Witajcie moi kochani!
A więc doszliśmy do momentu stworzenia 'fanpejdża' na facebooku >klik<
No. Mam nadzieję, że Wam się to podoba!
To chyba wszystko. Kocham Was. <3
/Paulla
poniedziałek, 27 maja 2013
środa, 22 maja 2013
Rozdział szósty
*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła. Siedziałem tak całą noc.
Otworzyła oczy i spojrzała na nasze dłonie, i na mnie.
- Jak długo trzymasz tak tą rękę. - zaśmiała się
- Właściwie to całą noc. - uśmiechnąłem się
- Jak to całą noc? Nie spałeś? - spytała zdziwiona
- Nie, nie spałem. Ty spałaś strasznie burzliwie, coś ci się śniło?
- Nie pamiętam. - złapała się za głowę i wytrzeszczyła oczy - nie pamiętam, jakim cudem?
- Może po prostu byłaś zbyt zmęczona, żeby pamiętać?
- Hmmm... możliwe... - powiedziała i w tym samym momencie wszedł lekarz
- Witam, panno Willson. Jak się czujesz?
- Dobrze, nie narzekam.
- Dobrze, więc dzisiaj cię wypuścimy. - uśmiechnął się
- Okej. - w odpowiedzi również się uśmiechnęłam
- No to teraz pomóż mi się podnieść. - wyciągnęła do mnie rękę i zachichotała
- No nie wiem, jesteś całkiem ciężka. - próbowałem się nie śmiać, a ona uderzyła mnie w ramię
- Jakoś przy noszeniu mnie nie miałeś większych problemów. - przechytrzyła mnie. Nie pomyślałem, że tero użyje.
Ponownie wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem bez gadanie jej pomogłem. Usiadła z grymasem na twarzy i złapała się za głowę.
- Ałć, moja głowa.
- Co jest? - spytałam podtrzymując ją
- Nic, to normalne po takich rzeczach. - tylko przytaknąłem.
Wciąż ją podtrzymywałem i wszedł lekarz.
- O, widzę, że pański chłopak pomógł. Myślałem, że nie wpadniecie na pomysł próby wstania. - zaśmiał się.
*Katie*
On nazwał Justina moim chłopakiem. Co?! On moim chłopakiem?
- Emm... my nie jesteśmy parą. - wtrąciłam
- Aha, to w takim razie przepraszam. - powiedział jakby nie dowierzając moim słowom.
Przewróciłam oczami i zaczęłam:
- Kiedy mnie pan wypuści?
- Po południ będziesz wolna. - uśmiechnął się - boli cię coś? Głowa, brzuch, coś?
- Trochę głowa, ale jest okej. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Lekarz wyszedł, a Justin wybuchł śmiechem.
Popatrzyłam na niego, jak na idiotę.
- A tobie co? - zapytałam śmiejąc się z niego
- On nazwał nas parą. - znów wybuchł śmiechem, a ja się tylko zarumieniłam
- Haha, tak, to było dość dziwne. - podrapałam się po karku
- Znaczy wiesz, jak chcesz, to jestem do wzięcia. - poruszył śmiesznie brwiami z zadziornym uśmiechem, za co dostał w ramię. Znów.
- Spadaj. Ty mógłbyś być moim bratem, nie chłopakiem.
- Bratem? Jak chcesz mogę być twoim starszym bratem. - znów poruszył brwiami
- Nie, dzięki. Byłbyś takim bratem, który by mi wszystkiego zabraniał. - założyłam ręce na piersiach
- Haha, tak, dokładnie tak. - uśmiechnął się ukazując przy tym bielutkie zęby.
Oberwał za to poduszką.
- Oooo... pożałujesz! - powiedział ze śmiechem i zaczął mnie łaskotać.
Mówiłam mu, żeby przestał, ale on nic! Co za wariat!
Serio chciałabym mieć takiego brata. Jest strasznie troskliwy, chociaż myślałam, że będzie straszny. Znaczy, jeszcze go nie znam, ale wydaje się na prawdę fajny. I żeby nie było; nie, nie zakochałam się! Po prostu on był dla mnie cholernie miły. No sorry, przywiózł mnie w to cholerne miejsce, gdy złamałam nogę i wczoraj, gdy zemdlałam. Poza tym, chciało mu się mnie nosić tyle razy na rękach, a do najlżejszych to ja nie należę.
Przestał, wreszcie...
- Przeproś - wskazał na swój policzek
- Za co?
- Za rzucenie we mnie poduszką. No dalej, przeproś. - znów nadstawił policzek
- Okej, sam tego chciałeś. - wzruszyłam ramionami, pocałowałam dłoń i uderzyłam go w twarz.
Jego mina. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
- Ej, a to co?! - złapał się za policzek
- Przeprosiny. - powiedziałam niewinnym głosem.
- Ugh, za karę masz mnie przytulić! - wyciągnął do mnie wskazujący palec i nim pomachał przed moją twarzą
- Hahaha, sam się przytul, wariacie! - zaśmiałam się
- Okej, ale ty też masz mnie przytulić. - postawił warunek
- Okeeej. - powiedziałam, a on serio sam siebie przytulił.
To wyglądało tak uroczo.
- Już, teraz twoja kolej. - rozłożył ramiona, a ja się w nie wtopiłam.
- Dziękuję, że jesteś tutaj. - wyszeptałam mu do ucha
- Co? - spytał ze zdezorientowaniem. Popatrzył mi w oczy trzymając ręce wciąż na mojej talii, moje zaś były oplecione na jego szyi.
- No dziękuję, że jesteś tu. Matki nie ma, w sumie dobrze, ojciec też nie wykazuje zainteresowania, a ty tu jesteś, mimo tego, że znasz mnie kilka dni. - uśmiechnęłam się patrząc w jego bursztynowe oczy.
Zabrałam ręce z jego szyi i odwróciłam wzrok, ale jego ręce były cały czas na moich biodrach.
____________________________________________________
Witajcie! Mamy szósty rozdział!
No więc tak... zastanawiałam się ostatnio, czy nie zrobić strony tego bloga na fb. Wiecie, informowałabym tam o nowych rozdziałach, moglibyście pisać do mnie na priv. :D
Co Wy na to?
Liczę na komentarze!
Jeszcze jedno... dzięki za wyświetlenia, liczę na coraz więcej!
Miłego czytania. <3 / Paulla
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła. Siedziałem tak całą noc.
~Rano~
Obserwowałem jak spokojnie się budzi, co było dziwne, bo całą noc się wzdrygała i trzęsła.Otworzyła oczy i spojrzała na nasze dłonie, i na mnie.
- Jak długo trzymasz tak tą rękę. - zaśmiała się
- Właściwie to całą noc. - uśmiechnąłem się
- Jak to całą noc? Nie spałeś? - spytała zdziwiona
- Nie, nie spałem. Ty spałaś strasznie burzliwie, coś ci się śniło?
- Nie pamiętam. - złapała się za głowę i wytrzeszczyła oczy - nie pamiętam, jakim cudem?
- Może po prostu byłaś zbyt zmęczona, żeby pamiętać?
- Hmmm... możliwe... - powiedziała i w tym samym momencie wszedł lekarz
- Witam, panno Willson. Jak się czujesz?
- Dobrze, nie narzekam.
- Dobrze, więc dzisiaj cię wypuścimy. - uśmiechnął się
- Okej. - w odpowiedzi również się uśmiechnęłam
- No to teraz pomóż mi się podnieść. - wyciągnęła do mnie rękę i zachichotała
- No nie wiem, jesteś całkiem ciężka. - próbowałem się nie śmiać, a ona uderzyła mnie w ramię
- Jakoś przy noszeniu mnie nie miałeś większych problemów. - przechytrzyła mnie. Nie pomyślałem, że tero użyje.
Ponownie wyciągnęła do mnie rękę. Tym razem bez gadanie jej pomogłem. Usiadła z grymasem na twarzy i złapała się za głowę.
- Ałć, moja głowa.
- Co jest? - spytałam podtrzymując ją
- Nic, to normalne po takich rzeczach. - tylko przytaknąłem.
Wciąż ją podtrzymywałem i wszedł lekarz.
- O, widzę, że pański chłopak pomógł. Myślałem, że nie wpadniecie na pomysł próby wstania. - zaśmiał się.
*Katie*
On nazwał Justina moim chłopakiem. Co?! On moim chłopakiem?
- Emm... my nie jesteśmy parą. - wtrąciłam
- Aha, to w takim razie przepraszam. - powiedział jakby nie dowierzając moim słowom.
Przewróciłam oczami i zaczęłam:
- Kiedy mnie pan wypuści?
- Po południ będziesz wolna. - uśmiechnął się - boli cię coś? Głowa, brzuch, coś?
- Trochę głowa, ale jest okej. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Lekarz wyszedł, a Justin wybuchł śmiechem.
Popatrzyłam na niego, jak na idiotę.
- A tobie co? - zapytałam śmiejąc się z niego
- On nazwał nas parą. - znów wybuchł śmiechem, a ja się tylko zarumieniłam
- Haha, tak, to było dość dziwne. - podrapałam się po karku
- Znaczy wiesz, jak chcesz, to jestem do wzięcia. - poruszył śmiesznie brwiami z zadziornym uśmiechem, za co dostał w ramię. Znów.
- Spadaj. Ty mógłbyś być moim bratem, nie chłopakiem.
- Bratem? Jak chcesz mogę być twoim starszym bratem. - znów poruszył brwiami
- Nie, dzięki. Byłbyś takim bratem, który by mi wszystkiego zabraniał. - założyłam ręce na piersiach
- Haha, tak, dokładnie tak. - uśmiechnął się ukazując przy tym bielutkie zęby.
Oberwał za to poduszką.
- Oooo... pożałujesz! - powiedział ze śmiechem i zaczął mnie łaskotać.
Mówiłam mu, żeby przestał, ale on nic! Co za wariat!
Serio chciałabym mieć takiego brata. Jest strasznie troskliwy, chociaż myślałam, że będzie straszny. Znaczy, jeszcze go nie znam, ale wydaje się na prawdę fajny. I żeby nie było; nie, nie zakochałam się! Po prostu on był dla mnie cholernie miły. No sorry, przywiózł mnie w to cholerne miejsce, gdy złamałam nogę i wczoraj, gdy zemdlałam. Poza tym, chciało mu się mnie nosić tyle razy na rękach, a do najlżejszych to ja nie należę.
Przestał, wreszcie...
- Przeproś - wskazał na swój policzek
- Za co?
- Za rzucenie we mnie poduszką. No dalej, przeproś. - znów nadstawił policzek
- Okej, sam tego chciałeś. - wzruszyłam ramionami, pocałowałam dłoń i uderzyłam go w twarz.
Jego mina. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
- Ej, a to co?! - złapał się za policzek
- Przeprosiny. - powiedziałam niewinnym głosem.
- Ugh, za karę masz mnie przytulić! - wyciągnął do mnie wskazujący palec i nim pomachał przed moją twarzą
- Hahaha, sam się przytul, wariacie! - zaśmiałam się
- Okej, ale ty też masz mnie przytulić. - postawił warunek
- Okeeej. - powiedziałam, a on serio sam siebie przytulił.
To wyglądało tak uroczo.
- Już, teraz twoja kolej. - rozłożył ramiona, a ja się w nie wtopiłam.
- Dziękuję, że jesteś tutaj. - wyszeptałam mu do ucha
- Co? - spytał ze zdezorientowaniem. Popatrzył mi w oczy trzymając ręce wciąż na mojej talii, moje zaś były oplecione na jego szyi.
- No dziękuję, że jesteś tu. Matki nie ma, w sumie dobrze, ojciec też nie wykazuje zainteresowania, a ty tu jesteś, mimo tego, że znasz mnie kilka dni. - uśmiechnęłam się patrząc w jego bursztynowe oczy.
Zabrałam ręce z jego szyi i odwróciłam wzrok, ale jego ręce były cały czas na moich biodrach.
____________________________________________________
Witajcie! Mamy szósty rozdział!
No więc tak... zastanawiałam się ostatnio, czy nie zrobić strony tego bloga na fb. Wiecie, informowałabym tam o nowych rozdziałach, moglibyście pisać do mnie na priv. :D
Co Wy na to?
Liczę na komentarze!
Jeszcze jedno... dzięki za wyświetlenia, liczę na coraz więcej!
Miłego czytania. <3 / Paulla
piątek, 10 maja 2013
Rozdział piąty
- To może... hmmm... kino i później jakaś kolacja, czy coś? Oczywiście nie jako randka, czy coś. Po prostu zwykły wypad znajomych. Hę? Co ty na to?
- No może być. - wyszczerzyłam się
______________________________________________
*Justin*
Umówiliśmy się z Katie na 18 do kina, później na kolację. Zamierzałem zabrać ją do jakiejś restauracji, lub do mnie do domu. Zależy co ona będzie chciała.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:49, ale ten czas szybko nam zleciał.
- Katie! - zawołała ją z dołu mama
Dziewczyna wstała z łóżka, podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Tak, mamo? - odkrzyknęła
- Zejdźcie z Justinem na dół na obiad. - powiedziała jej mama.
Katie rzuciła tylko krótkie "Okej" i odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Idziemy? - zapytała wesoło, a ja przytaknąłem - ouch! - zatrzymała się i zgięła w pół przed schodami
- Wszystko okej? - zapytałem, ale ona nie odpowiedziała
*Katie*
Wyszliśmy z pokoju i zaczęliśmy kierować się w stronę schodów, gdy nagle usłyszałąm głośny trzask na dole i w mojej głowie. Wszystko zaczęło mi wirować. Doszedł do tego ból brzucha. Złapałam się za brzuch i zgięłam się w pół z bólu.
- Wszystko okej? - zapytał, nie odpowiedziałam
- Katie, wszystko okej? - powtórzył donośniejszym tonem, ale to tylko przeleciało w mojej głowie, jak przez mgłę.
Usłyszałam głośny pisk w mojej głowie. Zaczynałam mieć mroczki, było mi strasznie duszno. Moje ciało zaczęło się pocić. Zaczęłam mieć jeszcze silniejsze zawroty głowy. Wszystko w środku mi się skręciło, co wywołało jeszcze gorszy ból brzucha. Nie mogłam się w ogóle ruszyć. W tym momencie upadłam na ziemię. Przed oczami widziałam tylko zamazany obraz i pojawiającą się ciemność. Ciemność ogarnęła moje oczy. Zemdlałam.
Mieliście kiedyś tak, że po prostu od tak słyszeliście dziwne odgłosy w głowie? Od niczego robiło się wam duszno i wasze ciało się pociło? Tak właśnie było w moim przypadku, odkąd pamiętam.
Miałam 10 lat. Rodzice prawie całe dnie spędzali na kłóceniu i szarpaniu się. Już wtedy się między nimi nie układało. To było straszne widzieć moją mamę w stanie, w jakim była po kłótniach z ojcem. Było tak, że się na mnie nieźle wkurzył, nie pamiętam dokładnie za co, chyba za to, że broniłam matki. Wkurzył się i zaczął się na mnie drzeć, z największą siłą głosu, jaką potrafił. Zaczął mnie szarpać i... i w tedy zaczęło się najgorsze. Zaczął wyzywać mnie od dziwek, szmat i innych. Płakałam, pamiętam, że płakałam. Mama próbowała go ode mnie odciągnąć, ale nie udało jej się to. Odepchnął ją, a ona uderzyła plecami w ścianę i upadła z hukiem, próbowała wstać, ale na marne. Ojciec zaczął mną szarpać, walił pięściami w ściany tuż obok mojej głowy. W tedy pamiętam, że podrapałam go po poliku.
- Ty mała szmato! Jeszcze raz to zrobisz, a pożałujesz! - wykrzyczał, a ja zrobiłam to jeszcze raz, tym razem mocniej. Widziałam jak krew leci z jego ran na poliku.
Poczerwieniał ze złości. Zaczął pobudzać się jego wewnętrzny potwór. A nie, przepraszam, on już tu był. Nie widziałam ojca nigdy takiego wkurzonego jak teraz, to było straszne!
Poczułam ostre pieczenie na lewym policzku, a później również na prawym. Uderzył mnie dwa razy. DWA!
Nigdy wcześniej mnie nie bił. Czasem żartobliwie mnie szturchał, ale kończyło się na tym, że kładł mnie na łóżku i łaskotał, aż doprowadzał mnie do płaczu. Ze śmiechu rzecz jasna. Nigdy wcześniej nie wpadł w taką furię. To było najbardziej traumatyczne przeżycie jakie dziesięcioletnie dziecko może doznać.
Po prostu mam coś w rodzaju urazu na całe życie. Nienawidzę hałasu, chyba tylko głośna muzyka jest wyjątkiem i ściszony krzyk. Trochę to głupie, ale prawdziwe.
A ból brzucha? Ból brzucha mógł być spowodowany tym, że po prostu od rana nic nie jadłam i już, albo tym, że wróciły wspomnienia z tego dnia.
Mama wiedziała, że źle znoszę hałasu, Alan też to wiedział, mój ojciec również. Dlatego zachowują się przy mnie jak najciszej. Ale oczywiście czasem nie udaje się być cicho. No cóż, nie zmienię tego, co przeszłam.
- No może być. - wyszczerzyłam się
______________________________________________
*Justin*
Umówiliśmy się z Katie na 18 do kina, później na kolację. Zamierzałem zabrać ją do jakiejś restauracji, lub do mnie do domu. Zależy co ona będzie chciała.
Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę 14:49, ale ten czas szybko nam zleciał.
- Katie! - zawołała ją z dołu mama
Dziewczyna wstała z łóżka, podeszła do drzwi i je otworzyła.
- Tak, mamo? - odkrzyknęła
- Zejdźcie z Justinem na dół na obiad. - powiedziała jej mama.
Katie rzuciła tylko krótkie "Okej" i odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Idziemy? - zapytała wesoło, a ja przytaknąłem - ouch! - zatrzymała się i zgięła w pół przed schodami
- Wszystko okej? - zapytałem, ale ona nie odpowiedziała
*Katie*
Wyszliśmy z pokoju i zaczęliśmy kierować się w stronę schodów, gdy nagle usłyszałąm głośny trzask na dole i w mojej głowie. Wszystko zaczęło mi wirować. Doszedł do tego ból brzucha. Złapałam się za brzuch i zgięłam się w pół z bólu.
- Wszystko okej? - zapytał, nie odpowiedziałam
- Katie, wszystko okej? - powtórzył donośniejszym tonem, ale to tylko przeleciało w mojej głowie, jak przez mgłę.
Usłyszałam głośny pisk w mojej głowie. Zaczynałam mieć mroczki, było mi strasznie duszno. Moje ciało zaczęło się pocić. Zaczęłam mieć jeszcze silniejsze zawroty głowy. Wszystko w środku mi się skręciło, co wywołało jeszcze gorszy ból brzucha. Nie mogłam się w ogóle ruszyć. W tym momencie upadłam na ziemię. Przed oczami widziałam tylko zamazany obraz i pojawiającą się ciemność. Ciemność ogarnęła moje oczy. Zemdlałam.
Mieliście kiedyś tak, że po prostu od tak słyszeliście dziwne odgłosy w głowie? Od niczego robiło się wam duszno i wasze ciało się pociło? Tak właśnie było w moim przypadku, odkąd pamiętam.
Miałam 10 lat. Rodzice prawie całe dnie spędzali na kłóceniu i szarpaniu się. Już wtedy się między nimi nie układało. To było straszne widzieć moją mamę w stanie, w jakim była po kłótniach z ojcem. Było tak, że się na mnie nieźle wkurzył, nie pamiętam dokładnie za co, chyba za to, że broniłam matki. Wkurzył się i zaczął się na mnie drzeć, z największą siłą głosu, jaką potrafił. Zaczął mnie szarpać i... i w tedy zaczęło się najgorsze. Zaczął wyzywać mnie od dziwek, szmat i innych. Płakałam, pamiętam, że płakałam. Mama próbowała go ode mnie odciągnąć, ale nie udało jej się to. Odepchnął ją, a ona uderzyła plecami w ścianę i upadła z hukiem, próbowała wstać, ale na marne. Ojciec zaczął mną szarpać, walił pięściami w ściany tuż obok mojej głowy. W tedy pamiętam, że podrapałam go po poliku.
- Ty mała szmato! Jeszcze raz to zrobisz, a pożałujesz! - wykrzyczał, a ja zrobiłam to jeszcze raz, tym razem mocniej. Widziałam jak krew leci z jego ran na poliku.
Poczerwieniał ze złości. Zaczął pobudzać się jego wewnętrzny potwór. A nie, przepraszam, on już tu był. Nie widziałam ojca nigdy takiego wkurzonego jak teraz, to było straszne!
Poczułam ostre pieczenie na lewym policzku, a później również na prawym. Uderzył mnie dwa razy. DWA!
Nigdy wcześniej mnie nie bił. Czasem żartobliwie mnie szturchał, ale kończyło się na tym, że kładł mnie na łóżku i łaskotał, aż doprowadzał mnie do płaczu. Ze śmiechu rzecz jasna. Nigdy wcześniej nie wpadł w taką furię. To było najbardziej traumatyczne przeżycie jakie dziesięcioletnie dziecko może doznać.
Po prostu mam coś w rodzaju urazu na całe życie. Nienawidzę hałasu, chyba tylko głośna muzyka jest wyjątkiem i ściszony krzyk. Trochę to głupie, ale prawdziwe.
A ból brzucha? Ból brzucha mógł być spowodowany tym, że po prostu od rana nic nie jadłam i już, albo tym, że wróciły wspomnienia z tego dnia.
Mama wiedziała, że źle znoszę hałasu, Alan też to wiedział, mój ojciec również. Dlatego zachowują się przy mnie jak najciszej. Ale oczywiście czasem nie udaje się być cicho. No cóż, nie zmienię tego, co przeszłam.
~Parę godzin później~
- Katherine! Katherine, słyszysz mnie? - usłyszałam gruby, męski głos. Powoli starałam się otworzyć oczy, ale zostałam oślepiona przez biel tego miejsca.
- Katherine, otwórz oczy. - nienawidziłam gdy mówiono do mnie pełnym imieniem, ale nic.
- Katie, otwórz oczy. - powiedział damski głos. Rozpoznałam go, to była mama.
Posłusznie starałam się otworzyć moje oślepione oczy. Otworzyłam je i przykryłam ręką. Poczułam ból głowy.
- Katie, otwórz oczy. - usłyszałam ten sam, troskliwy głos, co wtedy, kiedy złamałam palec. To Justin. Co on tutaj w ogóle robił?
- Katherine, otwórz oczy. - nienawidziłam gdy mówiono do mnie pełnym imieniem, ale nic.
- Katie, otwórz oczy. - powiedział damski głos. Rozpoznałam go, to była mama.
Posłusznie starałam się otworzyć moje oślepione oczy. Otworzyłam je i przykryłam ręką. Poczułam ból głowy.
- Katie, otwórz oczy. - usłyszałam ten sam, troskliwy głos, co wtedy, kiedy złamałam palec. To Justin. Co on tutaj w ogóle robił?
Otworzyłam w całości oczy i zaczęłam się rozglądać wokół siebie.
- Gdzie jestem? - spytałam zachrypniętym, słabym głosem
- Jesteś w szpitalu, zemdlałaś w domu. - powiedziała mama z lekkim uśmiechem
- Coś tam pamiętam.
- To dobrze, opowiesz mi zaraz wszystko, co pamiętasz. - powiedział lekarz, a ja przytaknęłam. Wyszedł z sali, zostałam z mamą i Justinem.
- Jak się czujesz, słonko? - zapytała ciepło mama
- Jakoś. Trochę mnie głowa jeszcze boli. Czemu zemdlałam? - popatrzyłam na mamę i na Justina
- Hałas... - powiedziała, a ja wiedziałam o co chodzi
- Jak to hałas? - wyrwał się ze zdezorientowaniem Justin
- Nieważne, długa historia. - powiedziałam i spojrzałam na niego znacząco, żeby o to nie pytał. Pokiwał tylko głową na zgodę.
Po chwili wrócił lekarz i wyprosił z pokoju Justina i mamę. Zaczął mnie wypytywać co pamiętam, co się stało w domu i tak dalej. Opowiedziałam mu wszystko co pamiętam z tego zajścia.
- Dobrze, nie będę cię już męczył pytaniami. - odchrząknął i wstał z miejsca - zostaniesz na obserwacje, a jutro wrócisz do domu. - uśmiechnął się
- Dobrze. - pokiwałam głową, a lekarz odwrócił się i wyszedł.
Do pokoju wszedł sam Justin. Chciałam już coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził.
- Kazałem twojej mamie jechać do domu, bo jest późno.
- Okej. Ty też jedź, jest naprawdę późno. - popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 21:12. Jakim cudem tyle godzin tu siedzę? Nieważne.
- Nie, posiedzę to z tobą. Dla towarzystwa. - uśmiechnął się
- Naprawdę nie trzeba, będziesz zmęczony. Jedź już.
- Moje towarzystwo ci przeszkadza? - zapytał i uniósł brwi w górę
- Nie o to chodzi. Po prostu nie chcę, żebyś był później zmęczony.
- Odeśpię w dzień.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami
- Ty powinnaś iść spać, oczy ci się zamykają. - szepnął po chwili
- Możliwe, ale głupio jest zostawić cię tak samego i pójść spać.
- Spokojnie, idź spać, ja pewnie oprę się o ścianę na krześle i też zasnę. - mrugnął do mnie
- Oh, okej. - powiedziałam i ułożyłam się wygodnie w szpitalnym łóżku.
*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła.
_____________________________________________
To tyle na rozdział piąty.
Czy choć trochę podobała Wam się opowieść Katie o dzieciństwie? :D
Moglibyście zostawić chociaż jeden komentarz :c
To naprawdę motywuje do dalszej pracy.
Nie wiem, czy Wam się to podoba, czy nie.
Nie wiem ile osób to czyta :c
Zostawcie opinię, nawet tą negatywną.
To tyle na dzisiaj...
... a nie, jeszcze jedno, daję dedyka Adze <33
Do następnego! :D
/ Paulla
- Gdzie jestem? - spytałam zachrypniętym, słabym głosem
- Jesteś w szpitalu, zemdlałaś w domu. - powiedziała mama z lekkim uśmiechem
- Coś tam pamiętam.
- To dobrze, opowiesz mi zaraz wszystko, co pamiętasz. - powiedział lekarz, a ja przytaknęłam. Wyszedł z sali, zostałam z mamą i Justinem.
- Jak się czujesz, słonko? - zapytała ciepło mama
- Jakoś. Trochę mnie głowa jeszcze boli. Czemu zemdlałam? - popatrzyłam na mamę i na Justina
- Hałas... - powiedziała, a ja wiedziałam o co chodzi
- Jak to hałas? - wyrwał się ze zdezorientowaniem Justin
- Nieważne, długa historia. - powiedziałam i spojrzałam na niego znacząco, żeby o to nie pytał. Pokiwał tylko głową na zgodę.
Po chwili wrócił lekarz i wyprosił z pokoju Justina i mamę. Zaczął mnie wypytywać co pamiętam, co się stało w domu i tak dalej. Opowiedziałam mu wszystko co pamiętam z tego zajścia.
- Dobrze, nie będę cię już męczył pytaniami. - odchrząknął i wstał z miejsca - zostaniesz na obserwacje, a jutro wrócisz do domu. - uśmiechnął się
- Dobrze. - pokiwałam głową, a lekarz odwrócił się i wyszedł.
Do pokoju wszedł sam Justin. Chciałam już coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził.
- Kazałem twojej mamie jechać do domu, bo jest późno.
- Okej. Ty też jedź, jest naprawdę późno. - popatrzyłam na zegarek, który wskazywał 21:12. Jakim cudem tyle godzin tu siedzę? Nieważne.
- Nie, posiedzę to z tobą. Dla towarzystwa. - uśmiechnął się
- Naprawdę nie trzeba, będziesz zmęczony. Jedź już.
- Moje towarzystwo ci przeszkadza? - zapytał i uniósł brwi w górę
- Nie o to chodzi. Po prostu nie chcę, żebyś był później zmęczony.
- Odeśpię w dzień.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami
- Ty powinnaś iść spać, oczy ci się zamykają. - szepnął po chwili
- Możliwe, ale głupio jest zostawić cię tak samego i pójść spać.
- Spokojnie, idź spać, ja pewnie oprę się o ścianę na krześle i też zasnę. - mrugnął do mnie
- Oh, okej. - powiedziałam i ułożyłam się wygodnie w szpitalnym łóżku.
*Justin*
Patrzyłem na jej niespokojny sen. Wzdrygnęła się, więc złapałem ją za rękę, a ona ją ścisnęła.
_____________________________________________
To tyle na rozdział piąty.
Czy choć trochę podobała Wam się opowieść Katie o dzieciństwie? :D
Moglibyście zostawić chociaż jeden komentarz :c
To naprawdę motywuje do dalszej pracy.
Nie wiem, czy Wam się to podoba, czy nie.
Nie wiem ile osób to czyta :c
Zostawcie opinię, nawet tą negatywną.
To tyle na dzisiaj...
... a nie, jeszcze jedno, daję dedyka Adze <33
Do następnego! :D
/ Paulla
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)