wtorek, 5 marca 2013

Prolog [wprowadzenie] :D

*Katie*
Była zima, a teraz wiosna...nagłe odrodzenie roślin, zarówno jak i zwierząt. Coś jak zmartwychwstanie... Chodzę do szkoły - muszę, gdybym nie musiała nie byłoby mnie tutaj - w szkole, już dawno miałabym jakąś dorywczą pracę, ale nie, ja się muszę uczyć...to jest teraz mój cel w życiu - dobre wykształcenie, dobra praca, dom, rodzina i przede wszystkim...szczęście. To jest coś czego nie ma się od tak, to jest coś co się zyskuje idąc przez życie.
Chodzę do pierwszej klasy liceum w Londynie...mam 17 lat, jestem zwyczajną, silną i wytrwałą dziewczyną, jestem Katie Willson. Mam wielu przyjaciół, jednak tym najlepszym jest Alan, Alan Peyton. Przyjaźnimy się od 14 lat, nic nam tego nie zniszczy, jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach, siostrą i bratem. Mam także wroga - Sandrę Stone, jesteśmy wrogami odkąd się poznałyśmy, od tej dziewczyny wszyscy - oprócz jej przyjaciółek, które są nawet fajne, jak nie ma w pobliżu Sandry - trzymają się z daleka, widać, że sprowadza niebezpieczeństwo, po prostu nie warto trzymać się blisko niej. Szkoła jest spora, taka, że mieszczą się tam, takie plastiki jak Sandra, normalni tacy jak ja czy Alan, ale są też tacy, którzy się wywyższają, bo są "na wyższym stanowisku" od innych, takim kimś, według Alana, jest Christian - kapitan drużyny, w której gra mój "braciszek". Ja w sumie to nie widziałam nic złego w Chrisie, dla mnie był miły i przyjacielski, ale nie gadałam z nim zbyt wiele, bo praktycznie zawsze trzymam się Alana, więc ie było okazji.
Jest 2 marca 2013 roku, za parę dni będę miała już pełne 17 lat, dokładnie to 6 marca. Ciekawe czy mój "kochany" ojciec się odezwie, chociaż w ten jeden dzień mógłby pokazać, że nadal jest moim ojcem, że nadal mnie kocha, że mogę na niego liczyć - w co jakoś nie wierzę, ale ważne są dobre myśli i wiara w jego możliwości. On stara się być najlepszym ojcem pod słońcem, takim, który dzwoni do córki raz na kilka miesięcy, takim, który zabiera córkę raz na "ruski rok" na głupie lody czy do idiotycznego kina na słabą komedię romantyczną. Tak jest cały czas i tak będzie...on się nie zmieni, znalazł sobie jakąś młodszą od siebie kobietę, która poleciała na jego kasę. Czasem za nim tęsknię, ale najbardziej jest mi go szkoda jak widzę szczęście tej wrednej narzeczonej ojczulka - Pattie, kiedy on jej kupuje coś wartego sporą sumkę pieniędzy. Pattie ma syna, osobiście go nie znam, wiem tyle, że ma na imię Justin i będzie chodził ze mną do szkoły, już od jutra...znowu nowy dzieciak w szkole. Ciekawe co tym razem przygotuje dla nowego ucznia Christian - zawsze jak przychodzi tu nowy dzieciak czekają go jakieś wyzwania, chyba, że ma jakieś znajomości, takie jak np. ja, Alan lub ktokolwiek inny z drużyny.
Nadeszła godzina szkoły, była 9:15, lekcje zaczynałam o 9:55, postanowiłam wyjść dzisiaj wcześniej i wpaść po drodze po Alana. Ubrana i przygotowana do wyjścia zeszłam na dół do przedpokoju, mama była już w pracy, więc musiałam zamknąć drzwi na klucz, tak też zrobiłam. Wyszłam z domu, po drodze do szkoły wstąpiłam do domu Alana, razem ruszyliśmy w stronę szkoły.
- To jak tam? Przygotowana na spotkanie naszych ukochanych plastików po weekendzie? - zachichotał Alan
- No jasne. Ja bym była nie przygotowana?! Wszystko mam, puder jest, róż także, przedłużane rzęsy też mam, jeszcze tylko muszę sobie przykleić tipsy, ale to zrobię już w szkole na lekcji, no bo jak to zrobić w domu? Przecież wtedy nie mogłabym zaszpanować, że jestem taka super! - powiedziałam po czym obydwoje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Nie powiem, lubiłam te nasze cudowne wspólne odpały. Były takie niezapomniane...
- Hahahaha, idealnie je naśladujesz, ale już się uspokój!
- Ale co ja robię, nie mogę być przez chwilę prawdziwa, w ogóle nie sztuczna, weź sam się uspokój, przecież kto w tych czasach nie upodabnia się do jakiegoś plastika, w moim przypadku do Sandry, jest nikim! - odczekałam chwilę z poważnym wyrazem twarzy, obserwowałam jego reakcję, a gdy już ją zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem prosto w jego twarz - Hahahahahaha, żałuj, że nie widziałeś swojej miny!!Hahahahaha!!
- Jeszcze tego pożałujesz, Willson - zagroził mi przyjaciel
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
____________________________
No siemka, to znowu ja, Paulla.Jak tam?Co u Was? Jest już wprowadzenie, za błędy z góry przepraszam. To, miłego czytania! Do zoba!
P.S.: Dedyk dla Maliny, Dorotki i Oli. Uwielbiam Was, wiecie o tym, nie? :D
Bajooo! / Paulla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz