie.
*Katie*
On mnie nazwał swoim skarbem?! Nie no, to takie urocze. Hhaha. To miło z jego strony, że chciało mu się mnie nieść. Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Justin cały czas miał mnie na rękach, postawił mnie dopiero przy łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło
- Z co?
- Za to, że mnie tu wniosłeś.
- Aaa...umm...nie ma za co, zawsze do usług. - wyszczerzył się ślicznie
- Co będziemy robić? - zapytałam po chwili ciszy
- Nie wiem, co chcesz. Za dużego wyboru nie mamy. - zaśmiał się wskazując na mój gips
- Hha, no racje. - zaśmiałam się z nim
- No nie wiem, co możemy porobić? Możemy poopowiadać sobie o sobie.
- O, okej. To co chcesz o mnie wiedzieć?
- Emm...nie wiem...wszystko? - zachichotał i spojrzał na mnie
- Wszystkiego na pewno się nie dowiesz. - szturchnęłam go w ramię
- No okeej. - udał obrażonego
- Hahaha, wyglądasz jak małe dziecko. - zaśmiałam się złośliwie
- Hahaha, serio, dziecko? - spojrzał na mnie ze śmiechem
- Tak, dziecko. które nie dostało wymarzonej zabawki. - drażniłam się z nim
- Hahaha. Dobra, opowiadaj mi o sobie.
- No okeej. Więc, jestem Katie Willson, 6 marca będę miała pełne 17 lat, mam tylko 160 cm wzrostu, moi rodzice się rozwiedli gdy miałam 6 lat, moim najlepszym przyjacielem jest Alan i to chyba wszystko...a jeszcze jedno, nie mam chłopaka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam z jakim zaciekawienie patrzy na mnie teraz Justin - dobra, teraz ty. Opowiedz mi coś o sobie.
- Okeej. To jestem Justin Bieber, moje drugie imię to Drew, mam 18 lat, ale chodzę, do pierwszej liceum, bo byłem młody, głupi i nie chodziłem do szkoły. Mam 180 cm wzrostu. W tym mieście nie mam znajomych, no oprócz ciebie. Poprzednio mieszkałem w Kanadzie, ale przeprowadziłem się tu z rodzicami jakieś 2 lata temu. Moi rodzice nie są razem od ponad pół roku. Moja matka umawia się z twoim ojcem. Mam dwójkę rodzeństwa; Jazmyn - młodsza - starsza siostra i Jaxon - młodszy brat. Nie mam dziewczyny, bo według wszystkich jestem chujem bez serca. - popatrzył na mnie, a ja miałam szeroko otwarte oczy, tak z zaciekawienia - wybacz za to określenie, ale tak mnie prawie wszystkie nazwały.
- Nie no, spoko. Po prostu się zdziwiłam, że cię tak nazwały, bo wydajesz się być całkiem fajny. - moje policzki pokryły się rumieńcem, a on zachichotał
- Powiedzieć ci coś głupiego? - zaproponował szatyn
- Haha, no dawaj.- wyszczerzyłam się
- Uwielbiam, jak dziewczyna się rumieni. - powiedział, a moje policzki zróżowiały jeszcze bardziej - haha, tak, jak ty teraz. - uśmiechnął się chyba najśliczniej jak potrafił.
- No nie, weź, mnie wkurza, jak się rumienię, bo wtedy mam takie okropne, czerwone policzki. - skrzywiłam się
- Nie, nie są okropne, są urocze.
- Nie, one są okropne. - droczyłam się z nim
- Urocze.
- Okropne!
- Urooocze. - przeciągnął
- Okrooopnee. - zrobiłam to samo
- Nie kłóć się ze mną, skarbie. - skrzywiłam się z uśmiechem - coś się stało? Twoja mina była dość dziwna.
- Nie...znaczy, bo...już drugi raz nazwałeś mnie skarbem.
- Haha, no racja. Przeszkadza ci to? - podrapał się niezręcznie po szyi
- Emmm...chyba nie... - uśmiechnęłam się, a moje policzki pokryły się znów rumieńcem. Szybko zakryłam je rękoma.
- Co ty robisz? - zapytał Justin i zdjął mi ręce z policzków po czym się uśmiechnął - znów się rumienisz. Czy to ja na ciebie tak wpływam? - poruszył zabawnie brwiami
- Hahah, nie. - udałam poważną
- Jasne, jasne. - myślał, że tego nie słyszałam
- Słyszałam to. - szturchnęłam go w ramię
- Hahaha, ale co? - udawał idiotę
- Niee, nic. - wystawiłam mu język. - to co robimy?
- Nie wiem, a co chcesz?
- Też nie wiem, wiemy o sobie już chyba wszystko.
- W sumie to nie powiedziałem ci jednego.
- A mianowicie?
- Gram na gitarze, tworzę piosenki i trochę śpiewam.
- Łoooo... ja ci nie powiedziałam, że amatorsko śpiewam.
- Serio? Zaśpiewaj mi coś.
- Nie, wolę nie.
- No prooooszę. - wręcz błagał
- Nie, Justin, nie zaśpiewam. - powiedziałam, a on wstał z łóżka i klęknął przede mną.
- Będę robił z siebie idiotę dopóki mi nie zaśpiewasz. - powiedział i zaczął błagać
- Ughhh...dobra...zaśpiewam, ale ty śpiewasz ze mną. - powiedziałam, a on się uśmiechnął po czym skrzywił, wstał i pocałował mnie w policzek. - a to za co? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem
- Za to, że nie muszę już robić z siebie idioty i za to, że zgodziłaś się mi zaśpiewać.
- Co mam ci zaśpiewać?
- Znasz piosenkę "Beneath youf beautiful" ?
- Pewnie, że znam!
- To śpiewaj.
- Emmm...miałeś ze mną śpiewać, więc zaczynasz. - wyszczerzyłam się
- No dobraaa...masz gitarę?
- Po co ci?
- Do podegrania nam.
- Aaa...ummm...mam gitarę. Tam stoi. - wskazałam na gitarę na końcu pokoju. Justin wstał, podszedł do gitary, chwycił ją i wrócił do mnie.
- Zaczynamy? - zapytał
- Tak, zaczynaj.
- Okeej... - powiedział i zaczął grać, a ja się uśmiechnęłam -
You tell all the boys no,
Makes your feel good, yeah.
I konw you're out of my league,
But that won't scare me,
away oh no.
You've carried on so long,
You couldn''t stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautifiul?
Would let me see beneat you"re perfect?
Take it off now girl,
Take it off now girl,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Ale on ma śliczny głooos..." - pomyślałam - "kurde, kurde, kurde, teraz jaaa...na pewno mnie wyśmieje"
You let all the girls go,
Makes you feel good,
Don't it?
Behind your Brodway show,
I heard a voice say please don't hurt me.
You've carried on so long,
You couldn't stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautiful?Would let me see beneat you"re perfect?Take it off now boy,
Take it off now boy,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Yeeeey, wreszcie duet!" - haha, moje myśli
I'm gonna climb on top,
Your every tower,
I'm hold your hand and we'll jump right out.
Ja: We'll be fallin, fallin,
Razem: But that's okay.
On :I'll be right here,
I just wanna love.
Would you let me see beneath you're beautiful?
Would you let me see beneath you're perfect?
Razem: Take it off now girl/boy,
Take it off now girl/boy,
Cos I wanna see you say...
On: Would you let me see beneath you're beautifull tonight?
Razem: Oh tonight, we ain't perfect,
We ain't perfect.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
- Brawo, brawo. - zerwaliśmy się, a w drzwiach zobaczyliśmy moją matkę.
- Mamo, co ty tu robisz? - zapytałam - miało cię chyba nie być.
- Też się cieszę, że cię widzę - zaśmiała się, a my jej zawtórowaliśmy
- Witam. Justin. - wyciągnął do niej rękę
- Witam. Matka Katie. - uścisnęła jego rękę. - To było piękne. Pięknie grasz na gitarze i w ogóle bardzo dobrze się zgraliście.
- To racja, Justin ślicznie grał i pięknie śpiewał, a ja? Bleh!
- Nie gadaj głupot, Katie. Było ślicznie! - powiedział Justin
-Mój głos nie jest tak ładny, jak twój.
- Jest lepszy... - powiedział
- Nie, nie jest i nie kłóć się ze mną!
- Będę, bo kłamiesz!
- Nie, nie kłamię! - powiedziałam i uderzyłam go poduszką w ramię. On mi ją zabrał i zaczęła się wielka bitwa!
- Hahaha, przestań, ja mam nogę w gipsie!
- Sama zaczęłaś! - bawiliśmy się tak dobrze, że nawet nie zauważyliśmy jak moja mam wyszła z pokoju. Justin odłożył poduszki i zaczął mnie łaskotać. Niestety nie wiedział jeszcze, że nie mam łaskotek. Znaczy mam, ale tylko w jednym miejscu.
- Co ty robisz, Justin? - popatryłam na jego ręce, które znajdowały się na moich żebrach
- Nie masz łaskotek? - wysunął dolną wargę do przodu
- Może mam, może nie mam. A ty masz? - zapytałam i dźgnęłam go w żebra - ahaha, maaaasz! - przeciągnęłam i zaczęłam go łaskotać
- Przestaaań! - śmiał się
- Nie, nie przestanę!
- Ach tak? - powiedział i położył nade mną na łóżku, i położył ręce po obu moich stronach - i co teraz? - wymruczał
- Nie boję się ciebie...
- A teraz? - przybliżył twarz do mojej
- Haha, też nie.
- Jesteś tego pewna? - przybliżył się tak, że czułam jego oddech przy swoim uchu
- Tak, jestem pewna. - zaśmiał się, złożył pocałunek na mojej szyi i się odsunął
- Co chcesz robić?
- Nie wieem.
- Hahha, zaproponuj coś.
- Nie mam żadnego pomysłu.
- To może...hmmm...kino i później jakaś kolacja, czy coś? Oczywiście nie jako randka, czy coś. Po prostu zwykły wypad znajomych. Hę? Co ty na to?
- No może być. - wyszczerzyłam się
_______________________________________
Hue hue, mamy 4 rozdział!
Przepraszam, że tak długo to pisałam, ale akurat dzisiaj naszła mnie taka weena! *-*
Nawet ja uważam, że rozdział jest w miarę ciekawy. Co Wy na to?
Liczę na komentarze! :D
Pis joł! /Paulla
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz