- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
______________________________
*Alan*
Kiedy rozłożyłem ramiona dając znak Katie, że ma mnie przytulić, myślałem, że zaśmieje mi się w twarz i mnie nie przytuli. Byłbym wtedy taki nieszczęśliwy...nie no żart...kurde, o czym ja myślę?! Nieważne... wracając do przytulenia, było zupełnie inaczej niż mi się wydawało, zielonooka wtuliła się we mnie jak pięciolatka w pluszowego misia. To dobre określenie? Myślę, że tak, bo tak to wyglądało, gdyż jestem od niej wyższy i ona jest strasznie drobna jak na sportowca.
- Willson, Peyton, co to za obściskiwanie się na lekcji?! - usłyszeliśmy, jak trenerka się na nas drze gdy nas tylko zobaczyła. Poczułem tylko, jak Katie niezdarnie wyplątywała się z mojego uścisku.
- Przepraszam, pani Brandon, już wracam do biegania. - przewróciła oczami brunetka, po czym spojrzała na mnie - cześć Alan, wracaj do siebie, bo przecież muszę biegać! - podkreśliła ostatnie słowa, po czym znów wywróciła oczami, a ja tylko się uśmiechnąłem do niej i rzuciłem krótkie "Cześć" , i potruchtałem na swoją stronę hali sportowej. Akurat trafiłem na wybieranie drużyn do siatki. Na moje nieszczęście, a może i szczęście byłem z Chrisem. Ten gościu jest taki denerwujący! Przyczepił się do Katie, żeby tylko zrobić mi na złość! Nienawidzę go! Nie rozumiem jak Katie może się z nim zadawać?! Ale niestety nie mogę jej mówić z kim ma się przyjaźnić, a z kim nie.
Ogłosiliśmy pani Brandon, że potrzebujemy całej hali, bo gramy dzisiaj w siatkówkę, ta od razu się zgodziła, jak nigdy...a no tak, bajerował ją Ryan...kurde, trenerka się w nim zabujała, współczuję chłopakowi! Dziewczyny tylko nam dziękowały za to, że nie muszą dalej biegać. Hahah, miały powód, żeby nam dziękować.
Kiedy już dziewczyny usadowiły się na trybunach my zaczęliśmy grać. Oczywiście nie obyło się bez chichotu dziewczyn jak któryś z chłopaków podciągał koszulkę i wycierał sobie nią pot z czoła, tak, że było widać jego brzuch. Niektórzy oczywiście są takimi troszkę pasztetami i wtedy to już nie był chichot, tylko niepohamowany śmiech.
Ponieważ zaczęliśmy grę 25 minut przed dzwonkiem, skończyliśmy wynikiem 21:19 oczywiście dla naszej drużyny. Wszyscy poszliśmy się przebierać, większość chłopaków pozdejmowało koszulki od razu po wyjściu z hali, nie powiem, ja też tak nieraz robiłem, ale nie kiedy szedłem z Katie tak, jak teraz. Po prostu nie lubiłem tego przy niej robić. Nie wiem...nie chciałem, żeby się poczuła nieswojo, czy coś.
- Noo...i jak się grało w drużynie z Chrisem? - powiedziała z lekkim uśmiechem brunetka
- Jakoś tak dziwnie...myślałem, że specjalnie, żeby mnie poniżyć będzie do mnie podawał same spalone piłki, ale się myliłem.
- No widzisz...może on nie jest taki zły za jakiego go uważasz?
- Hahah, Katie, mimo tego, że dobrze mi się z nim gra, to nie zmienię o nim zdania.
- No tak, zapomniałam, że jesteś Alan... - zaśmiała się i przewróciła teatralnie oczyma zielonooka
- Co to ma znaczyć, że jestem Alan? - haha, lubiłem udawać idiotę, całkiem nieźle mi to wychodziło...zaraz, zaraz, a może ja jestem idiotą?!
- Idiota, po prostu idiota. - wyszczerzyła się ślicznie Katie po czym dodała - idź już się przebrać, widzimy się na dziedzińcu.
- No okej, okej, do zobaczenia. - powiedziałem po czym poszedłem do szatni. Długo mi nie zajęło przebranie się, bo po około 10 minutach wyszedłem na dziedziniec, a brunetki tam jeszcze nie było.
Czekałem jakieś 15 minut na nią, nagle poczułem, że ktoś wylewa mi na głowę zimną wodę.
- Jeżeli to ty, Katie, to nie żyjesz! - odwróciłem się przodem do "sprawcy" tego zajścia. No i kogo zobaczyłem? Oczywiście, że Katie!
- Hahaha, ahaa, już się boję. To wylanie wody na ciebie to takie wynagrodzenie tego, że tak długo musiałeś czekać. - wyszczerzyła się
- Kiedyś się doigrasz. - stanąłem tak blisko niej jak było to możliwe, a brunetka nadal się śmiała, a ją zacząłem ściskać - a to kara za wylanie na mnie wody. - oczywiście była to kara, bo miałem całą mokrą koszulkę z przodu, więc dziewczyna też była momentalnie mokra.
- Hahaha, myślisz, że co? Że zacznę uciekać od ciebie?
- No miałem takie oczekiwania. - wypuściłem ją z ramion i powiedziałem to drapiąc się w kark
- To się pomyliłeś. Kurde, serio myślałeś, że boję się wody?! Dobra, będziemy tu tak stali, czy wreszcie ruszymy się w stronę domów?
- No niby nie powinnaś się jej bać, ale wieeesz... - wyszczerzyłem się na co Katie tylko się słodko zachichotała. Muszę się ogarnąć, bo wiem, że ona nigdy nie będzie ze mną, bo przecież jesteśmy rodzeństwem - Chyba wypadałoby iść. - uśmiechnąłem się lekko, a brunetka to tylko odwzajemniła.
*Katie*
Idziemy tak chyba tylko około 10 minut, a droga mi się dłuży i dłuży. O, niedługo będziemy pod domem Alana, a później będę szła dalej sama, w totalnej samotności. Co z tego, że między moim domem, a domem Alana jest tylko 5 kolejnych domów? I tak będę szła sama te 3 czy 4 minuty. Postanowiłam przerwać tę ciszę między nami:
- To jak? Jutro też mam wpaść po ciebie? - zapytałam po cichu myśląc, że dalej jest zły za to wylanie wody na niego
- Jak chcesz, daleko w sumie nie masz, więc możesz wpaść. Ejj, jutro ten nowy będzie u nas?
- Taa... syn narzeczonej mojego ojca - powiedziałam to krzywiąc się
- Aż taka zła jest? - zapytał z czymś podobnym do wyrzutu, chociaż wiem, że nie chciał, żeby tak wyszło.
- Nie znam jej dobrze, ale wydaje mi się, że ona go kocha pod względem tego, że dobrze zarabia i potrafi jej dogodzić drogimi prezentami.
- Nie no, przestań, skoro twój ojciec jest szczęśliwy z tą kobietą, to nie powinnaś tak źle się nastawiać w stosunku do niej. - uwielbiam Alana za to, że jak trzeba to potrafi zachować się jak prawdziwa kobieta. Hahaha.
- Wiesz co, Alan? - powiedziałam ledwo powstrzymując się od śmiechu
- Hę?
- To dobra rada, ale czasami zachowujesz się jak dziewczyna. Hahaha. - nie wytrzymałam, po prostu musiałam to powiedzieć. Jak zwykle mówię coś, co nie jest ani na miejscu, ani nie jest powiedziane w odpowiednim momencie.
- Wiesz, dzięki wielkie. - obórmuszył się lekko
- Alaaan, nie bądź zły, prooszę. - powiedziałam jak najłagodniej mogłam i przytuliłam go od tyłu
- A to co? - powiedział chłopak z uśmiechem i "przekręcił" mnie tak, że byłam w jego ramionach
- Przeprosiny? - powiedziałam i wyszczerzyłam się jak debilka
- Hahaha, muszę się częściej obrażać na ciebie. - powiedział i pocałował mnie w czubek głowy
- Pff...nie prawda, następnym razem nie będzie czegoś takiego jak teraz. - wytknęłam na niego język
- Taaa...jasnee... - powiedział to i chyba myślał, że tego nie słyszałam. "Głupek"
- Coś mówiłeś?
- Ja? - powiedział i spojrzał na mnie wielkimi oczyma - Nieee...ależ skąd... - teraz pokazał swoje bieluśkie zęby.
Nawet nie zauważyłam, że przeszliśmy obok domu mojego przyjaciela.
- A ty co? Pomyliłeś drogi? - trąciłam szatyna w ramię na co on zachichotał i pokiwał głową przecząco
- Niee...i tak nikogo nie ma pewnie jeszcze w domy więc mogę cie odprowadzić te pięć domów dalej. Chyba, że nie chcesz to zawsze mogę się zawrócić i iść do siebie.
- Nie wiem, jak chcesz. Ale niestety do środka cię nie wpuszczę, bo idę tylko się przebrać i lecę do ojca. Zaprosił mnie na obiad i, żebym lepiej zapoznała się z tą Pattie.
- No spooko, nie chciałem wchodzić, nie po to cię odprowadzam. - zaśmiał się niebieskooki
- To fajnie. - uśmiechnęłam się szeroko do niego.
Zanim się obejrzeliśmy, byliśmy pod moim domem. Pożegnałam się z chłopakiem i weszłam do środka. Po wejściu zdjęłam trampki i dżinsową kurtkę, i podreptałam do kuchni, żeby się czegoś napić. Zauważyłam małą, zieloną karteczkę przyklejoną do blatu kuchennego Odkleiłam ją i przeczytałam:
" Będę wieczorem, nie martw się o mnie. Miłego wieczoru u taty. Buziaki, mama."
- Okeej - powiedziałam do karteczki od mamy
Podreptałam do pokoju przygotować się. Podeszłam do biurka, na którym stała wieża i włączyłam radio, akurat leciała moja ulubiona piosenka "Benath your beautiful" , więc zaczęłam tak jakby tańczyć. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam łososiowe rurki i miętową koszulkę ze znakiem wieczności i napisem "Believe". Odkrywała ona jakieś 2 centymetry mojego płaskiego brzucha. Do tego wzięłam zwykłe, miętowe balerinki. Poszłam do łazienki się odświeżyć, zajęło mi to tylko 15 minut. Wyszłam spod prysznica i się ubrałam po czym nałożyłam lekki makijaż składający się z podkładu i tuszu do rzęs. Włosy dokładnie wysuszyłam i je jakoś ułożyłam, nie związywałam ich, bo lubiłam moje naturalne loki. Wyszła z łazienki i udałam się do pokoju, spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:50 i jedną nieodebraną wiadomość od taty. Brzmiała tak:
" Witaj córciu, będę po Ciebie o 15, buziaki i do zobaczenia ;*"
Mając tylko 10 minut wsunęłam telefon do kieszeni spodni i zbiegłam po schodach na dół, pomalowałam lekko usta błyszczykiem i udałam się do przedpokoju, gdzie zarzuciłam na siebie tylko dżinsową kurtkę, zgarnęłam z półki klucze od domu i wyszłam z niego zamykając za sobą drzwi na klucz. Po wyjściu zauważyłam granatowe BMW skręcające na mój podjazd, uśmiechnęłam się i zaraz już siedziałam na miejscu pasażera i zapinałam pasy.
- Heej córciu, tęskniłem. - powiedział po moim wejściu do samochodu ojciec. W sumie to walić to, że wtedy mówiłam, kocham go takiego, jaki jest i nie wymieniłabym go na innego innego! Też za nim bardzo tęskniłam.
- Też tęskniłam. - uśmiechnęłam się naprawdę szczerze, a ojciec to odwzajemnił i wyruszył z podjazdu kierując się w stronę swojego domu. Dojechaliśmy chyba po niecałych 30 minutach, wyszłam z samochodu, a zaraz za mną tata. Otworzył drzwi i przepuścił mnie w progu, tak, był gentelmanem. Weszłam do środka i zdjęłam kurtkę, tata kazał mi nie zdejmować balerinek, więc je zostawiłam na nogach. Weszłam za ojcem w środek domu i od razu przywitało mnie ciepło z niego bijące, zobaczyłam Pattie i kogoś, kogo widziałam pierwszy raz w życiu, był to chyba syn Pattie. Miał dobrze ułożone, szatynowe włosy i diamentowe kolczyki w uszach. Do tego miał szarą bluzę i spodnie z niskim stanem. Spojrzałam znacząco na tatę, a on popatrzył na mnie i na tego chłopaka...chyba Justina, o ile się nie mylę.
- Ouu, nie mówiłem ci, że Justin zje z nami?
- Nie, właśnie nie mówiłeś. - uśmiechnęłam się trochę sztucznie, a ojciec tylko chrząknął i popatrzył na chłopaka.
- Emm...cześć, Justin jestem... - powiedział trochę nieśmiało chłopak i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Cześć, Katie. - uścisnęłam jego rękę i uśmiechnęłam się lekko, a on tylko to odwzajemnił.
- No, to widzę, że już się znacie i możemy wreszcie zasiąść do stołu. - powiedziała łagodnie Pattie, może nie była ona taka zła za jaką ją miałam? Nie wiem tam, przekonam się z czasem.
- Więc, Justin, gdzie chodzisz do szkoły? - zapytałam po kilku minutach ciszy, a chłopak na mnie tylko spojrzał i wrócił do jedzenia, nic nie odpowiedział
- Musisz mu to wybaczyć, nie jest zbyt rozmowny. - powiedziała do mnie Pattie z miłym uśmiechem, a ja tylko pokiwałam lekko głową i dokończyłam posiłek.
Po skończonym posiłku, powiedziałam, że pójdę do pokoju gościnnego na górę pooglądać telewizor. Tata od razu się zgodził, więc wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę schodów, cały czas czułam wzrok Justina na sobie. Weszłam do pokoju gościnnego, zajęłam miejsce na małej kanapie, ściągnęłam balerinki z nóg i podkuliłam nogi po czym od razu włączyłam telewizor, nie było nigdzie nic ciekawego, więc postanowiłam włączyć muzykę i napisać do Alana, tak też zrobiłam. Po chwili dostałam odpowiedź na mojego sms'a oraz usłyszałam pukanie do drzwi. Był to tata.
- Hej, można?
- Tak, jasne. Siadaj. - ojciec wykonał czynność, o którą go "prosiłam" - co cię tu sprowadza?
- Mam pytanie i wielką prośbę do ciebie.
- No dobra, dawaj. - zachichotałam lekko, żeby rozluźnić sytuację, chyba mi się to udało, bo tata się uśmiechnął.
- Więc...pytanie, czemu tak szybko od nas uciekłaś?
- Bo uznałam, że nie mam po co tam siedzieć, że może ty i Pattie macie coś do... - nie dokończyłam, bo mi przerwał
- Chodzi o Justina? - trafił w dziesiątkę!
- Może i tak, czemu on jest taki małomówny?
- Jego rodzice rozwiedli się niedawno, a on jest po prostu zły trochę na Pattie, że spiknęła się ze mną, poza tym on jest w trudnym wieku.
- No tak, wiem coś o rozbitej rodzinie. - powiedziałam i spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła słona łza, którą zaraz wytarłam.
__________________________________
Heej. Co tam? Jak tam u Was?
Dodaję rozdział pisany w nocy, jest dokładnie 02:45 haha xD
Miłego czytania i pozdrowienia dla wszystkich czytających! ;3
Życzę spokojnych świąt Wielkanocy :D
Buziaki! / Paulla
czwartek, 28 marca 2013
niedziela, 17 marca 2013
Rozdział pierwszy
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
___________________________________________________
- Jesteś tego pewna? - podniósł obie brwi w górę uśmiechając się łobuzersko
- Tak, jestem pewna wszystkiego co robię lub co mówię!
- A chcesz, żebym sprawił, że zaczniesz krzyczeć?
- Hahahaha, ty sprawisz, że ja będę krzyczeć! Nie wierzę w to! - powiedziałam śmiejąc się i wytykając na niego język
- Nie? To zobacz... - powiedział po czym podbiegł do mnie, chwycił mnie w talii i przerzucił sobie na ramieniu
- Alan, postaw mnie na ziemię!! - krzyczałam ile się dało, a on tylko się zaśmiał i zaczął się kierować w stronę szkoły.
- Postawię cię jak powiesz, że więcej we mnie nie zwątpisz!
- Szantaż?
- A żebyś wiedziała...to jak, chcesz iść na własnych nogach, czy mam cię tak nieść do szkoły?
- Po co mam to mówić? Nawet jak ci to powiem, to i tak mnie nie postawisz! - znałam go dość długo, żeby wiedzieć, że tak zrobi.
- Nie ufasz mi? Taka z ciebie przyjaciółka? - udał obrażonego, ale nadal mnie nie postawił. Na dodatek wymierzył mi klapsa w tyłek!
"Dupek i wariat, kompletny wariat!" - tylko ta myśl mi teraz towarzyszyła
- Ałaa! Ty idioto! Postaw mnie natychmiast!
- Jak powiesz, że we mnie nie zwątpisz nigdy więcej!
- Ughh...dobra...nigdy w ciebie nie zwątpię! Już? Szczęśliwy?!
-Tak, teraz tak... - postawił mnie, no nareszcie!
- Jeszcze się policzymy, Peyton! Zobaczysz! - przymrużyłam na niego oczy i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Ouuu...już się boję...wielka i potężna Katie Willson się na mnie zemści! - ten idiota jeszcze się z tego śmiał, jakby nie wiedział co ja potrafię zrobić jak się zdenerwuję
- Pożałujesz tego wszystkiego! Sam wiesz do czego jestem zdolna jak mnie wkurzysz! - powiedziałam, a chłopak tylko odwrócił wzrok i już nic nie mówił - tak też myślałam, Alan.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, słyszeliśmy tylko ćwierki ptaków...tak, kocham wiosnę...lekkie promyki słońca, powracająca zieleń i to świeże powietrze...ach, kocham to.
Byliśmy już przy samym budynku szkoły, dzieciaki z innych klas siedziały na schodach przed wejściem chociaż przecież nie było tak ciepło, bo była dopiero wiosna.
Chcąc, czy nie chcąc musieliśmy wreszcie wejść do tego przeklętego budynku. Na szczęście miałam dziś tylko 4 lekcje : angielski, matematykę, polski i w-f, nienawidzę w-f ' u. Pewnie znowu ta wredna baba będzie kazała mi biegać dookoła boisk...ughh. Na angielskim usiadłam z Alanem, a na matematyce usiadłam z Chrisem - Ala nie był z tego zadowolony, ale cóż, nie jego sprawa z kim siadam i z kim się koleguję. Na polskim wyszło tak, że siedziałam sama, ale to lepiej, przynajmniej mogłam się skupić na tym co mówił nauczyciel. Nadeszła godzina w-f ' u, jak ja to przeżyję? Nienawidzę tej nauczycielki, ona jest taka denerwująca - lekko to ujmując, "Dasz radę, dasz radę.Nie daj się jej. Ona jest zwyczajną suką, a ty twardą i wytrzymałą dziewczyną" - takie myśli zawsze mnie determinowały. Po dzwonku oznajmującym koniec przerwy i początek nowej lekcji podreptałam z innymi dziewczynami do szatni, która była zaraz obok hali sportowej i szatni chłopców - mieliśmy w tym samym czasie w-f, a nawet bywało tak, że mieliśmy razem - graliśmy w coś lub my patrzyłyśmy jak chłopcy grają. Wyciągnęłam z torby białą dużą koszulkę i dresy, związałam włosy w kitkę i już byłam gotowa. Szłam w stronę wejścia na halę gdy usłyszałam ciche łkanie w damskiej toalecie. Po cichu weszłam do środka, a to, kogo tam zobaczyłam mega mnie zszokowało...nad umywalką stała zapłakana Sandra. Zrobiło mi się jej momentalnie szkoda, mimo tego, jak bardzo jej nienawidziłam. Dziewczyna najwyraźniej zobaczyła mnie w odbiciu lustra, bo szybko wytarła łzy spływające po jej policzkach.
- Ej, wszystko okej? - spytałam cicho robiąc krok w jej stronę
- A co cię to obchodzi, Katie?! - warknęła dziewczyna przymrużając oczy
- Wiem, że uważasz mnie za kompletnie beznadziejną, zimną dziwkę, ale ja mam naprawdę dobre serce. - dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie i zrobiła kilka kroków w moją stronę
- Ty i dobre serce?! A ile razy mnie zgnoiłaś, ile razy mną pomiatałaś, ile razy pozwoliłaś, by Chris się ze mnie naśmiewał?! - wytykała po kolei, widziałam ,że ją coś boli, że potrzebuje pomocy
- Bo ty nie robiłaś tego samego. Spójrzmy prawdzie w oczy, Sandra, nigdy nie byłyśmy doskonałe, każda z nas popełniała liczne błędy i nie wmówisz mi, ze tylko ja to robiłam! - dziewczyna spuściła głowę, a po jej policzku spływały kolejne łzy. Czy właśnie zobaczyłam jak Sandra Stone się łamie?! Niemożliwe!
- Wiem, że popełniałam błędy, wiem, że nie naprawię tego wszystkiego, a nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym tego chciała. - powiedziała niekomfortowo wiercąc się
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zmarszczyłam brwi i wpatrywałam się w dziewczynę, ta przeniosła swoje spojrzenie na mnie
- Chcę przez to powiedzieć, że chciałabym się zmienić, ale sama nie dam rady, a Doma i Viki nie pomogą mi w tym, nigdy się nie zmienię. - można było zauważyć, że dziewczyna na prawdę chce zmiany, bo teraz serio łzy były w jej oczach
- Uspokój się, nie płacz. Ja ci mogę pomóc być normalną, jak chcesz to Domie i Viki też mogę pomóc, z miłą chęcią to zrobię. - powiedziałam to po czym uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyny
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! - rzuciła mi się na szyję ze szczęścia. Na początku stałam trochę oszołomiona w jej objęciach, ale po chwili się odwzajemniłam. Dziewczyna się odsunęła i uśmiechnęła do mnie.
- Chodźmy na lekcje, bo nas trenerka ukatrupi. - powiedziałam po czym obie zachichotałyśmy
- Właśnie sobie przypomniałam, że nie wzięłam stroju. No niee...
- Trudno, ja tam bym miała na to wyjebkę, ale to tylko moje skromne zdanie na ten temat. - dziewczyna tylko się zaśmiała i zaczęła kierować się do wejścia na halę ciągnąc mnie za rękę.
- Sandra, Katie, gdzie wy dwie byłyście?! Lekcja zaczęła się 15 minut temu! - od razu po wejściu na salę zatrzymała nas trenerka i zaczęła się na nas drzeć. Ja stałam tam po prostu i nawet jej nie słuchałam, a Sandra zaczęła ją bajerować, że straciłyśmy rachubę czasu przy plotkach. Haha, nawet nie wiedziałam, że Sandra może być aż tak fajna, miła i pomocna, a zwłaszcza dla swojego największego wroga jakim byłam ja. Doma i Viki cały czas dziwnie nam się przyglądały. Co z tego, że dotąd najwięksi wrogowie naglę się razem wygłupiają i śmieją? Czy to coś dziwnego?
Sandra zaczęła robić głupie rzeczy na trybunach, a ja się śmiałam nieopamiętanie gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na talii. Przez chwilę stałam nieruchomo, ale zaraz odwróciłam i się i zobaczyłam Alana.
- Czego chcesz? Nie dość ci po dzisiejszym poranku?
- Oj Katie, nie bądź zła na mnie. Przeciez ja nic takiego nie zrobiłem. - mówił błagalnym głosem
- Gdybym była zła to myślisz, że gadałabym tu, teraz. z tobą? - wyszczerzyłam się komicznie
- No nie wiem, nie wiem...
- Poza tym, gdybym była zła to kto by mnie pocieszał w trudnych chwilach i mówił, że będzie dobrze?
- Umm...zauważyłem coś dziwnego...
- Hę? Co takiego? - spytałam całkiem zdezorientowana
- Czy to jest właśnie Sandra Stone i to dzięki niej się tak śmiałaś?
- Ummm...tak, to ona, w czymś ci to przeszkadza?
- No bo wiesz, najpierw siadasz na lekcji z Chrisem, teraz zaczynasz przyjaźnić się z Sandrą... czuję się zapominany z każdą chwilą... - spuścił głowę i udał, że jest mu smutno z tego powodu
- Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie jest. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, jesteś moim bratem!
- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
_______________________________
Witajcie! To znów ja! Jak się podoba? Mam nadzieję, że taka długość wystarczy?
Dedyk tym razem dla Asi, mam nadzieję, że moja wyobraźnie Cię nie zawiodła! ;D
To chyba tyle z mojej strony!
Bojoo!
/Paulla
___________________________________________________
- Jesteś tego pewna? - podniósł obie brwi w górę uśmiechając się łobuzersko
- Tak, jestem pewna wszystkiego co robię lub co mówię!
- A chcesz, żebym sprawił, że zaczniesz krzyczeć?
- Hahahaha, ty sprawisz, że ja będę krzyczeć! Nie wierzę w to! - powiedziałam śmiejąc się i wytykając na niego język
- Nie? To zobacz... - powiedział po czym podbiegł do mnie, chwycił mnie w talii i przerzucił sobie na ramieniu
- Alan, postaw mnie na ziemię!! - krzyczałam ile się dało, a on tylko się zaśmiał i zaczął się kierować w stronę szkoły.
- Postawię cię jak powiesz, że więcej we mnie nie zwątpisz!
- Szantaż?
- A żebyś wiedziała...to jak, chcesz iść na własnych nogach, czy mam cię tak nieść do szkoły?
- Po co mam to mówić? Nawet jak ci to powiem, to i tak mnie nie postawisz! - znałam go dość długo, żeby wiedzieć, że tak zrobi.
- Nie ufasz mi? Taka z ciebie przyjaciółka? - udał obrażonego, ale nadal mnie nie postawił. Na dodatek wymierzył mi klapsa w tyłek!
"Dupek i wariat, kompletny wariat!" - tylko ta myśl mi teraz towarzyszyła
- Ałaa! Ty idioto! Postaw mnie natychmiast!
- Jak powiesz, że we mnie nie zwątpisz nigdy więcej!
- Ughh...dobra...nigdy w ciebie nie zwątpię! Już? Szczęśliwy?!
-Tak, teraz tak... - postawił mnie, no nareszcie!
- Jeszcze się policzymy, Peyton! Zobaczysz! - przymrużyłam na niego oczy i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej
- Ouuu...już się boję...wielka i potężna Katie Willson się na mnie zemści! - ten idiota jeszcze się z tego śmiał, jakby nie wiedział co ja potrafię zrobić jak się zdenerwuję
- Pożałujesz tego wszystkiego! Sam wiesz do czego jestem zdolna jak mnie wkurzysz! - powiedziałam, a chłopak tylko odwrócił wzrok i już nic nie mówił - tak też myślałam, Alan.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy, słyszeliśmy tylko ćwierki ptaków...tak, kocham wiosnę...lekkie promyki słońca, powracająca zieleń i to świeże powietrze...ach, kocham to.
Byliśmy już przy samym budynku szkoły, dzieciaki z innych klas siedziały na schodach przed wejściem chociaż przecież nie było tak ciepło, bo była dopiero wiosna.
Chcąc, czy nie chcąc musieliśmy wreszcie wejść do tego przeklętego budynku. Na szczęście miałam dziś tylko 4 lekcje : angielski, matematykę, polski i w-f, nienawidzę w-f ' u. Pewnie znowu ta wredna baba będzie kazała mi biegać dookoła boisk...ughh. Na angielskim usiadłam z Alanem, a na matematyce usiadłam z Chrisem - Ala nie był z tego zadowolony, ale cóż, nie jego sprawa z kim siadam i z kim się koleguję. Na polskim wyszło tak, że siedziałam sama, ale to lepiej, przynajmniej mogłam się skupić na tym co mówił nauczyciel. Nadeszła godzina w-f ' u, jak ja to przeżyję? Nienawidzę tej nauczycielki, ona jest taka denerwująca - lekko to ujmując, "Dasz radę, dasz radę.Nie daj się jej. Ona jest zwyczajną suką, a ty twardą i wytrzymałą dziewczyną" - takie myśli zawsze mnie determinowały. Po dzwonku oznajmującym koniec przerwy i początek nowej lekcji podreptałam z innymi dziewczynami do szatni, która była zaraz obok hali sportowej i szatni chłopców - mieliśmy w tym samym czasie w-f, a nawet bywało tak, że mieliśmy razem - graliśmy w coś lub my patrzyłyśmy jak chłopcy grają. Wyciągnęłam z torby białą dużą koszulkę i dresy, związałam włosy w kitkę i już byłam gotowa. Szłam w stronę wejścia na halę gdy usłyszałam ciche łkanie w damskiej toalecie. Po cichu weszłam do środka, a to, kogo tam zobaczyłam mega mnie zszokowało...nad umywalką stała zapłakana Sandra. Zrobiło mi się jej momentalnie szkoda, mimo tego, jak bardzo jej nienawidziłam. Dziewczyna najwyraźniej zobaczyła mnie w odbiciu lustra, bo szybko wytarła łzy spływające po jej policzkach.
- Ej, wszystko okej? - spytałam cicho robiąc krok w jej stronę
- A co cię to obchodzi, Katie?! - warknęła dziewczyna przymrużając oczy
- Wiem, że uważasz mnie za kompletnie beznadziejną, zimną dziwkę, ale ja mam naprawdę dobre serce. - dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie i zrobiła kilka kroków w moją stronę
- Ty i dobre serce?! A ile razy mnie zgnoiłaś, ile razy mną pomiatałaś, ile razy pozwoliłaś, by Chris się ze mnie naśmiewał?! - wytykała po kolei, widziałam ,że ją coś boli, że potrzebuje pomocy
- Bo ty nie robiłaś tego samego. Spójrzmy prawdzie w oczy, Sandra, nigdy nie byłyśmy doskonałe, każda z nas popełniała liczne błędy i nie wmówisz mi, ze tylko ja to robiłam! - dziewczyna spuściła głowę, a po jej policzku spływały kolejne łzy. Czy właśnie zobaczyłam jak Sandra Stone się łamie?! Niemożliwe!
- Wiem, że popełniałam błędy, wiem, że nie naprawię tego wszystkiego, a nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym tego chciała. - powiedziała niekomfortowo wiercąc się
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zmarszczyłam brwi i wpatrywałam się w dziewczynę, ta przeniosła swoje spojrzenie na mnie
- Chcę przez to powiedzieć, że chciałabym się zmienić, ale sama nie dam rady, a Doma i Viki nie pomogą mi w tym, nigdy się nie zmienię. - można było zauważyć, że dziewczyna na prawdę chce zmiany, bo teraz serio łzy były w jej oczach
- Uspokój się, nie płacz. Ja ci mogę pomóc być normalną, jak chcesz to Domie i Viki też mogę pomóc, z miłą chęcią to zrobię. - powiedziałam to po czym uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyny
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! - rzuciła mi się na szyję ze szczęścia. Na początku stałam trochę oszołomiona w jej objęciach, ale po chwili się odwzajemniłam. Dziewczyna się odsunęła i uśmiechnęła do mnie.
- Chodźmy na lekcje, bo nas trenerka ukatrupi. - powiedziałam po czym obie zachichotałyśmy
- Właśnie sobie przypomniałam, że nie wzięłam stroju. No niee...
- Trudno, ja tam bym miała na to wyjebkę, ale to tylko moje skromne zdanie na ten temat. - dziewczyna tylko się zaśmiała i zaczęła kierować się do wejścia na halę ciągnąc mnie za rękę.
- Sandra, Katie, gdzie wy dwie byłyście?! Lekcja zaczęła się 15 minut temu! - od razu po wejściu na salę zatrzymała nas trenerka i zaczęła się na nas drzeć. Ja stałam tam po prostu i nawet jej nie słuchałam, a Sandra zaczęła ją bajerować, że straciłyśmy rachubę czasu przy plotkach. Haha, nawet nie wiedziałam, że Sandra może być aż tak fajna, miła i pomocna, a zwłaszcza dla swojego największego wroga jakim byłam ja. Doma i Viki cały czas dziwnie nam się przyglądały. Co z tego, że dotąd najwięksi wrogowie naglę się razem wygłupiają i śmieją? Czy to coś dziwnego?
Sandra zaczęła robić głupie rzeczy na trybunach, a ja się śmiałam nieopamiętanie gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na talii. Przez chwilę stałam nieruchomo, ale zaraz odwróciłam i się i zobaczyłam Alana.
- Czego chcesz? Nie dość ci po dzisiejszym poranku?
- Oj Katie, nie bądź zła na mnie. Przeciez ja nic takiego nie zrobiłem. - mówił błagalnym głosem
- Gdybym była zła to myślisz, że gadałabym tu, teraz. z tobą? - wyszczerzyłam się komicznie
- No nie wiem, nie wiem...
- Poza tym, gdybym była zła to kto by mnie pocieszał w trudnych chwilach i mówił, że będzie dobrze?
- Umm...zauważyłem coś dziwnego...
- Hę? Co takiego? - spytałam całkiem zdezorientowana
- Czy to jest właśnie Sandra Stone i to dzięki niej się tak śmiałaś?
- Ummm...tak, to ona, w czymś ci to przeszkadza?
- No bo wiesz, najpierw siadasz na lekcji z Chrisem, teraz zaczynasz przyjaźnić się z Sandrą... czuję się zapominany z każdą chwilą... - spuścił głowę i udał, że jest mu smutno z tego powodu
- Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie jest. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, jesteś moim bratem!
- Udowodnij mi to. - powiedział i rozłożył ręce, żeby mnie przytulić. Co miałam zrobić? Po prostu utopiłam się w jego umięśnionych ramionach.
_______________________________
Witajcie! To znów ja! Jak się podoba? Mam nadzieję, że taka długość wystarczy?
Dedyk tym razem dla Asi, mam nadzieję, że moja wyobraźnie Cię nie zawiodła! ;D
To chyba tyle z mojej strony!
Bojoo!
/Paulla
wtorek, 5 marca 2013
Malina! xD
WIEM, ŻE JEST WAS NIEWIELU, ALE MAM TU ŚWIETNY BLOG PRZYJACIÓŁKI, CZYTAĆ, KOMENTOWAĆ I ZACHWYCAĆ SIĘ JEJ DZIEŁEM!!
http://www.sally-opowiada.blogspot.com/ <------ ZALEŻY JEJ NA WASZEJ OPINII!
Malinko, wystarczająca motywacja? :D
/Paulla
http://www.sally-opowiada.blogspot.com/ <------ ZALEŻY JEJ NA WASZEJ OPINII!
Malinko, wystarczająca motywacja? :D
/Paulla
Prolog [wprowadzenie] :D
*Katie*
Była zima, a teraz wiosna...nagłe odrodzenie roślin, zarówno jak i zwierząt. Coś jak zmartwychwstanie... Chodzę do szkoły - muszę, gdybym nie musiała nie byłoby mnie tutaj - w szkole, już dawno miałabym jakąś dorywczą pracę, ale nie, ja się muszę uczyć...to jest teraz mój cel w życiu - dobre wykształcenie, dobra praca, dom, rodzina i przede wszystkim...szczęście. To jest coś czego nie ma się od tak, to jest coś co się zyskuje idąc przez życie.
Chodzę do pierwszej klasy liceum w Londynie...mam 17 lat, jestem zwyczajną, silną i wytrwałą dziewczyną, jestem Katie Willson. Mam wielu przyjaciół, jednak tym najlepszym jest Alan, Alan Peyton. Przyjaźnimy się od 14 lat, nic nam tego nie zniszczy, jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach, siostrą i bratem. Mam także wroga - Sandrę Stone, jesteśmy wrogami odkąd się poznałyśmy, od tej dziewczyny wszyscy - oprócz jej przyjaciółek, które są nawet fajne, jak nie ma w pobliżu Sandry - trzymają się z daleka, widać, że sprowadza niebezpieczeństwo, po prostu nie warto trzymać się blisko niej. Szkoła jest spora, taka, że mieszczą się tam, takie plastiki jak Sandra, normalni tacy jak ja czy Alan, ale są też tacy, którzy się wywyższają, bo są "na wyższym stanowisku" od innych, takim kimś, według Alana, jest Christian - kapitan drużyny, w której gra mój "braciszek". Ja w sumie to nie widziałam nic złego w Chrisie, dla mnie był miły i przyjacielski, ale nie gadałam z nim zbyt wiele, bo praktycznie zawsze trzymam się Alana, więc ie było okazji.
Jest 2 marca 2013 roku, za parę dni będę miała już pełne 17 lat, dokładnie to 6 marca. Ciekawe czy mój "kochany" ojciec się odezwie, chociaż w ten jeden dzień mógłby pokazać, że nadal jest moim ojcem, że nadal mnie kocha, że mogę na niego liczyć - w co jakoś nie wierzę, ale ważne są dobre myśli i wiara w jego możliwości. On stara się być najlepszym ojcem pod słońcem, takim, który dzwoni do córki raz na kilka miesięcy, takim, który zabiera córkę raz na "ruski rok" na głupie lody czy do idiotycznego kina na słabą komedię romantyczną. Tak jest cały czas i tak będzie...on się nie zmieni, znalazł sobie jakąś młodszą od siebie kobietę, która poleciała na jego kasę. Czasem za nim tęsknię, ale najbardziej jest mi go szkoda jak widzę szczęście tej wrednej narzeczonej ojczulka - Pattie, kiedy on jej kupuje coś wartego sporą sumkę pieniędzy. Pattie ma syna, osobiście go nie znam, wiem tyle, że ma na imię Justin i będzie chodził ze mną do szkoły, już od jutra...znowu nowy dzieciak w szkole. Ciekawe co tym razem przygotuje dla nowego ucznia Christian - zawsze jak przychodzi tu nowy dzieciak czekają go jakieś wyzwania, chyba, że ma jakieś znajomości, takie jak np. ja, Alan lub ktokolwiek inny z drużyny.
Nadeszła godzina szkoły, była 9:15, lekcje zaczynałam o 9:55, postanowiłam wyjść dzisiaj wcześniej i wpaść po drodze po Alana. Ubrana i przygotowana do wyjścia zeszłam na dół do przedpokoju, mama była już w pracy, więc musiałam zamknąć drzwi na klucz, tak też zrobiłam. Wyszłam z domu, po drodze do szkoły wstąpiłam do domu Alana, razem ruszyliśmy w stronę szkoły.
- To jak tam? Przygotowana na spotkanie naszych ukochanych plastików po weekendzie? - zachichotał Alan
- No jasne. Ja bym była nie przygotowana?! Wszystko mam, puder jest, róż także, przedłużane rzęsy też mam, jeszcze tylko muszę sobie przykleić tipsy, ale to zrobię już w szkole na lekcji, no bo jak to zrobić w domu? Przecież wtedy nie mogłabym zaszpanować, że jestem taka super! - powiedziałam po czym obydwoje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Nie powiem, lubiłam te nasze cudowne wspólne odpały. Były takie niezapomniane...
- Hahahaha, idealnie je naśladujesz, ale już się uspokój!
- Ale co ja robię, nie mogę być przez chwilę prawdziwa, w ogóle nie sztuczna, weź sam się uspokój, przecież kto w tych czasach nie upodabnia się do jakiegoś plastika, w moim przypadku do Sandry, jest nikim! - odczekałam chwilę z poważnym wyrazem twarzy, obserwowałam jego reakcję, a gdy już ją zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem prosto w jego twarz - Hahahahahaha, żałuj, że nie widziałeś swojej miny!!Hahahahaha!!
- Jeszcze tego pożałujesz, Willson - zagroził mi przyjaciel
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
____________________________
No siemka, to znowu ja, Paulla.Jak tam?Co u Was? Jest już wprowadzenie, za błędy z góry przepraszam. To, miłego czytania! Do zoba!
P.S.: Dedyk dla Maliny, Dorotki i Oli. Uwielbiam Was, wiecie o tym, nie? :D
Bajooo! / Paulla
Była zima, a teraz wiosna...nagłe odrodzenie roślin, zarówno jak i zwierząt. Coś jak zmartwychwstanie... Chodzę do szkoły - muszę, gdybym nie musiała nie byłoby mnie tutaj - w szkole, już dawno miałabym jakąś dorywczą pracę, ale nie, ja się muszę uczyć...to jest teraz mój cel w życiu - dobre wykształcenie, dobra praca, dom, rodzina i przede wszystkim...szczęście. To jest coś czego nie ma się od tak, to jest coś co się zyskuje idąc przez życie.
Chodzę do pierwszej klasy liceum w Londynie...mam 17 lat, jestem zwyczajną, silną i wytrwałą dziewczyną, jestem Katie Willson. Mam wielu przyjaciół, jednak tym najlepszym jest Alan, Alan Peyton. Przyjaźnimy się od 14 lat, nic nam tego nie zniszczy, jesteśmy jedną duszą w dwóch ciałach, siostrą i bratem. Mam także wroga - Sandrę Stone, jesteśmy wrogami odkąd się poznałyśmy, od tej dziewczyny wszyscy - oprócz jej przyjaciółek, które są nawet fajne, jak nie ma w pobliżu Sandry - trzymają się z daleka, widać, że sprowadza niebezpieczeństwo, po prostu nie warto trzymać się blisko niej. Szkoła jest spora, taka, że mieszczą się tam, takie plastiki jak Sandra, normalni tacy jak ja czy Alan, ale są też tacy, którzy się wywyższają, bo są "na wyższym stanowisku" od innych, takim kimś, według Alana, jest Christian - kapitan drużyny, w której gra mój "braciszek". Ja w sumie to nie widziałam nic złego w Chrisie, dla mnie był miły i przyjacielski, ale nie gadałam z nim zbyt wiele, bo praktycznie zawsze trzymam się Alana, więc ie było okazji.
Jest 2 marca 2013 roku, za parę dni będę miała już pełne 17 lat, dokładnie to 6 marca. Ciekawe czy mój "kochany" ojciec się odezwie, chociaż w ten jeden dzień mógłby pokazać, że nadal jest moim ojcem, że nadal mnie kocha, że mogę na niego liczyć - w co jakoś nie wierzę, ale ważne są dobre myśli i wiara w jego możliwości. On stara się być najlepszym ojcem pod słońcem, takim, który dzwoni do córki raz na kilka miesięcy, takim, który zabiera córkę raz na "ruski rok" na głupie lody czy do idiotycznego kina na słabą komedię romantyczną. Tak jest cały czas i tak będzie...on się nie zmieni, znalazł sobie jakąś młodszą od siebie kobietę, która poleciała na jego kasę. Czasem za nim tęsknię, ale najbardziej jest mi go szkoda jak widzę szczęście tej wrednej narzeczonej ojczulka - Pattie, kiedy on jej kupuje coś wartego sporą sumkę pieniędzy. Pattie ma syna, osobiście go nie znam, wiem tyle, że ma na imię Justin i będzie chodził ze mną do szkoły, już od jutra...znowu nowy dzieciak w szkole. Ciekawe co tym razem przygotuje dla nowego ucznia Christian - zawsze jak przychodzi tu nowy dzieciak czekają go jakieś wyzwania, chyba, że ma jakieś znajomości, takie jak np. ja, Alan lub ktokolwiek inny z drużyny.
Nadeszła godzina szkoły, była 9:15, lekcje zaczynałam o 9:55, postanowiłam wyjść dzisiaj wcześniej i wpaść po drodze po Alana. Ubrana i przygotowana do wyjścia zeszłam na dół do przedpokoju, mama była już w pracy, więc musiałam zamknąć drzwi na klucz, tak też zrobiłam. Wyszłam z domu, po drodze do szkoły wstąpiłam do domu Alana, razem ruszyliśmy w stronę szkoły.
- To jak tam? Przygotowana na spotkanie naszych ukochanych plastików po weekendzie? - zachichotał Alan
- No jasne. Ja bym była nie przygotowana?! Wszystko mam, puder jest, róż także, przedłużane rzęsy też mam, jeszcze tylko muszę sobie przykleić tipsy, ale to zrobię już w szkole na lekcji, no bo jak to zrobić w domu? Przecież wtedy nie mogłabym zaszpanować, że jestem taka super! - powiedziałam po czym obydwoje wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem. Nie powiem, lubiłam te nasze cudowne wspólne odpały. Były takie niezapomniane...
- Hahahaha, idealnie je naśladujesz, ale już się uspokój!
- Ale co ja robię, nie mogę być przez chwilę prawdziwa, w ogóle nie sztuczna, weź sam się uspokój, przecież kto w tych czasach nie upodabnia się do jakiegoś plastika, w moim przypadku do Sandry, jest nikim! - odczekałam chwilę z poważnym wyrazem twarzy, obserwowałam jego reakcję, a gdy już ją zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem prosto w jego twarz - Hahahahahaha, żałuj, że nie widziałeś swojej miny!!Hahahahaha!!
- Jeszcze tego pożałujesz, Willson - zagroził mi przyjaciel
- Grozisz mi, Peyton? Nie boję się ciebie, nie boję się nikogo, ani niczego...
____________________________
No siemka, to znowu ja, Paulla.Jak tam?Co u Was? Jest już wprowadzenie, za błędy z góry przepraszam. To, miłego czytania! Do zoba!
P.S.: Dedyk dla Maliny, Dorotki i Oli. Uwielbiam Was, wiecie o tym, nie? :D
Bajooo! / Paulla
poniedziałek, 4 marca 2013
Heeej :D
Siema! To mój nowy blog...o czym będzie opowiadał dowiecie się w swoim czasie :D wiem, że nie będzie pewnie czytelników, ale cóż...postaram się nie zawalić tego bloga tak, jak poprzedniego...To teraz krótka "notka" o mnie:
Mam na imię Paula, mam 13 lat, rude włosy i brązowe oczy. Jestem Belieber i Directioner :D
Mam na imię Paula, mam 13 lat, rude włosy i brązowe oczy. Jestem Belieber i Directioner :D
Tooo...mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło...dzięki za uwagę / Paulla
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)