niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział czwarty

Zerknęłam na telefon, była 23:40, nastawiłam budzik na 7:20 i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
___________________________________________________
*Justin*
Wróciłem około 24 od Katie. Kurde, ta dziewczyna to ma farta. Haha, złamać palec, a jutro zapieprzać do szkoły. Spoko.
Po ogarnięciu się przed snem wczołgałem się zmęczony do łóżka i nastawiłem budzik na 7:00. Oczywiście wstanę pewnie około 7:40, ale to szczegół.
*RANO*
Budzik zaczął dzwonić punktualnie o 7:00, przestawiłem go na 7:30 i o równej 7:30 wstałem, a raczej zwlekłem się z łóżka w stronę łazienki. Po porannej toalecie postanowiłem wybrać jakieś ubrania. Stanąłem przed szafą z dylematem. W co się ubrać?! Po dłuższym namyśle wybrałem niebieskie spodnie z niskim krokiem, białą bokserkę, czarną bluzę i czarne supry. Chyba wyglądałem dosyć przyzwoicie. Podszedłem do lustra i ułożyłem włosy. Popatrzyłem na wyświetlacz mojego telefonu, który wskazywał godzinę 8:00. Miałem mało czasu. Zbiegłem więc po schodach do przedpokoju. Zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę i wziąłem klucze do mojego samochodu. Odblokowałem pojazd i wsiadłem do środka, wsadziłem kluczyki do stacyjki po czym odpaliłem auto. Wyruszyłem z podjazdu z piskiem opon, tak, jak lubiłem. Haha, to jest to. Jechałem dość szybko po Katie, bo była 8:10, a za dziesięć minut powinienem być pod jej domem.
Punktualnie dwadzieścia po ósmej wjechałem na podjazd domu Katie. Dziewczyna jeszcze nie było, zdziwiło mnie to, bo to ona kazała mi przyjechać punktualnie. Zaparkowałem na podjeździe i zgasiłem samochód. Wysiadłem z niego i podszedłem do drzwi po czym zapukałem. Z kilka minut zobaczyłem Katie w wejściu.
- Witaaam. - przeciągnąłem z zadziornym uśmiechem, a ona się zarumieniła
- No cześć. - wyszczerzyła się ślicznie
- Gotowa? Możemy jechać?
- Emmm... tak właściwie to lekcje zaczynamy o 9:40...
- Hahaha, to po co miałem tu być o tak wcześnie.
- Bo jesteś mi potrzebny.
- Hę? W czym?
- W dotrzymaniu towarzystwa. - wyszczerzyła się
- Hahaha, skoro tak mówisz, to zgoda, zostanę.
- No ja myślę. Poza tym, pomyślałam, że skoro mam cię oprowadzać po szkole i tak dalej, to powinniśmy wiedzieć o sobie więcej, niż swoje imiona i to, że mój ojciec i twoja mama są razem. - zaproponowała
- Emm...no czemu nie. Ale może jak wejdziemy do środka?
- No taak. - uśmiechnęła się ukazując rządek białych zębów
Podeszliśmy do środka. Katie weszła do domu, a ja tuż za nią zamknąłem drzwi za nami. Katie zaczęła się krzywić...
- Co ci jest? - spojrzałem na nią zaniepokojony
- Nic, po prostu noga mnie strasznie boli.
- Może nie powinnaś iść dzisiaj do szkoły, co?
- Dam radę, spokojnie. Patrz... - wstała i zaczęła iść z kulami krzywiąc się jeszcze bardziej - nie, jednak nie dam rady.
- Może zostać z tobą? - zaproponowałem
- Nie, ty musisz iść do szkoły. Twoja matka nie wybaczyłaby mi tego, że nie poszedłeś tam.
- Katie, moja matka cię uwielbia, uwierz. Poza tym, po co mam iść do tej szkoły? Nie znam tam nikogo, nie wiem gdzie mam klasy, nie mam książek.
- No racja. - zachichotała uroczo. Kurde, niee...ona mi się podoba? Niee...nie możliwe!
- To co będziemy robić cały dzień?
- My? Ty serio chcesz zostać ze mną?
- No jasne, czemu nie? W końcu mieliśmy się poznawać, prawda?
- Aa, tak, prawda. - uśmiechnęła się - chcesz coś do picia?
- Jasne. - powiedziałem, a Katie wstała i poczłapała po szklanki i colę
- Proszę. - wręczyła mi z lekkim uśmiechem szklankę - wolisz iść do mnie, czy do salonu?
- Możemy iść do ciebie - powiedziałem, a ona westchnęła i skrzywiła się patrząc na schody.
- To będzie męczarnia, ale dam radę. - powiedziała i zaczęła iść w kierunku schodów
- Może cię zanieść? - zaproponowałem, a ona się do mnie odwróciła
- Nie, no coś ty. Już się mnie nadźwigałeś wczoraj. Dam radę. - powiedziała, a ja podszedłem do niej i wziąłem ją na ręce
- Justin, serio, dałabym radę.
- Nie sądzę, skarbie.
*Katie*
On mnie nazwał swoim skarbem?! Nie no, to takie urocze. Hhaha. To miło z jego strony, że chciało mu się mnie nieść. Weszliśmy na górę do mojego pokoju. Justin cały czas miał mnie na rękach, postawił mnie dopiero przy łóżku.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się ciepło
- Z co?
- Za to, że mnie tu wniosłeś.
- Aaa...umm...nie ma za co, zawsze do usług. - wyszczerzył się ślicznie
- Co będziemy robić? - zapytałam po chwili ciszy
- Nie wiem, co chcesz. Za dużego wyboru nie mamy. - zaśmiał się wskazując na mój gips
- Hha, no racje. - zaśmiałam się z nim
- No nie wiem, co możemy porobić? Możemy poopowiadać sobie o sobie.
- O, okej. To co chcesz o mnie wiedzieć?
- Emm...nie wiem...wszystko? - zachichotał i spojrzał na mnie
- Wszystkiego na pewno się nie dowiesz. - szturchnęłam go w ramię
- No okeej. - udał obrażonego
- Hahaha, wyglądasz jak małe dziecko. - zaśmiałam się złośliwie
- Hahaha, serio, dziecko? - spojrzał na mnie ze śmiechem
- Tak, dziecko. które nie dostało wymarzonej zabawki. - drażniłam się z nim
- Hahaha. Dobra, opowiadaj mi o sobie.
- No okeej. Więc, jestem Katie Willson, 6 marca będę miała pełne 17 lat, mam tylko 160 cm wzrostu, moi rodzice się rozwiedli gdy miałam 6 lat, moim najlepszym przyjacielem jest Alan i to chyba wszystko...a jeszcze jedno, nie mam chłopaka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się, jak zobaczyłam z jakim zaciekawienie patrzy na mnie teraz Justin - dobra, teraz ty. Opowiedz mi coś o sobie.
- Okeej. To jestem Justin Bieber, moje drugie imię to Drew, mam 18 lat, ale chodzę, do pierwszej liceum, bo byłem młody, głupi i nie chodziłem do szkoły. Mam 180 cm wzrostu. W tym mieście nie mam znajomych, no oprócz ciebie. Poprzednio mieszkałem w Kanadzie, ale przeprowadziłem się tu z rodzicami jakieś 2 lata temu. Moi rodzice nie są razem od ponad pół roku. Moja matka umawia się z twoim ojcem. Mam dwójkę rodzeństwa; Jazmyn - młodsza - starsza siostra i Jaxon - młodszy brat. Nie mam dziewczyny, bo według wszystkich jestem chujem bez serca. - popatrzył na mnie, a ja miałam szeroko otwarte oczy, tak z zaciekawienia - wybacz za to określenie, ale tak mnie prawie wszystkie nazwały.
- Nie no, spoko. Po prostu się zdziwiłam, że cię tak nazwały, bo wydajesz się być całkiem fajny. - moje policzki pokryły się rumieńcem, a on zachichotał
- Powiedzieć ci coś głupiego? - zaproponował szatyn
- Haha, no dawaj.- wyszczerzyłam się
- Uwielbiam, jak dziewczyna się rumieni. - powiedział, a moje policzki zróżowiały jeszcze bardziej - haha, tak, jak ty teraz. - uśmiechnął się chyba najśliczniej jak potrafił.
- No nie, weź, mnie wkurza, jak się rumienię, bo wtedy mam takie okropne, czerwone policzki. - skrzywiłam się
- Nie, nie są okropne, są urocze.
- Nie, one są okropne. - droczyłam się z nim
- Urocze.
- Okropne!
- Urooocze. - przeciągnął
- Okrooopnee. - zrobiłam to samo
- Nie kłóć się ze mną, skarbie. - skrzywiłam się z uśmiechem - coś się stało? Twoja mina była dość dziwna.
- Nie...znaczy, bo...już drugi raz nazwałeś mnie skarbem.
- Haha, no racja. Przeszkadza ci to? - podrapał się niezręcznie po szyi
- Emmm...chyba nie... - uśmiechnęłam się, a moje policzki pokryły się znów rumieńcem. Szybko zakryłam je rękoma.
- Co ty robisz? - zapytał Justin i zdjął mi ręce z policzków po czym się uśmiechnął - znów się rumienisz. Czy to ja na ciebie tak wpływam? - poruszył zabawnie brwiami
- Hahah, nie. - udałam poważną
- Jasne, jasne. - myślał, że tego nie słyszałam
- Słyszałam to. - szturchnęłam go w ramię
- Hahaha, ale co? - udawał idiotę
- Niee, nic. - wystawiłam mu język. - to co robimy?
- Nie wiem, a co chcesz?
- Też nie wiem, wiemy o sobie już chyba wszystko.
- W sumie to nie powiedziałem ci jednego.
- A mianowicie?
- Gram na gitarze, tworzę piosenki i trochę śpiewam.
- Łoooo... ja ci nie powiedziałam, że amatorsko śpiewam.
- Serio? Zaśpiewaj mi coś.
- Nie, wolę nie.
- No prooooszę. - wręcz błagał
- Nie, Justin, nie zaśpiewam. - powiedziałam, a on wstał z łóżka i klęknął przede mną.
- Będę robił z siebie idiotę dopóki mi nie zaśpiewasz. - powiedział i zaczął błagać
- Ughhh...dobra...zaśpiewam, ale ty śpiewasz ze mną. - powiedziałam, a on się uśmiechnął po czym skrzywił, wstał i pocałował mnie w policzek. - a to za co? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem
- Za to, że nie muszę już robić z siebie idioty i za to, że zgodziłaś się mi zaśpiewać.
- Co mam ci zaśpiewać?
- Znasz piosenkę "Beneath youf beautiful" ?
- Pewnie, że znam!
- To śpiewaj.
- Emmm...miałeś ze mną śpiewać, więc zaczynasz. - wyszczerzyłam się
- No dobraaa...masz gitarę?
- Po co ci?
- Do podegrania nam.
- Aaa...ummm...mam gitarę. Tam stoi. - wskazałam na gitarę na końcu pokoju. Justin wstał, podszedł do gitary, chwycił ją i wrócił do mnie.
- Zaczynamy? - zapytał
- Tak, zaczynaj.
- Okeej... - powiedział i zaczął grać, a ja się uśmiechnęłam -
You tell all the boys no,
 Makes your feel good, yeah.
I konw you're out of my league, 
But that won't scare me,
away oh no.
You've carried on so long,
You couldn''t stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautifiul?
Would let me see beneat you"re perfect?
Take it off now girl,
Take it off now girl,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?
"Ale on ma śliczny głooos..." - pomyślałam - "kurde, kurde, kurde, teraz jaaa...na pewno mnie wyśmieje"
You let all the girls go,
Makes you feel good,
Don't it?
Behind your Brodway show,
I heard a voice say please don't hurt me.
You've carried on so long,
You couldn't stop if you tried it,
You've built your wall so high,
That no one could climb it,
But i'm gonna try,
Would you let me see beneath you're beautiful?
Would let me see beneat you"re perfect?Take it off now boy,
Take it off now boy,
I wanna see inside.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?

"Yeeeey, wreszcie duet!" - haha, moje myśli
I'm gonna climb on top,
Your every tower,
I'm hold your hand and we'll jump right out.
Ja: We'll be fallin, fallin,
Razem: But that's okay.
On :I'll be right here,
I just wanna love.
Would you let me see beneath you're beautiful?
Would you let me see beneath you're perfect?
Razem: Take it off now girl/boy,
Take it off now girl/boy,
Cos I wanna see you say...
On: Would you let me see beneath you're beautifull tonight?
Razem: Oh tonight, we ain't perfect,
We ain't perfect.
Would you let me see beneath you're beautiful tonight?

- Brawo, brawo. - zerwaliśmy się, a w drzwiach zobaczyliśmy moją matkę.
- Mamo, co ty tu robisz? - zapytałam - miało cię chyba nie być.
- Też się cieszę, że cię widzę - zaśmiała się, a my jej zawtórowaliśmy
- Witam. Justin. - wyciągnął do niej rękę
- Witam. Matka Katie. - uścisnęła jego rękę. - To było piękne. Pięknie grasz na gitarze i w ogóle bardzo dobrze się zgraliście.
- To racja, Justin ślicznie grał i pięknie śpiewał, a ja? Bleh!
- Nie gadaj głupot, Katie. Było ślicznie! - powiedział Justin
-Mój głos nie jest tak ładny, jak twój.
- Jest lepszy... - powiedział
- Nie, nie jest i nie kłóć się ze mną!
- Będę, bo kłamiesz!
- Nie, nie kłamię! - powiedziałam i uderzyłam go poduszką w ramię. On mi ją zabrał i zaczęła się wielka bitwa!
- Hahaha, przestań, ja mam nogę w gipsie!
- Sama zaczęłaś! - bawiliśmy się tak dobrze, że nawet nie zauważyliśmy jak moja mam wyszła z pokoju. Justin odłożył poduszki i zaczął mnie łaskotać. Niestety nie wiedział jeszcze, że nie mam łaskotek. Znaczy mam, ale tylko w jednym miejscu.
- Co ty robisz, Justin? - popatryłam na jego ręce, które znajdowały się na moich żebrach
- Nie masz łaskotek? - wysunął dolną wargę do przodu
- Może mam, może nie mam. A ty masz? - zapytałam i dźgnęłam go w żebra - ahaha, maaaasz! - przeciągnęłam i zaczęłam go łaskotać
- Przestaaań! - śmiał się
- Nie, nie przestanę!
- Ach tak? - powiedział i położył nade mną na łóżku, i położył ręce po obu moich stronach - i co teraz? - wymruczał
- Nie boję się ciebie...
- A teraz? - przybliżył twarz do mojej
- Haha, też nie.
- Jesteś tego pewna? - przybliżył się tak, że czułam jego oddech przy swoim uchu
- Tak, jestem pewna. - zaśmiał się, złożył pocałunek na mojej szyi i się odsunął
- Co chcesz robić?
- Nie wieem.
- Hahha, zaproponuj coś.
- Nie mam żadnego pomysłu.
- To może...hmmm...kino i później jakaś kolacja, czy coś? Oczywiście nie jako randka, czy coś. Po prostu zwykły wypad znajomych. Hę? Co ty na to?
- No może być. - wyszczerzyłam się
_______________________________________
Hue hue, mamy 4 rozdział!
Przepraszam, że tak długo to pisałam, ale akurat dzisiaj naszła mnie taka weena! *-*
Nawet ja uważam, że rozdział jest w miarę ciekawy. Co Wy na to?
Liczę na komentarze! :D
Pis joł! /Paulla

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział trzeci

- No tak, wiem coś o rozbitej rodzinie. - powiedziałam i spuściłam głowę, a po moim policzku spłynęła słona łza, którą zaraz wytarłam.
_________________________________
- Ej, mała, nie płacz. - przytulił mnie mocno do siebie tata
- Jest dobrze, na prawdę. Nic mi nie jest. Hahah. - uśmiechnęłam się i lekko zachichotałam.
Razem z ojcem siedziałam już tu około 15 minut i tak rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nagle sobie o czymś przypomniałam:
- Emm...tato, chyba miałeś do mnie... - nie dokończyłam, bo przeszkodziło mi pukanie do drzwi. To Pattie.
- Cześć wam. O czym to tak rozprawiacie? - powiedziała ciepło kobieta i się uśmiechnęła, a ja to odwzajemniłam.
- Cześć, Pattie. O wszyystkim. - zaśmiał się tata
- Dokładnie, o wszystkim. - zawtórowałam mu
- Peter, możesz zostawić mnie i małą na chwilę same? Muszę z nią chwilkę porozmawiać. - byłam mega zdziwiona.
- Tak, jasne. - powiedział szybko ojciec i wyszedł, a ja zostałam sam na sam z Pattie
- Słuchaj... - zaczęła kobieta - wiem, że za mną nie przepadasz, tylko nie wiem czemu tak jest. Wiem, że raczej nie będziesz chciała nic dla mnie zrobić, ale jednak spróbuję, mogę cię o coś poprosić? - spojrzała na mnie z zatroskaniem w oczach
- To nie jest tak, że ja cię nie lubię...może tak sądziłam, ale teraz jak na to patrzę, to nie mam podstaw, bo cię nie znałam, nadal cię w sumie nie znam...ale postaram się, żeby ta nasza znajomość nie była taka, że kochamy się, bo ty jesteś z moim tatą, a ja muszę cię zaakceptować...wiedziałam, że tata sobie kogoś znajdzie, nie wiem...może po prostu nie byłam gotowa na kogoś nowego, bo ty pojawiłaś się tak nagle, ale jeżeli tata jest szczęśliwy, to ja także. - widziałam w jej oczach...łzy?! Mam nadzieję, że szczęścia, czy zachwytu!
- Przepraszam... - popłynęła jej łza, którą wytarła i się uśmiechnęła - nie mogę uwierzyć, że jesteś tak młoda, a tak dojrzała. - uśmiechnęła się bardzo szeroko i mnie do siebie przytuliła. Kiedy mnie wypuściła z objęć, postanowiłam zapytać o co jej chodziło z tą prośbą...:
- Więc...o co chciałaś prosić?
- A tak...bo wiesz, Justin jest tu kompletnie nowy, nikogo nie zna... - nie, ona chciała mnie o to prosić?! NIEE! - mogłabyś go oprowadzić po szkole, zapoznać go z tutejszymi dzieciakami? - a jednak!!!NO NIEEE!! W jej oczach widziałam iskierki nadziei. Mi momentalnie opadły ramiona. Że co ja mam zrobić?! Już przy stole się przekonałam, że ten chłopak mnie nienawidzi! A teraz mam go oprowadzać?!
- Emmm...wiesz, nie chcę nic mówić, ale z takim nastawieniem, z jakim on zwraca się do ludzi, to raczej będzie trudno. Już przy stole przekonałam się, że on mnie nie lubi i nie wiem czy to dobry pomysł, żebym ja go oprowadzała.
- Katie, proszę...nie mam kogo innego, żeby go o to poprosić. On nie jest złym chłopakiem, jest cudowny, tylko jest po prostu na mnie wściekły... - widziałam, że ją to boli. Nic dziwnego, żaden rodzic chyba nie chciałby być znienawidzony przez własne dziecko, prawda?
- Ja rozumiem, że nie macie nikogo innego, że nikogo nie znacie, ale... - nie dokończyłam mojej "myśli" bo brunetka mi przerwała
- Justiin, możesz przyjść do nas na górę?! - krzyknęła kobieta do drzwi, a zaraz słychać było kroki na schodach...drzwi się otworzyły, a w wejściu zobaczyłam Justina
- Tak, mamo?
- Usiądź... - wskazała gestem ręki na fotel stojący naprzeciwko kanapy, na której siedziałyśmy. Moim zdziwieniem było, że on to zrobił.
- Słucham? - powiedział chyba trochę sfrustrowany całą tą sytuacją
- Justin, wiem, że mnie nienawidzisz za to, że nie ma przy nas twojego ojca, a ja teraz jestem z Peterem, ale wysłuchaj mnie, okej?
- Mhhmm... - nie wierzę! Pattie mówi mu takie coś, a on tylko "Mhm"?! Ughh...
- Dobrze wiesz, że nie znamy tu nikogo, dobrze wiesz, że idziesz jutro do nowej szkoły...
- Do sedna, mamo... - warknął chłopak, a ja się mu przyglądałam, chyba to zauważył, bo popatrzył na mnie z tajemniczym uśmieszkiem. Czemu tacy chłopcy jak on są aż tacy interesujący?! No czemu?!
- Spokojnie, Justin. Twoja mam stara się znaleźć po prostu dobre słowa, żeby ci to powiedzieć i cię nie wkurzyć... - kiedy to powiedziałam Pattie dziwnie na mnie spojrzała. Tak, jakbym powiedziała jakąś rzecz, której ona się bała mu powiedzieć. Justin, tylko na mnie spojrzał, nie widziałam już na jego twarzy uśmiechu. Teraz gościło tam ostre wkurwienie. Hahaha, jestem z siebie normalnie dumna!
- Nie odzywaj się, mała szm...
- Justin!! - skarciła go Pattie
- Co?! Jak będzie mnie tak wkur...wkurzała, to się nie dziw! - powiedział, a raczej wykrzyczał Justin
- Przepraszam, mogę coś wtrącić? - powiedziałam zwracając na siebie uwagę chłopaka. Pattie dała mi znak ręką na pozwolenie
- Okej, więc... - wstałam powoli zbliżając się do Justina - masz racje, jestem wkurzająca, jestem szmatą - w tym momencie popatrzyłam na Pattie, która wpatrywała się tej całej sytuacji - jestem suką...
-  Katie, stop, przestań tak mówić... - prosiła (?) kobieta
- Nie, muszę to powiedzieć... - Pattie tylko pokiwała głową i wsłuchiwała się w to, co mówiłam - więc, myślisz chłopcze, że przezwiska mnie ruszą? Nie wiesz o mnie niczego, znasz mnie od jakichś 2 godzin i spoko, masz rację znasz mnie odpowiednio długo, żeby nazwać mnie szmatą!
- Po pierwsze, nie wiesz z kim zaczynasz. Po drugie, nie przezwałem cię, bo mama mi na to nie pozwoliła, więc w czym problem? - wzruszył ramionami z uśmieszkiem satysfakcji
- Haha - zaśmiałam się ironicznie - nie wiem z kim zadzieram? Haha. - pokręciłam głową ze śmiechem - co? Jesteś kryminalistą? Mam się ciebie bać? - brnęłam w to dalej
- Oj zdziwiłabyś się...
- Taaa, mhm...jasne...
- Ejj, dzieciaki? Skończyliście? - zapytała Pattie odrywając nas od sprzeczki
- Właściwie, to tak. - uśmiechnęłam się, popatrzyłam na Justina i wróciłam na swoje miejsce
- A to, co chciałaś tak bardzo mi powiedzieć, to? - zapytał z frustracją w głosie syn Pattie
- No więc, wiesz już, że nikogo tu nie znamy i , że jutro idziesz do nowej szkoły...wiec, przedstawiam ci twojego przewodnika po nowej szkole... - wskazała dłonią na mnie, a chłopak się UŚMIECHNĄŁ?!
- No więc, witaj mój GPS ' ie... - uśmiechnął się łobuzersko Justin i wyciągnął do mnie rękę
- Ughh...witaj... - przywitałam się z nim po raz drugi tego dnia
Siedzieliśmy jeszcze tak trochę gadając o różnych rzeczach. Po paru minutach dołączył do nas tata.
Popatrzyłam na zegarek w telefonie, była 19:36.
- Ouu...jak ten czas szybko leci. Ja już będę się zbierać. - uśmiechnęłam się do wszystkich ciepło i ruszyłam się z miejsca.
- Odwiozę cię. - zerwał się Justin
- Emm...nie musisz, tata może mnie odwieźć... - wskazałam na tatę palcem
- Ja cię odwiozę. I tak muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, bo jutro po ciebie przyjadę przed szkołą.
- No dobra. - wzruszyłam ramionami
Zeszłam z Justinem na dół, a tata i Pattie zostali na górze. Weszliśmy do przedpokoju i zaczęliśmy się ubierać. Justin chyba zobaczył mój brzuch kiedy zakładałam kurtkę, po przygryzł wargę.
- Emmm...czemu się tak na mnie patrzysz? - spytałam zdziwiona
- Patrzę się na twoją sylwetkę, jesteś strasznie chuda i drobna...
- W porównaniu do ciebie. - zaśmialiśmy się
- Sugerujesz, że jestem gruby? - podniósł pytająco lewą brew
- Nie, chodziło o to, że jestem drobna, a ty raczej nie.
- Możliwe. - wzruszył ramionami Justin.
Wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się do jego samochodu. Justin go odblokował i otworzył przede mną drzwi. To, jak w tym momencie na niego spojrzałam, było co najmniej dziwne. Chłopak zachichotał. Wsiadłam, a Justin zamknął moje drzwi i kierował się w stronę swoich. Wsiadł, odpalił silnik i zapiął pasy.
Ogarnęła nas niezręczna cisza. Zaczęłam bawić się palcami i niezręcznie kręciłam się w siedzeniu. Justin chyba zauważył, że czuję się niezręcznie, bo zaczął rozmowę..:
- Słuchaj... - popatrzyłam na niego i zmarszczyłam brwi ciekawa tego, co miał zamiar mi powiedzieć - to nie jest tak, że ja chciałem cię wtedy obrazić wyzywając cię od szmat... - spojrzał mi w oczy, ale zaraz zabrał wzrok i skierował go na drogę - po prostu przezwiskami i biciem tak jakby daję upust moim emocjom. Więc, przepraszam za to, jak cię nazwałem.
- Justin, wiesz, ja mam to gdzieś, że chciałeś mnie przezwać. Bardziej zasmuciło mnie to, że znasz mnie od kilku godzin, a chciałeś nazwać mnie szmatą. Rozumiesz?
- Tak, rozumiem i wiem, że nie powinienem tak robić, ale nie kontroluję tego. - pokiwałam głową i popatrzyłam za okno
- Teraz skręć w lewo. - instruowałam chłopaka. Posłusznie skręcił w drogę.
- Gdzie teraz? - wyszczerzył się Justin
- Tam jest już mój dom. - wskazałam gestem ręki na budynek i uśmiechnęłam się
- Okeeej... - wjechał na podjazd i zgasił silnik. Odpięłam pasy i nie wiedziałam co mam dalej robić, wysiąść, czy zostać?
- Umm...dzięki za podwiezienie...
- Nie ma za co. O której jutro po ciebie przyjechać?
- Emmm...zapomniałam o której zaczynam lekcje... jaka ja jestem głupia. - zrobiłam "facepalm"
- Hahah, nie jesteś głupia. Po prostu nie znasz swojego planu na pamięć i już. - wzruszył ramionami Justin
- To może wejdziesz do środka i ci powiem? - czy ja to właśnie powiedziałam? Nie wierzę.
- Okej. - pokazał swoje białe zęby chłopak
Wysiedliśmy w tym samym czasie z samochodu. Szatyn go zablokował i ruszył za mną. Wyjęłam z kieszeni kurtki klucze i otworzyłam dom. Weszłam do środka, a za mną Justin i zamknął za nami drzwi. Ściągnęłam kurtkę i balerinki, Justin zrobił to samo, oczywiście nie miał balerinek, tylko czarne supry. Weszliśmy w głąb domu, zapaliłam światło i weszłam do kuchni.
- Chcesz coś do picia? - zaoferowałam chłopakowi
- Nie, dzięki. - odpowiedział grzecznie
- Czekaj, polecę po plan na górę i zaraz wrócę.
- Okej, czekam. - zaśmialiśmy się razem.
Wbiegłam po schodach na górę. Było ciemno, a ja nie zapaliłam światła. Na moje nieszczęście walnęłam małym palcem o róg komody stojącej na korytarzu. Usłyszałam trzaśnięcie. No nie, jeszcze tego brakowało, żebym złamała sobie palec!
- Ałaa! Kurr...- krzyknęłam i zaczęłam skakać na jednej nodze.
- Katie, wszystko gra? - usłyszałam z dołu Justina
- Nie! - warknęłam i usiadłam na podłodze. Usłyszałam kroki na schodach. Justin zapalił światło i usiadł obok mnie.
- Co ci się stało? - powiedział zatroskanym głosem
- Walnęłam się o ten pieprzony róg tej pieprzonej komody! - zwijałam się z bólu
- Możesz wstać? Normalnie chodzić? - zapytał i pomógł i mi wstać. Niestety nie udało mi się. Ból był zbyt mocny.
- Jak widać, nie mogę. - Justin uklęknął obok mnie i chciał mnie podnieść
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona
- Podnoszę cię i zabieram do szpitala, chyba nie myślisz, że zostawię cię ze złamanym palcem!
- No nie. - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka. Justin mnie podniósł i zaczął iść w kierunku schodów. Było mu niewygodnie, więc owinęłam ręką jego kark. Zeszliśmy po schodach do przedpokoju. Justin mnie postawił i założył mi kurtkę i buta. Sam założył tylko buty.
- A kurtka?
- Spokojnie, przecież muszę cię odwieźć później. - uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową. Chłopak znów mnie podniósł i niósł w stronę samochodu. Postawił mnie przy samochodzie, odblokował go, otworzył mi drzwi i pomógł wsiąść. Ruszył z podjazdu kierując się do pobliskiego szpitala, ja w tym czasie napisałam do mamy:
" Hej, mamo. Chyba złamałam palec x.x Justin, syn Pattie, właśnie wiezie mnie do szpitala. Nie masz się czym martwić, dotrę cała i zdrowa do domu. ;)" Po kilku minutach otrzymałam odpowiedź:
"Boże co Ci się stało?! To dobrze, że przynajmniej ten chłopak jest z Tobą. Ja nie wrócę na noc do domu. Jak wrócisz ze szpitala to napisz, lub zadzwoń do mnie." Przeczytałam wiadomość od mamy  i wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni. Nie chciało mi się już jej odpisywać. Ból palca znowu powrócił, więc zaczęłam zaciskać powieki i szczękę. Justin chyba to zauważył, bo spojrzał na mnie.
- Spokojnie, zaraz będziemy, wytrzymaj. - powiedział z troską w głosie. Proszę, proszę...kto by pomyślał, że ten chłopak może być aż tak łagodny i kochany? Bo ja na pewno nie.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Justin pomógł mi wysiąść i zaprowadził mnie do budynku. Podeszliśmy do recepcji. Miła recepcjonistka pokierowała nas tak, gdzie trzeba. Nadeszła moja kolej, mogłam wejść do środka. Justin oczywiście wszedł ze mną. Przywitał nas uśmiechnięty lekarz w średnim wieku. Justin pomógł mi zdjąć kurtkę i usiąść. Lekarz zaczął wypytywać jak do tego doszło i oglądał moją nogę. Skończyło się na tym, że od teraz mam gips. Jeeej, nie będę musiała się męczyć z trenerką na w-f ' ie! Jedyny pozytyw tego zajścia!
Wyszliśmy z budynku i kierowaliśmy się do samochodu. Wsiedliśmy, a Justin ruszył w stronę mojego domu. Byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do środka. Zaproponowałam Justinowi coś do picia. Nalałam do szklanek coli i razem weszliśmy po schodach do mojego pokoju.
- To powiesz mi o której mam po ciebie w końcu przyjechać? - powiedział śmiejąc się szatyn
- Aaa...tak, jasne.. - wstałam z łóżka i doczołgałam się do biurka gdzie leżał mój plan lekcji - emm...przyjedź o ósmej dwadzieścia.
- Okeej. To ja będę się zbierał. - powiedział i wstał z miejsca
- Spoko. Odprowadzę cię. Hahah. - zaśmialiśmy się
- Czyli wydostanie stąd trochę mi zajmie. - zachichotał Justin, a ja przymrużyłam oczy
Zeszliśmy na dół. Staliśmy w przedpokoju, Justin się ubierał. Poprawiał założoną idealnie kurtkę.
- Dziękuję. - powiedziałam po cichu
- Za co?
- Za to, że byłeś w moim domu, za męczenie się ze mną, za zabranie mnie do szpitala.
- Nie ma za co. Zawsze do usług. - powiedział i mnie do siebie przytulił, ale zaraz mnie puścił i zrobił niezręczną minę. - ja...ummm...przepraszam za to. - dodał po chwili
- Nie no, nie masz za co. W sumie to ja jako podziękowanie powinnam to zrobić, nie ty. - powiedziałam rumieniąc się, a Justin przygryzł wargę. Nie mówię już jak bardzo pociągająco wyglądał gdy to robił.
- To może ja już serio pójdę. Pa, Katie, Do jutra. - wyszczerzył się Justin
- Okej, do jutra. - zrobiłam to samo.
Chłopak wyszedł, a ja mu jeszcze pomachałam na pożegnanie. Weszłam na górę i spakowałam się do szkoły. Po wzięciu prysznica przebrałam się w piżamę i rozczesałam włosy. Weszłam do pokoju i wślizgnęłam się do łóżka. Zerknęłam na telefon, była 23:40, nastawiłam budzik na 7:20 i odłożyłam telefon na szafkę nocną.
________________________________________
Pis joł! Jak tam? Na początek kilka spraw:
1. Dodałabym wcześniej ten rozdział, ale nie miałam internetu ponad tydzień.
2. Rozdziały będę dodawała nieregularnie, bo nie potrafiłabym regularnie.
3. Na razie nie będę wprowadzała zasady typu: x komentarzy - któryś tam rozdział, chyba, że będę przy 10 rozdziale, a wgl nie będzie komentarzy.
4. Jestem zadowolona z tych 150 odwiedzin, chociaż to nie jest dużo. ;*
5. Jestem teraz trochę nierozgarnięta, bo w sierpniu jest koncert Justina!! <3 <3 ;3 ;3
6. Kooocham moich czytelników.
7. Mam nadzieję, że pasuje Wam sposób w jaki piszę bloga.
8. Przyjmuję krytykę.
9. Hejty mile widziane!
Kontakt:
Ask
Twitter
Do następnego! ;* / Paulla